Przeszedł 500 km w 2 tygodnie

1136
Na przełomie lipca i sierpnia Łukasz Polak przeszedł Główny Szlak Sudecki.
Na przełomie lipca i sierpnia Łukasz Polak przeszedł Główny Szlak Sudecki.

NOWa: Jak wyglądała Pańska ostatnia wyprawa?

To było w wakacje, na przełomie lipca i sierpnia – przejście Głównego Szlaku Sudeckiego. Do wyprawy przygotowywaliśmy się właściwe od stycznia czytając blogi, przewodniki, opisy trasy czy też rozmawiając z dwójką znajomych, którzy już tą trasę pokonali. Bardzo dokładnie przygotowywaliśmy zawartość plecaka, tak aby praktycznie nic na trasie nie mogło nas zaskoczyć. Byliśmy zdeterminowani żeby za wszelką cenę ukończyć nasze przedsięwzięcie. A w trasę wyszło nas czterech „Dzikusów”. Pokonaliśmy praktycznie wszystkie główne pasma górskie Sudetów: stratowaliśmy w Świeradowie Zdrój i dalej przez Góry Izerskie – Karkonosze – Rudawy Janowickie – Góry Kamienne – Góry Sowie – Góry Stołowe – Góry Orlickie – Góry Bystrzyckie – Masyw Śnieżnika – Góry Złote – Góry Opawskie i skończyliśmy w Prudniku. Sam jestem bardzo zaskoczony, że praktycznie bezboleśnie to wszystko przeżyłem. To co mnie spotkało to lekkie odciski, bóle mięśni piszczeli, jedne trochę mocniejsze bóle mięśni pobocznych łydki i użądlenie przez osę. Czyli tak właściwie nic poważnego.

NOWa: W ciągu 14 dni przeszedł Pan blisko 500 km? Dużo Pan schudł podczas tej wyprawy?

Hahaha… z każdym dniem czułem, że pasek u spodni należy ściskać mocniej. Niestety jednak po powrocie nadrobiłem zaległości, z czego nie jestem zadowolony. A pani pytanie przypomina mi, że znów należy „wziąć się za siebie”.

NOWa: Jak wyglądał Pana rozkład dnia podczas wyprawy?

Wstawaliśmy ok. 7 rano. Potem jedliśmy śniadanie zrobione własnoręcznie lub kupione w sklepie (bułka, sok owocowy, owoc) i zjedzone gdziekolwiek przed sklepem. Zwykle około 9:00 wyruszaliśmy w trasę. Wszystko poprzedzało rytualne poranne smarowanie stóp i mięśni nóg różnymi maściami, naklejanie plastrów, w zależności kto co potrzebował. Ja stopy smarowałem Sudocremem oraz mięśnie piszczeli chłodzącą Końską Maścią. Używałem oczywiście specjalnych plastrów na odciski, które okazały się niezastąpione. Podczas dnia sami regulowaliśmy sobie przerwy i godziny posiłków w zależności od trasy jaką szliśmy. Oczywiście był też czas na zdjęcia (zrobiliśmy ich ponad 800) i delektowanie się pięknem naszej Ojczyzny. Wieczorem obiadokolacja, potem prysznic, pranie ręczne tego, w czym byliśmy ubrani na trasie, znalezienie w pokoju miejsca do zaczepienie sznurka i wywieszenie prania. Na koniec dnia pisaliśmy relację na żywo o naszym wydarzeniu na FB. Co dwa dni dzwoniliśmy jeszcze w miejsca noclegowe aby zarezerwować pokoje. Na koniec analiza trasy dnia następnego i spanie.

Czytaj na kolejnej stronie…

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here