Został zwolniony, bo się nie dostosował?

77

Po czterech dniach milczenia, dyrektor szpitala, Piotr Dytko zdecydował się zorganizować (w poprzedni czwartek) „spotkanie prasowe”. Jak tłumaczył, nie była to konferencja, bo nie miała otwartego charakteru. Na spotkanie zostali zaproszeni przedstawiciele wybranych mediów. Choć inne media o spotkaniu wiedziały już od samego rana, NOWej gazety nie zaproszono. O spotkaniu dowiedzieliśmy się od kolegów z innych mediów. Gdy zapytaliśmy w szpitalu o spotkanie, dyrekcja zaprosiła również naszego dziennikarza.

Przede wejściem, każda wchodząca do pokoju dyrektora osoba, była dodatkowo weryfikowana z listą. Nie wiadomo dlaczego dyrektor zdecydował się na zorganizowanie spotkania w ciasnym gabinecie, skoro szpital dysponuje przestronną salą konferencyjną. Taka organizacja była tym bardziej niezrozumiała, że część personelu, zarówno pielęgniarek jak i lekarzy, przez całe spotkanie musiała stać, bo zabrakło dla nich miejsc na krzesłach. Pracownicy dosłownie stanęli za dyrektorem… murem.

Jest dobrym zwyczajem niekomentowanie spraw personalnych, dlatego przez kilka dni nie komentowaliśmy tej sprawy. To dzisiejsze spotkanie to wyraz ochrony dobrego imienia szpitala i pracowników – zaczął dyrektor Piotr Dytko.

To nie jest sprawa polityczna

Adam Chełmoński zastępca dyrektora ds. medycznych przedstawił ordynatorów poszczególnych oddziałów i pielęgniarki oddziałowe. Jak przeczytał w oświadczeniu, w szpitalu co miesiąc hospitalizowanych jest ponad 1 tys. osób. Zatrudnionych jest obecnie 99 lekarzy. – W 2010 roku utworzono serwis replantacyjny, w którym stały dyżur w sytuacji amputacji rąk pełniony jest przez 6 ośrodków. Jednym z nich jest szpital w Trzebnicy. Wykonano 106 zabiegów replantacyjnych, z czego 1/4 wykonał doktor Domanasiewicz.

Jako dyrektor ds. medycznych, wspólnie z dyrektorem brałem udział w podejmowaniu decyzji o rozwiązaniu umowy – kontraktu, oceniłem także skutki medyczne i jestem przekonany, że przy tak dużym potencjale kadry medycznej, wykluczenie go z grona lekarzy nie spowoduje żadnych negatywnych skutków dla pacjentów. Muszę podkreślić, że uzasadnieniem takiej decyzji były względy merytoryczne, związane z nieprzestrzeganiem fundamentalnych warunków kontraktu, a nie jakiekolwiek inne powody – mówił Adam Chełmoński i podkreślał, że nie ma mowy o żadnych naciskach politycznych.

Skargi były, ale ile?

W ostatnich 9 latach, kiedy ewidencjonowane są skargi na personel, wszyscy lekarze nie wygenerowali tylu skarg, co doktor Domanasiewicz. I to ze strony pacjentów jak i personelu – mówił Chełmoński. Na pytanie dziennikarzy, ile tych skarg było, odpowiedział, że było około… 6-8 skarg formalnych w ciągu ostatnich 3 lat, a jedna skończyła się przed sądem. – Ale system działa od 10 lat, to ile skarg było w sumie? – dopytywali dziennikarze. – Około 10 – odpowiadał Chełmoński. Co ciekawe, na kolejne pytania, ile skarg zostało złożonych na innych lekarzy, zastępca dyrektora nie potrafił odpowiedzieć.

Przyczyny rozwiązanie kontraktu bez zachowania okresu wypowiedzenia zostały precyzyjnie opisane w wypowiedzeniu. Z naszych ustaleń wynika, że przebieg incydentu, do którego odnoszą się media był inny niż mówi doktor (chodzi o rzekome naruszenie nietykalności cielesnej pacjenta – przyp. red.) – mówił Dytko.

W naszej ocenie, analiza skarg pacjentów jak i rażące braki w dokumentacji medycznej, są wystarczające do zwolnienia – mówił Henryk Szymański, w imieniu kierowników oddziału i dodał, że pewna granica została naruszona. – Uważamy, że sprawa została sztucznie upolityczniona, a firmowanie jej znakiem „Solidarności”, gdzie tylko 6 proc. pracowników należy do tego związku, szkodzi wizerunkowi szpitala. Oświadczenie podpisało 9 kierowników oddziałów.

