Pięć szpitali zabiega o doktora Domanasiewicza

31

Adam Domanasiewicz to jeden z najwybitniejszych chirurgów ręki w kraju. Przez lata współtworzył zespół prowadzony pod kierunkiem prof. Jerzego Jabłeckiego, który znany był na całym świecie z operacji replantacji i transplantacji rąk.

Tuż przed końcem października, z lekarzem została rozwiązana umowa w trybie natychmiastowym. Początkowo mówiono, że powodem zwolnienia miało być „naruszenie nietykalności cielesnej pacjenta”, choć doktor zapewniał, że to on zastał napadnięty fizycznie i werbalnie. Później dyrekcja szpitala oznajmiła, że chodzi o braki w dokumentacji medycznej i trudny charakter lekarza w kontaktach z pacjentami i personelem.

Od zakończenia współpracy pomiędzy lekarzem, a szpitalem minął już prawie miesiąc, ale sprawa nadal odbija się szerokim echem.

W ostatni poniedziałek Radio Wrocław podało, że Akademicki Szpital Kliniczny przy ul. Borowskiej jest zainteresowany zatrudnieniem Adama Domanasiewicza.

Rzecznik szpitala potwierdziła, że rozmowy są prowadzone, ale nie chciała zdradzać żadnych szczegółów.

Jak się okazuje, nie tylko szpital akademicki, który – przypomnijmy – jeszcze kilka miesięcy temu przystąpił do rozmów z trzebnickim szpitalem, na temat jego przejęcia, zabiega o lekarza.

To jedna z propozycji jakie otrzymałem – informuje Adam Domanasiewicz. – Mam propozycję od kilku pracodawców i prowadzę z nimi rozmowy. To nie jest tak, że sam o to zabiegałem, to te placówki zwróciły się do mnie. Propozycje spłynęły od dwóch placówek prywatnych, dwóch państwowych spoza Wrocławia, a także szpitala z Wrocławia. Jestem w fazie negocjacji, nie wiem jeszcze którą propozycję przyjmę. Dla moich pacjentów chyba najważniejsze będzie to, że planuję pracę na Dolnym Śląsku. Nie wykluczam pracy w kilku placówkach na zasadach kontraktów zadaniowych. Muszę sprawdzić, które rozwiązania będą dla mnie najkorzystniejsze, abym mógł realizować potrzeby swoich pacjentów i realizować swoje ambicje zawodowe. Mam ten komfort, że mogę wybierać – mówi Domanasiewicz i dodaje, że wolałby pracować w placówce, która ma duży kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, bo w przeciwnym razie pacjenci, nawet wymagający pilnych operacji będą musieli długo czekać, bo na szybkie operacje nie pozwalają limity. – A przecież są takie operacje, które wykonane po na przykład dwóch latach nie mają żadnego sensu medycznego. Trzebnicki szpital „chorował” właśnie dlatego, że miał zbyt małe kontrakty w stosunku do swoich możliwości. Pacjenci, którzy się do mnie zwracają na pewno uzyskają pomoc. Mam nadzieję, że część tej pomocy dostaną w trzebnickim szpitalu, bo uważam, że w Trzebnicy jest niewątpliwie jeden z najlepszych oddziałów chirurgii ręki. I to ze mną czy beze mnie. Mam nadzieję, że pacjenci nie będą szykanowani z tego powodu, że będą kierowani przeze mnie. Jak już ostatecznie podejmę decyzję co do nowego lub nowych miejsc pracy, na pewno oficjalnie o tym poinformuję – podkreślił lekarz.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here