Dziesięć lat później…

16

Szanowni Państwo.

Ostatnio na łamach wielu mediów, lokalnych jaki krajowych przewinął się temat zwolnienia Adama Domanasiewicza ” lekarza” zwolnionego dyscyplinarnie ze Szpitala Powiatowego w Trzebnicy, za napaść i pobicie pacjenta.

W większości tekstów i dyskusji przedstawia się go jako wybitnego specjalistę, a jednocześnie jako osobę delikatnie nazywając niekulturalną. Jedynie w jednym z niedzielnych programów oglądałem wypowiedź Ministra Zdrowia. Profesor Zembala wyraził oczywiste stanowisko, że lekarz nie może atakować fizycznie pacjenta i doprowadzać do sytuacji konfliktowych.

Długo milczałem uważając, że sprawa jest odległa, nie zmieni istoty rzeczy, było minęło. Jednak życie czasami rozrywa stare rany poprzez taki incydent jaki się wydarzył w ostatnim czasie w trzebnickim szpitalu. Wówczas należy odważnie z otwartą przyłbicą dać świadectwo prawdzie o człowieku, który w niegodny sposób traktuje pacjentów, dostaje władzę nad człowiekiem, który jest w wyjątkowej często bezbronnej sytuacji spowodowanej chorobą, a nawet zbliżającą się śmiercią.

Szanowni Państwo.

Pragnę opowiedzieć zdarzenie, które dotknęło moją rodzinę 10 lat temu, a dotyczyło mojego ojca Bronisława. Ojciec mój od dłuższego już czasu chorował i co jakiś czas musiał przechodzić bolesne i coraz częstsze zabiegi. Leczenie to prowadzone było w jednym z wrocławskich szpitali.  Czas krytyczny ze zdrowiem ojca zbliżał się  bardzo szybko. W tym momencie muszę wspomnieć, że moi rodzice mają czworo dzieci, dwóch moich braci jest lekarzami, w tym jeden jest chirurgiem, wtedy już z około 15 letnim doświadczeniem. Brat uczestniczył w konsylium razem z lekarzami prowadzącymi ojca. Decyzja była niepomyślna, stan zdrowia załamywał się, a pacjent nie nadawał się do operacji, po prostu by jej nie przeżył. Lekarze stwierdzili, że medycyna nie jest wstanie nic więcej zrobić, ojciec umiera, a jedyne co można zrobić to zmniejszyć ból i cierpienie. Został wypisany do domu i tu zapewnialiśmy mu najlepsze warunki. Gdy natarczywy ból dręczył ojca postanowiliśmy pojechać po pomoc do trzebnickiego szpitala, środki przeciwbólowe, kroplówka, aby wzmocnić jego schorowane ciało. Niestety natrafiliśmy na człowieka, który wtedy miał dyżur, nazywał się Adam Domanasiewicz, a jago słowa wyryły się w mojej pamięci i pamiętam je do dziś cyt. „trupa mi przywieźli, z Wrocławia żeby było na moje konto”. Moja matka, z zawodu położna wiele lat przepracowała na oddziale położniczym w trzebnickim szpitalu, a wielu trzebniczan urodziło się z jej ręki, przyniosła historię choroby. Niestety ów ignorant nie tylko nie chciał zapoznać się z dokumentacją medyczną pacjenta, ale nawet nie chciał wysłuchać rodziny. Ojca położono na łóżku w izbie przyjęć, w napiętej i nerwowej atmosferze spowodowanej pokrzykiwaniem a to na pacjenta a to na nas, że patrzymy co jest robione z ojcem, krzątają się speszone pielęgniarki i młode osoby w białych kitlach, jak się później okazało stażystki. Pan i władca jest w swoim żywiole, arogancki, bezczelnie komentuje stan pacjenta i naszą obecność,  widać, że coraz bardziej przeszkadzamy mu z matką. Zleca pielęgniarkom przygotowanie pacjenta na badanie i wychodzi. Po pewnym czasie, ok. 3-5 min. woła na pielęgniarki cyt. „dawać mi tu tego żywego trupa”.  Jesteśmy w szoku, niedowierzamy własnym uszom. Ojca przewożą do sali, do której nie mamy już wstępu. Po pewnym czasie z za drzwi słyszymy jego charczenie, krzyk, z sali ktoś wychodzi. Przez uchylone drzwi widzimy jak mu coś wkładają do gardła, cierpi, dwie osoby trzymają go, aby nie spadł z łóżka. Zakończył badanie. Napięcie nieco opada. Wychodzi, ON,  informując, że pacjent jest w ciężkim stanie, zleca podanie leków. Na odchodne mimochodem rzuca cyt. „pewnie obsmarują mnie jutro w gazecie”. Tyle widzieliśmy „światowej sławy specjalistę”. Po pewnym czasie jedna z pielęgniarek po zakończeniu pracy przy ojcu, znajoma, wyraźnie zdeprymowana przeprasza nas za zachowanie „lekarza” – Zbyszek on się tak tylko popisuje przed stażystkami – próbuje go usprawiedliwiać. Matka jeszcze z czasów swojej pracy w szpitalu zna wielu lekarzy. Idzie z dokumentacją medyczną na chirurgię ogólną spotyka lekarza, który po wnikliwej analizie historii choroby potwierdza bardzo ciężki stan. Zabieramy ojca do domu. Trzy dni później ojciec umiera w domu w obecności rodziny. W pokoju jest skromny lekarz z pogotowia, przyszedł wezwany, przecież mieszkamy koło pogotowia. Wiedział, że ojciec umiera i jest poza ludzką mocą. Zrobił co do niego należało, tylko tyle i aż tyle, do dziś nie wiem kim  był.