– Nie ujmując doktorowi Domanasiewiczowi, bo jest specjalistą, to był bardzo trudnym chirurgiem. Byłam jedną z osób, które w zeszłym roku złożyły skargę, jeszcze poprzedniej dyrekcji. Doktor Domanasiewicz wypchnął mnie z sali. Poprzednia dyrekcja prosiła o nierozdmuchiwanie sprawy, a doktor przeprosił, ale awantury i krzyki pojawiały się bardzo często – mówiła Marzena Mitman, kierownik bloku operacyjnego.

Około 4 lat temu, przed sądem lekarskim toczyła się sprawa przeciwko doktorowi Domanasiewiczowi. Doktor wyrzucił matkę dziecka z porażeniem mózgowym z SOR-u w bardzo brutalny sposób. Sprawa skończyła się wyrokiem skazującym – mówił Ryszard Tokarczuk, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii. 

Na pytanie dziennikarza, dlaczego dyrekcja nie poczekała na wygaśnięcie umowy (wygaśnięcie upływało za 2-3 dni – przyp. red.), dyrektor odpowiedział: – Nie czekaliśmy na wygaśnięcie kontraktu, rozwiązaliśmy umowę przed jej zakończeniem, bo w momencie obowiązywania umowy konsekwencje powinny być wyciągnięte i to jest mój komentarz do tej sprawy.  

Piotr Dytko dowodził także, że zwolnienie lekarza dwa miesiące po incydencie to nie spóźniona reakcja, bo toczyło się wnikliwe postępowanie wyjaśniające, jednak żadnych szczegółów ustaleń nie podano. 

Trzebnicki Dr House

Dyrektor dodał, że jednym z powodów zwolnienia było to, że lekarz nie prowadził w należyty sposób dokumentacji medycznej. – To niechciane dziecko, od którego każdy ucieka. To część naszej pracy, niezależnie od tego czy lekarz jest wybitny czy nie. Jest bardzo ważna dla lekarza prowadzącego, innych lekarzy, pacjenta i szpitala. Nikt nie może jej zrobić poza lekarzem, który udziela świadczenia – tłumaczył Adam Chełmoński i dodał, że ostatni problem dotyczy kompletnego braku dokumentacji medycznej, pacjenta, który wystąpił z roszczeniem do szpitala. – Jedyny dokument w szpitalu to było imię i nazwisko napisane na odręcznym zaświadczeniu. A pacjent odnosił się do ewentualnego błędu przy diagnostyce. W tej chwili toczą się dwie sprawy w sądzie lekarskim przeciwko doktorowi Domanasiewiczowi. Nie wiemy o sprawach przed sądem powszechnym – wyliczał Adam Chełmoński i dodał, że dwa tygodnie temu wpłynęła kolejna skarga pacjentki, złożona na zachowanie lekarza.
 – Doktor Domanasiewicz jest moim serdecznym przyjacielem i znamy się od jego chirurgicznego dzieciństwa, bo przyszedł do nas po studiach i miałem przyjemność wdrażania go do chirurgi. W naszych osobistych relacjach nic się nie zmieniło i przykro mi, że muszę tu występować w dwuznacznych sytuacjach. Stało się wielkie nieszczęście, że pan doktor otrzymał wymówienie, to moja osobista porażka, bo byłem jego kierownikiem. Doktor, jako wielki człowiek, miał swoje niewątpliwe, jasne strony, bo jest wybitnym chirurgiem, ale miał i złe strony, bo wchodził w konflikty z ludźmi, miał opinię awanturnika. Czuję, że teraz powrót do szpitala w Trzebnicy jest niemożliwy – mówił prof. Jerzy Jabłecki i dodał, że będzie mu brakowało w zespole doktora Domanasiewicza.
W podobnym tonie wypowiadał się Witold Skrzypek, kierownik oddziału ginekologiczno – położniczego: – Doktor Domanasiewicz to nasz kolega, był współtwórcą marki szpitala, ale jako „jednostka ponadprzeciętna” nie mógł liczyć na to, że będzie się zajmował tylko tą częścią pracy, którą chce, a do prowadzenia dokumentacji będzie miał asystentów. Pan profesor (Jerzy Jabłecki – przyp.red.) też jest wielki, ale nie ma wrażenia, że może być poza prawem. Przykro mi, że musimy publicznie mówić o swoim koledze i nie potrafimy zamknąć sprawy w swoim gronie, ale to doktor Domanasiewicz wyciągnął sprawę poza szpital i teraz musimy prać nasze brudy. Na spotkanie nie zaproszono Adama Domanasiewicza, więc nie miał szans odnieść się do zarzutów. Na stronie obok lekarz odniósł się do oskarżeń.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here