Najsłabszy mistrz z najlepszym wynikiem – Liga Mistrzów na Legii!

137

Czekaliśmy na to 20 długich lat. Z roku na rok zakłady sportowe dotyczące awansu do piłkarskiej Ligi Mistrzów nie pozostawiały nadziei – mistrz polski miał marne szanse na udział w tych elitarnych rozgrywkach. I kiedy wydawało się, że i tym razem Legia Warszawa, będąca w katastrofalnej formie na początku rozgrywek ligowych, skończy najwyżej w Lidze Europy, stał się „cud”. Pomogło też losowanie.

Reforma + szczęście = Liga Mistrzów

Reforma Platiniego, która zakładała rozdzielanie miejsc w fazie grupowej Ligi Mistrzów poprzez eliminacje w grupach „mistrzowskiej” i „niemistrzowskiej” (dzięki czemu mistrz Polski unikał w kolejnych rundach np. drużyn z Anglii, Hiszpanii, Niemiec czy Włoch), miała na celu popularyzowanie piłki nożnej w krajach o nieco mniejszych tradycjach piłkarskich i dać im możliwość reprezentacji w tych prestiżowych rozgrywkach. Jednak reforma to jedno, ale że Legioniści mieli w tym roku ogromne szczęście w losowaniu, to to drugie.
Mistrzowie Polski rozpoczęli walkę w drugiej rundzie eliminacji, gdzie trafili na niezbyt wymagającego rywala w postaci ekipy Zrinjski Mostar – mistrza Bośni i Hercegowiny. Zakłady sportowe nie pozostawiały wątpliwości kto tu jest zdecydowanym faworytem i choć styl warszawiaków nie powalał na kolana, to remis 1:1 w Bośni i wygrana u siebie 2:0 zapewniły spokojny awans o szczebel wyżej. Główny minus tego dwumeczu – kontuzja wyróżniającego się na tle niemrawych kolegów Brazylijczyka Guilherme, która wyeliminowała go na kilka tygodni.
W trzeciej rundzie poprzeczka powędrowała już nieco wyżej, gdyż na drodze stanął mistrz Słowacji – Trenczyn. Wydaje się, że to właśnie dwumecz ze Słowakami był póki co najlepszym widowiskiem w wykonaniu Legii, gdyż przeciwnicy postawili zadziwiająco twarde warunki, ale wygrana 1:0 na wyjeździe i bezbrakowy remis w Warszawie dały Legii upragnioną 4 rundę eliminacji. Niestety dla nowego trenera „Wojskowych”, Besnika Hasiego, wyniki w europejskich pucharach nie szły w parze z rezultatami ligowymi. Legioniści pogubili w pierwszych kilku kolejkach mnóstwo punktów, a styl, jaki prezentowali na boisku, pozostawiał bardzo wiele do życzenia. Wiele zakładów sportowych nie stawiało zatem Legii w roli wyraźnego faworyta przed starciem w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów i to mimo, że rzutem na taśmę została ona w losowaniu rozstawiona. Mimo to mogła trafić już na bardzo solidne futbolowe marki, takie jak Dinamo Zagrzeb, Łudogorec Razgrad czy FC Kopenhaga. No, chyba, że trafią na będący cudem w tym towarzystwie, półamatorski zespół z Irlandii, Dundalk FC…

Modlitwy wysłuchane, Legia w finansowym raju

Było tylko 20% szans, że Legia trafi na jeden z prawdopodobnie najsłabszych zespołów, jakie kiedykolwiek znalazły się z ostatniej rundzie eliminacji Champions League. A jednak! To właśnie z sensacyjnymi pogromcami białoruskiego BATE Borysów mieli się zmierzyć Legioniści. Główny cel? Zneutralizować wysokiego, silnego, dobrze grającego w powietrzu Davida McMillana i nie dawać przeciwnikom okazji do wykonywania stałych fragmentów gry blisko bramki Malarza – reszta atutów stoi po stronie Legii. Wszyscy eksperci, piłkarze i trenerzy mówili już jednym głosem, że zwycięstwo i awans jest teraz obowiązkiem. Zakłady bukmacherskie również stawiały Warszawiaków w roli zdecydowanych faworytów. Co prawda Irlandczycy bardzo dzielnie walczyli, zostawili na boisku sporo serca, ale musieli uznać wyższość zwyczajnie lepszego pod względem piłkarskim zespołu mistrza Polski. Na wyjeździe 0:2, u siebie 1:1 i piłkarski raj, zwany Liga Mistrzów stał się udziałem „Wojskowych”!

SPONSOROWANE

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here