Szanowni Państwo przepraszam, że epatowałem Państwa moją, naszą rodzinną tragedią, ale łączy się ona z tym człowiekiem, z którym wielu ma do czynienia i jak sądzę wielu ma negatywne doświadczenia nie tylko interpersonalne, ale zapewne też medyczne.

Na koniec zadaję pytanie do Zarządu Powiatu, do dyrektora szpitala, do pacjentów  – czy musimy godzić się na takie zachowania pracownika szpitala, choćby był rzeczywiście światowej sławy specjalistą. Ja odpowiadam – nie, a od władz wręcz żądam aby zatrudniały specjalistów, którzy są merytoryczni i potrafią zachować relacje z pacjentem w sposób ogólnie przyjęty w polskiej kulturze.

PS: Panie Zdybek , Panie Kowalski jesteście muzykami, bronicie tego pożałowania godnego człowieka,  więc powiem Wam słowami mistrza, Czesława Niemena – ulubionego piosenkarza mojego ojca – „Dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła. I dziwne jest to, że od tylu lat człowiekiem gardzi człowiek. Dziwny ten świat, świat ludzkich spraw, czasem aż wstyd przyznać się. A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem …

Nie, nie brońcie tego biednego człowieka, niech idzie swoją drogą. Nie warto. Nie ma ludzi niezastąpionych.

PPS: Chciałbym jeszcze zadać pytania retoryczne. Do przemyślenia.

Dziecko chodzi do szkoły. Czy godzicie się Państwo na to, aby nauczyciel krzyczał, szarpał, bił Wasze dziecko?

Idziecie do pracy. Czy godzicie się na to, aby pracodawca Was mobbingował?

Idziecie drogą. Napada Was wysokiej klasy specjalista, zbój. Czy godzicie się na to?

Idziecie do szpitala. Czy godzicie się na to, aby nawet wysokiej klasy specjalista krzyczał na Was, pozwalał sobie na niewybredne żarty, pogardzał Wami?

Na koniec postawię taką tezę co do Adama Domanasiewicza.

Kontrakt w trzebnickim szpitalu nie został przedłużony. Jak sam o sobie mówi jest specjalistą wysokiej klasy. Zakładam, że tak jest. Nie ma straty. Przecież znajdzie pracę np. w prywatnej klinice, za granicą. Tam będzie traktował pacjentów z „buta” , w swoim stylu. Ciekaw jestem jak długo prywatny właściciel lub Anglicy, czy Niemcy tolerowaliby takie zachowanie? Ludzie, którzy przynoszą pieniądze nie pozwoliliby sobie na takie traktowanie. Właściciel prywatny wcześniej czy później podziękowałby takiemu lekarzowi za współpracę.

Czyż nie przynosimy pieniędzy jeżeli idziemy do szpitala. Czy tylko dlatego , że jest publiczny, pacjent ma być traktowany niegodnie? To wszystko zależy od ludzi.

 

Rozumnym ludziom życzę zdrowia, bezkrytycznym sympatykom refleksji nad postawami tego typu ludzi.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here