Przed wakacjami radni Powiatu Trzebnickiego po raz pierwszy w historii tego samorządu nie udzielili staroście absolutorium. Jakby tego było mało, kilka dni wcześniej złożyli też wniosek o jego odwołanie… Wydawało się, że w powiecie mogą nastąpić duże zmiany, ale…

Radni powiatu prawie na każdej sesji krytykują zarząd ze starostą Waldemarem Wysockim na czele. Zarzucają mu brak działań i zaprzestanie inwestycji czy brak odpowiedzi na interpelacje. Sesje przebiegają w gorącej atmosferze, a często dochodzi do kłótni i werbalnych potyczek. Niektórzy radni wprost mówili staroście, by ten, jeśli ma honor, podał się do dymisji. Wysocki nie był dłużny i też potrafił się radnym odgryźć lub milcząco lekceważył pytania.

Te zachowania nie podobały się jednak nawet radnym PiS, partii która jest w koalicji z radnymi z ugrupowania burmistrza Długozimy. W kuluarach spekulowano, że być może jeszcze podczas wakacji nastąpi wymiana starosty. Nieoficjalnie mówiło się o tym, że większość radnych może poprzeć kandydaturę innego radnego PiS. Mówiło się, że starostą ponad podziałami mógłby zostać Janusz Szydłowski, szef powiatowych struktur PiS.

Pod koniec czerwca odbyła się sesja absolutoryjna. Radni nie udzielili staroście absolutorium. Takie zdarzenie w naszym powiecie wystąpiło po raz pierwszy. Wcześniej, niezależnie od absolutorium, radni złożyli wniosek o odwołanie Wysockiego.

Jednak na drodze do zmiany stanęła zwykła arytmetyka. Do odwołania potrzebnych jest minimum 13 głosów w 21 osobowej radzie. Tymczasem opozycja ma wprawdzie większość w radzie, ale dysponuje „tylko” 11 głosami. Do odwołania brakuje 2 głosów.

Po obserwacji tego co się działo na sesjach wydawało się, że przeciwko Wysockiemu może zagłosować nawet trzech radnych PiS. Warunek? Nowy starosta miałby być z Prawa i Sprawiedliwości.

I tu się zaczęły schody. Po pierwsze radni nie mają do siebie wystarczającego zaufania, a po drugie… zaczęły się wakacje i radni zamiast pracować po prostu się rozjechali. Najbliższą sesję zwołano dopiero na 19 września.

Dzisiaj wydaje się, że wniosek o odwołanie będzie martwy, bo jak widać wśród radnych nie ma wystarczającej determinacji. Być może „katalizatorem” zmian będzie kolejne przesilenie w trzebnickim szpitalu lub fakt, że powiat trzebnicki stracił miliony z dotacji, którą mógł pozyskać na budowę dróg. Z drugiej strony niektórzy radni PO uważają, że nie ma sensu zamieniać słabego starostę z PiS na lepszego i uważają, że nie jest to w ich interesie.

Faktycznie w porównaniu z poprzednią kadencją, inwestycje w powiecie wyglądają słabiutko. Radni wielokrotnie na sesji mówili, że ten starosta i zarząd są tylko po to, by brać pensje. Czy ponad dwumiesięczna przerwa w obradach, to „cisza przed burzą”?

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here