Starosta pisze do wojewody

496
"Memy" to ostatnio bardzo popularna forma, do zabawnej ilustracji otaczającej nas rzeczywistości, dlatego i my postaramy się wprowadzić odrobinę rozrywki do lokalnej polityki. Jednocześnie zachęcamy Czytelników do przesyłania własnych propozycji. Najlepsze opublikujemy. "Memy" można przesyłać na adres redakcja@nowagazeta.pl

Wydawało się, że zamieszanie wokół Rady Powiatu Trzebnickiego ustanie wraz z decyzją wojewody, jednak stało się inaczej. Zarówno Mariusz Szkaradziński, odwołany przewodniczący rady, jak i obecny starosta Waldemar Wysocki nie zgadzają się z decyzją wojewody.

Szkaradziński wezwał radę do usunięcia „skutków naruszenia prawa” (o sprawie pisaliśmy w poprzednim numerze).

Teraz do akcji włączył się również starosta

i wzywa wojewodę do unieważnienia uchwał, a jeśli tego nie zrobi, to starosta już zapowiada, że odwoła się do sądu.

Znawcom lokalnych układanek, nie trudno oprzeć się wrażeniu, że Wysockiemu nie w smak jest, że przewodniczącą rady została Małgorzata Matusiak.

Warto tutaj podkreślić, że poparło ją 11 z 21 radnych,

a więc większość. Może chodzić też o to, że radni podjęli uchwałę o obniżeniu staroście pensji. I być może dlatego z takim zapałem starosta postanowił domagać się od wojewody unieważnienia uchwał.

Co ciekawe mimo, że według wojewody Szkaradziński od 8 kwietnia nie był już przewodniczącym rady, to i tak wypłacono mu pełną dietę za tę funkcję czyli 2252,24 zł, a tymczasem Małgorzata Matusiak za kwiecień otrzymała zwykłą dietę radnego czyli 1059,88 zł.

Czy zatem były przewodniczący zgodnie z prawem pobrał pieniądze za okres, kiedy przewodniczącym już nie był?

Swoje stanowisko i informację o wezwaniu wojewody starosta postanowił opublikować w samorządowej gazecie burmistrza Długozimy, co tylko potwierdza, że misterny plan przejęcia władzy w powiecie został zrealizowany przy ogromnym udziale włodarza Trzebnicy.

Co ciekawe, zarząd powiatu chyba nie przejmuje się lub udaje, że nie widzi, iż utracił większość w radzie powiatu.

Zamiast skupić się na realizacji uchwał, na budowie dróg, na szukaniu sposobu na ratowanie szpitala, który znalazł się w dramatycznej sytuacji, starosta skupia się na… pisaniu pism.

Oczywiście Wysocki wskazuje, że jego zdaniem uchwała o odwołaniu podjęta została niezgodnie z prawem.

Na uwagę wojewody, że nawet pismo informujące o sesji powstało 27 marca, tłumaczy, że to oczywista omyłka, a pismo powstało 1 kwietnia. Starosta dalej upiera się, że sesja miała charakter sesji nadzwyczajnej i że po przerwaniu przez Szkaradzińskiego obrad, ich kontynuowanie było niezgodne z prawem.

Jednak ani on, ani Szkaradziński nie tłumaczą, na jakiej podstawie prawnej ogłoszono przerwę i czy zarządzono ją zgodnie z prawem.

Tymczasem wojewoda jasno wyjaśnił, że przewodniczący Szkaradziński nie mógł sam ogłosić przerwy, bo o tym decyduje cała rada w głosowaniu.

A takiego głosowania nie przeprowadzono. Można się tylko domyślić dlaczego, ale odpowiedź wydaje się prosta.

Po prostu 11 radnych, czyli większość, by się na przerwę nie zgodziła.

Starosta słowem o tym nie wspomina, ale twierdzi, że kontynuowanie obrad było bezprawne. Twierdzi też, że głosowanie nad wyborem nowego przewodniczącego też jest nieważne, bo karty do głosowania nie miały odpowiednich pieczątek.

Ale już słowem nie wspomina o tym, że to on wydał polecenie, by pracownicy biura rady natychmiast opuścili salę i zabrali wszelkie pieczęcie i dokumenty

i dlatego rada nie mogła podbić kart.

Analizując pismo do wojewody nietrudno oprzeć się wrażeniu, że starosta Wysocki bardzo wybiórczo stosuje prawo.

Raz się powołuje na statut powiatu, jako najważniejszy akt, a w innym przypadku o nim zapomina.

Niektórzy twierdzą, że taka gra ma tylko jeden cel – za wszelką cenę utrzymać się jak najdłużej na stanowisku, nawet kosztem paraliżu decyzyjno – inwestycyjnego powiatu.

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here