Gram dla przyjemności…

373
Józef Ulatowski z wnukami: Wiktorem i Igorem

NOWa: Rozmawialiśmy wielokrotnie, ale nigdy serdecznie i o wszystkim. Dzisiaj, w domu, w ciepłym pokoju, w rodzinnej atmosferze możemy pogaworzyć więcej. Jest okazja abyś przedstawił mi swe pociechy.

Józef Ulatowski: Mój starszy wnuk Wiktor na turnieju gminnym Orlika został uznany za najlepszego piłkarza turnieju. W roku ubiegłym uczęszczał do filii szkółki piłkarskiej Śląska w Wiszni Małej, prowadzonej przez trenera Pana Mazura. Teraz uczęszcza do Olimpic Wrocław (Akademii Piłkarskie). Młodszy Igor pasjonuje się karate. Ma ze sobą zdobyte medale i puchar dla najlepszego zawodnika w swej grupie wiekowej. Jak na razie nie wykazuje wielkiego zainteresowania piłką nożna. Najmłodszy nie myśli jeszcze o sporcie. Jako przedszkolak myśli raczej o zabawie.

Wszyscy trzej synowie byli lub jeszcze są piłkarzami.

Ich losy zawodnicze układały się różnie. Cała trójka pierwsze kroki piłkarskie stawiała w Parasolu Wrocław, a potem w kadrze juniorów Dolnego Sląska. Tomasz Grał w trzebnickim klubie kilka sezonów. Po doznanej kontuzji nie wrócił już do czynnego uprawiania sportu. Krzysiu przeszedł przez wiele zespołów. Grał w Trzebnicy, potem w Inkopax Wrocław, w Śląsku Wrocław, Zagłębiu Lubin. Potem wrócił do Śląska i tu rozegrał 200 meczy łącznie z grą w ekstraklasie. Zaliczył też sezon w Chrobrym Głogów a teraz jest w Trzebnicy. Jako trener prowadzi w Trzebnicy zajęcia z najmłodszymi adeptami piłkarstwa. Jestem dumny z jego osiągnięć zawodniczych, a szczególnie z gry w I ligi i ekstraklasie. Piotr Grał kilka sezonów w Polarze Wrocław (II liga), ale po kontuzji nie wrócił do zespołu i przestał czynnie uprawiać sport.

NOWa: Rozgadaliśmy się o potomkach, a o Twoich sportowych wyczynach nic. Opowiedz jak zaczynałeś?

J.U – Życie sportowe chłopca na wsi zawsze zaczynało się podobnie. Zabawy podwórkowe, zajęcia sportowe w szkołach, aż dorasta się do wieku juniorskiego i jak jest na miejscu klub zaczyna się w nim grać. U nas w Ligocie działał od „zawsze” Ludowy Klub Sportowy. Pierwsze kroki piłkarskie stawiałem w drużynie szkolnej w Wiszni Małej, bo tam chodziłem do Szkoły. Gdy miałem 16 lat zacząłem grać w miejscowym zespole. Grałem tu trzy lub cztery sezony. Wówczas w piłce nożnej był podział na klasy: D,C,B,A i dalej. Już jako dojrzały piłkarz przeszedłem do zespołu Widawa Wrocław, grającym wówczas w A klasie. Zawsze chciałem grać w lepszych zespołach, gdzie można zdobywać wyższe kwalifikacje i doświadczenie sportowe. Gdy Widawa spadła niżej, przeszedłem do Malinki Malin. Gdy nasz klub w Ligocie wszedł do A klasy występowałem w tym klubie. Grałem w nim do 40 roku życia. A ostatnio gram w Sparta Będkowo. Mój mariaż z tym klubem trwa już 24 lata.

NOWa: Co Cię trzyma w Będkowie? Masz zespół na miejscu w Ligocie?

J.U – Teraz gram dla przyjemności i relaksu. Gram też w oldbojach trzebnickich. A w Sparcie jest wspaniała atmosfera, tak wśród zawodnikami, jak z kierownictwem. Choć jestem najstarszym zawodnikiem, gram według wskazań trenera, zwykle na środku pomocy. Mogę dodać że w Będkowie grałem jeszcze z ojcami dzisiejszych zawodników. Mam tu na myśli braci Maziejów. Klubem kieruje mój przyjaciel i wspaniały działacz sportowy, Wiesław Zawadzki. On jest organizatorem i duszą klubu. Będę grać dokąd mi zdrowie pozwoli. Już w lutym zaczeliśmy przygotowania do rundy wiosennej.

NOWa: Widziałem Cię w akcji jak posyłałeś dokładne piłki atakującym i jeden gol jaki zdobyłeś z 30 metrów. Z tego wnosiłem że zawodnicy mają do Ciebie zaufanie. Jak jest prawda?

J.U – Jak powiedziałem, gram wedle potrzeb zespołu wchodząc na całość, połowę meczu, lub na zastępstwo. Na boisku nie liczy się wiek, a gra i doświadczenie. Stad wiele rozmów jakie toczymy między zawodnikami dotyczy sposobu gry, rozegrań poszczególnych akcji, taktyki. Staram się swoje doświadczenie przekazać młodszym.

NOWa: Twoja małżonka przysłuchuje się naszej rozmowie. Powiedz, czy dostawałeś dawniej od swej Pani „cięgów” za to, że nie trzymasz się domu, nie pilnujesz synów tylko cięgle piłka, piłka?

J.U – Mam spaniałą żonę. Choć były powody, by zganić moje zainteresowania piłkarskie, to w najtrudniejszych chwilach zawsze wspomagała mnie. Za to jestem jej serdecznie wdzięczny.

NOWa: Miło słyszeć tak pochlebną opinie o małżonce, ale wiem że w życiu bywa różnie.

J.U – Były trudne chwile, ale najważniejsze że można było je przezwyciężyć. I to udawało się w mojej rodzinie dawniej i tak jest nadal.

NOWa: Dziękuję za rozmowę i życzę w imieniu redakcji Gazety Nowa dalszych sukcesów sportowych jak w życiu osobistym.

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here