Policjantka, którą przyłapano na jeździe bez prawa jazdy, pozwała dziennikarzy

1116
Policjantka w towarzystwie świadków, przed salą rozpraw. Świadkowie nie zgodzili się na upublicznienie wizerunku

Przypomnijmy, w kwietniu 2012 roku dziennikarze NOWej gazety trzebnickiej przyłapali na gorącym uczynku i nagrali trzebnicką policjantkę, jak jechała samochodem bez prawa jazdy. W nagraniu video widać jak Alicja Majchrzyk rusza samochodem z pod komendy policji i wyjeżdża na ulicę Bochenka. Po nagraniu dziennikarze sprawdzili, czy policjantka posiada prawo jazdy. Okazało się, że dokumentu nie ma.

Sprawą funkcjonariuszki jeżdżącej samochodem bez posiadanych uprawnień zainteresowały się też ogólnopolskie media. Reportaż zrobili dziennikarze telewizji TVN24 i TTV. Jednak w tym wypadku pozwu już nie było.

Ówczesny zastępca komendanta tłumaczył, że po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, jeśli potwierdzą się informacje funkcjonariuszka zostanie ukarana. Informacje oczywiście się potwierdziły, a policjantka została ukarana mandatem karnym w wysokości… 500 zł oraz nałożeniem na nią kary dyscyplinarnej – nagany. Pisaliśmy o tym w czerwcu 2012 roku, a już rok później funkcjonariuszka otrzymała awans na stopień starszego sierżanta.

Zamiast przeprosin, pozew…

Ale to nie wszystko. Po ponad roku od ujawnienia i nagłośnienia sprawy. Alicja Majchrzyk w czerwcu 2013 roku złożyła pozew przeciwko ówczesnej dziennikarce Barbarze Wojtkowiak, ówczesnemu współwydawcy Pawłowi Czapli oraz przeciwko redaktorowi naczelnemu i wydawcy NOWej gazety trzebnickiej Danielowi Długoszowi.

Policjantka twierdziła, że materiały prasowe oraz zamieszczony film naruszył jej dobra osobiste. Domagała się zapłaty 15 tys. zł zadośćuczynienia „za doznaną krzywdę”. Żądała także opublikowania przeprosin na 3 stronie ogólnopolskiego dziennika przez kolejne 3 dni, oraz na pierwszej stronie jego lokalnego wydania przez 7 dni. Chciała także, by przeprosiny ukazały się na naszym portalu nowagazeta.pl i na portalu tvn24.pl. Jakby tego było mało, policjantka chciała również „ocenzurować” materiały prasowe zamieszczone w Internecie. Domagała się usunięcia ich na okres 1 roku jako „zabezpieczenie powództwa”.

Sprawa trafiła do wrocławskiego Sądu Okręgowego. Sędzia Anna Stańczyk już po miesiącu wydała postanowienie, w którym oddaliła wniosek dotyczący usunięcia z Internetu materiałów prasowych. W uzasadnieniu czytamy, że „w ocenie Sądu powódka nie uprawdopodobniła w dostatecznym stopniu zgłoszonego roszczenia”, a „opublikowanie spornego materiału prasowego stanowiło wypełnienie dziennikarskiego obowiązku informacyjnego względem społeczności lokalnej”. Sąd uznał także, że „informacje odnośnie prowadzenia przez powódkę, będącą policjantem, samochodu bez prawa jazdy, były prawdziwe”. Mimo takiego rozstrzygnięcia prawnicy policjantki złożyli zażalenie na postanowienie, ale i ono zostało oddalone.

Sąd nie miał wątpliwości

Właściwy proces ciągnął się ponad 2 lata. Zeznawali świadkowie powołani przez policjantkę, czyli koledzy z pracy i brat. Na jednej z rozpraw Sędzia odtworzyła też materiał video, który został zamieszczony na naszym portalu. W między czasie powódka, złożyła pismo, w którym zmieniła swoje żądanie co do zapłaty zadośćuczynienia z kwoty 15 tys. zł na 7,5 tys. zł, ale jednocześnie zażądała by kolejne 7,5 tys. zł pozwani wpłacili na fundację.

Po wysłuchaniu stron i świadków, Sędzia, 14 października wydała wyrok. Sąd nie miał żadnych wątpliwości i w całości odrzucił pozew policjantki.

W ustnym uzasadnieniu Sędzia podkreśliła, że postępowanie dowodowe jasno wykazało, że dziennikarze gromadząc materiał niezbędny do publikacji  działali w sposób rzetelny i wyczerpujący. Okoliczności podawane w publikacjach zostały udokumentowane przez video nagranie.

Zdaniem sądu nie zasługują na uwzględnienie także twierdzenia powódki, że był to incydent jednorazowy. Bo w takim przypadku nie miałoby prawa przecież dojść do zawiadomienia pozwanych o tym fakcie. Ta okoliczność, że pozwani (dziennikarze) najpierw zostali powiadomieni, że policjantka jeździ bez prawa jazdy, a potem nakręcili materiał video, wskazuje, że nie był to przypadek jednorazowy. Świadkowie, których powołała policjanta zeznali tylko, że ją podwozili, ale nie było to dzień po dniu. Co więcej, policjantka powinna liczyć się z tym, że na niej spoczywa szczególny obowiązek dotyczący przestrzegania prawa. Fakt, że doszło do popełnienia wykroczenia, a nie przestępstwa, nie umniejsza naganności jej postępowania. Sąd dodał też, że policjantka jest osobą publiczną i tym bardziej powinna się starać, odpowiednio zachowywać, bo przecież jako funkcjonariuszka ma świadomość naruszania norm prawnych, zwłaszcza, że przez długi okres czasu starała się o prawo jazdy, a z jakiś powodów, jej umiejętności nie były pozytywnie weryfikowane. Sędzia dodała, że w związku z tym, w szczególny sposób policjantka narażała współobywateli i stwarzała zagrożenie ich życia i zdrowia, przez to, że poruszała się tym pojazdem. A tłumaczenie, że poruszała się tym pojazdem bez wymaganych uprawnień, bo miała chorą matkę, w żaden sposób nie usprawiedliwia jej postępowania. Sędzia zauważyła, że są inne środki komunikacji, jak taksówki, czy komunikacja publiczna.

– Dla mnie pozew złożony przez policjantkę był od początku kuriozalny. Dziennikarze sfilmowali przecież jej jazdę bez prawa jazdy. Ta Pani powinna przeprosić za swój czyn, a nie pozywać dziennikarzy. Być może ten pozew miał nas po prostu zastraszyć? Może policjantka myślała, że nie chcąc iść do sądu, sami usuniemy materiały z Internetu? Do tego te absurdalne żądania pieniężne i żądanie przeprosin w ogólnopolskim dzienniku czy na portalu. Pewnie chodziło o to, żeby pogrążyć nas finansowo. Na szczęście sąd przeprowadził rzetelnie całe postępowanie i jak widać, nie miał żadnych wątpliwości. Sędzia uzasadniając wyrok, dobitnie stwierdziła, że postępowanie policjantki jest naganne, a dziennikarze wręcz mieli obowiązek opisać całą sprawę – powiedział po rozprawie Daniel Długosz, redaktor naczelny NOWej gazety trzebnickiej.

Wyrok nie jest prawomocny.

2 KOMENTARZY

  1. prawo powinno dzialac w ten sposob ze takie pomowienia ze strony policjantki powinny skutkowac wplaceniem przez nią zarzadanej kwoty na konto fundacji… wtedy panstwo unikneloby to kosztow a taki damozjad i przestepca w mundurze by sie czegos nauczyc

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here