Złapał złodzieja na gorącym uczynku

2584
Monitoring nagrał moment kradzieży.

Pierwszy raz przyszedł 17 września.

Ukradł drobne elementy z mosiądzu. Pracownicy Bricomarche zwrócili uwagę na nagranie monitoringu, na którym wyraźnie widać moment kradzieży.

Natychmiast wydrukowano zdjęcie twarzy mężczyzny, a jego podobizna zawisła na zapleczu

– tak, aby pracownicy poznali go i zwrócili uwagę, jeśli zjawiłby się ponownie.

Nie trzeba było długo czekać – już dwa dni później spróbował ponownie. Tym razem załadował do reklamówki kradzione rzeczy, przeszedł przez namiot z materiałami budowlanymi, położył reklamówkę tuż pod płotem, po czym, jak gdyby nigdy nic, wyszedł z marketu. Okrążył teren, chciał przejść przez płot od zewnątrz i czmychnąć z łupem. Przypadkowo przepłoszył go pracownik ochrony pobliskiej szkoły, który widział, jak złodziej już wspina się po ogrodzeniu.

Monitoring sklepowy śledzi każdy ruch złodziei.
Monitoring sklepowy śledzi każdy ruch złodziei.

Niepowodzenie nie zniechęciło upartego złodzieja, 26 września znowu przyszedł do Bricomarche, ale tym razem pracownicy od razu powiadomili policję, która przyjechała na miejsce i obserwowała sytuację.

Trzeba było poczekać, aż mężczyzna wyjdzie z łupem ze sklepu, bo tylko w takiej sytuacji można udowodnić przestępstwo. Złodziej miał w ręku koszyk sklepowy, a w nim torbę z materiału, do której pakował kradzione rzeczy.
Po chwili znów wyszedł przez namiot z materiałami budowlanymi, ale tym razem, zapewne nauczony poprzednim doświadczeniem, nie próbował zostawiać łupu pod płotem, tylko od razu przeszedł przez ogrodzenie.
Początkowo wyglądało na to, że złodziej poszedł w stronę pobliskiego POM-u, ale kiedy policjanci pojechali w tym kierunku, nikogo nie znaleźli. Jak mówi pracownik Bricomarche (imię i nazwisko do wiadomości redakcji), funkcjonariusze wrócili do marketu sprawdzić, czy złodziej nie miał wspólników.

W tym samym czasie pracownicy marketu postanowili, na własną rękę, sprawdzić czy złodziej
nie oddalił się inną drogą.

Ja i jeszcze jeden pracownik sklepu poszliśmy sprawdzić teren. Zauważyliśmy złodzieja, szedł sobie spokojnie w kierunku dworca PKP. Kazałem koledze iść od przeciwnej strony, sam zbliżałem się do złodzieja, udając, że coś sprawdzam w telefonie – mówi pracownik Bricomarche – Kiedy byłem jakieś pięć metrów od niego krzyknąłem: „Stój złodzieju!” Wtedy mężczyzna zaczął uciekać. Pobiegłem za nim, udało mi się go przewrócić i obezwładnić, torbę z łupem odkopałem na bok. Pomógł kolega, zawiadomiliśmy policję.

Jak dodaje nasz rozmówca, straty sklepu wyceniono na 1300 zł.

Briko_1
Złodziej przeskoczył przez płot, teraz zamontowano tu drut kolczasty.

– To było stresujące przeżycie, człowiek w takiej sytuacji działa instynktownie, adrenalina skacze, nie zważamy na nic, dopiero potem zacząłem się zastanawiać, czy taka akcja była bezpieczna? Facet mógł być nieobliczalny, mógł być uzbrojony, choćby w nóż. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze – dodaje pracownik marketu.

Pracownicy Bricomarche przyznają, że kradzieże się zdarzają. Giną rzeczy drobne, o wartości kilku złotych, kradzione najwyraźniej „dla sportu”, lub elektronarzędzia, rzeczy z górnej półki, które łatwo sprzedać w lombardzie lub na aukcjach internetowych.

Zgłaszamy na policję każdą kradzież. Zatrzymani zwykle się denerwują, chcą uciekać. Albo sprawa trafia do prokuratury, albo złodziej dostaje mandat. Mamy bardzo dobrej jakości kamery, monitoring jest wszędzie, po ostatniej akcji zamontowaliśmy dodatkowo drut kolczasty nad płotem. Jeśli zauważymy złodzieja, jego zdjęcia natychmiast są drukowane i wywieszane na zapleczu. Pracownicy sklepu wiedzą, na kogo mają zwracać uwagę mówi nasz rozmówca i dodaje, że klienci marketu mogą spotkać się z prośbą o pozostawienie plecaków lub toreb w przechowalni: – Większość klientów jest uczciwa, ale kradzieże się zdarzają. Złodzieje zazwyczaj pakują towar do plecaków, stąd te obostrzenia. Prosimy klientów o wyrozumiałość.

Jak się okazało, złodziej, złapany na gorącym uczynku, wcale się nie przestraszył: – I co się tak spinacie, kradnę drobne rzeczy, najwyżej stówę mandatu dostanę – mówił pracownikom Bricomarche, którzy go złapali. Tym razem chyba jednak się przeliczył. Jak poinformował nas Piotr Dwojak, p.o. oficera prasowego trzebnickiej policji, mężczyzna usłyszał trzy zarzuty.

Przyznał się do kradzieży w Bricomarche, a kiedy się dowiedział, że monitoring wszystko zarejestrował, „wymiękł”

– przyznał się również do wcześniejszych kradzieży i dobrowolnie poddał karze. Teraz zajmie się nim prokuratura, a o jego dalszym losie zadecyduje sąd.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here