Między nami kolegami

1095

Rozbity na poboczu drogi, na trasie Trzebnica – Oborniki Śl., na zakręcie tuż za Borkowicami, fiat punto wskazuje, że albo ktoś się z kimś zderzył, albo ktoś po prostu „koziołkował”. Przy samochodzie jak gdyby nic stoi młody chłopak. Nie widać jednak na nim żadnych obrażeń, mimo że pojazd jest mocno zmasakrowany. Kilka metrów dalej stoi samochód policyjny.

– To nie ja prowadziłem, to kolega, który mi zabrał kluczyki. Rany, normalnie bez pytania wsiadł do samochodu i pojechał, a był pod wpływem – mówi nam właściciel auta, który przybył na miejsce.
Po chwili okazuje się, że i on jest na „lekkim rauszu”, jak zauważyli rozmawiający z nim funkcjonariusze.
– Normalnie, wypiłem trochę u kolegi na parapetówie, ale ja jak piję, to nigdy nie wsiadam do samochodu – mówi całkiem szczerze chłopak.
– A co z tym kolegą? – pytamy.
Więcej po zalogowaniu.

[hidepost=0]

– On, normalnie uciekł, a teraz to jest w szpitalu – odpowiada chłopak.
Po chwili policjanci potwierdzają, że sprawca zdarzenia sam opuścił pojazd.
– Znaleźliśmy go, jakieś 1,5 km stąd – dodaje policjant. – Był półprzytomny, dlatego nie mogliśmy zrobić testu na zawartość alkoholu, to już zostanie zbadane w szpitalu.
W tym momencie młody właściciel pojazdu przypomina sobie, że zadzwonił już po swojego ojca i że ten tu lada moment będzie.
– Panowie, on jak to zobaczy, to mnie normalnie zabije. Rany mam przerąbane – mówi i dodaje – Już tu jest, tą lineą jedzie, rany on mnie zabije…
– To chyba jednak zostaniemy – uśmiechają się policjanci.
Ojciec młodego mężczyzny nie kryje złości.
– Tak to jest, jak się gówniarzom pozwala na samochody – mówi. – Wy jesteście kompletnie nieodpowiedzialni. To po co ja ci to przywoziłem. Teraz masz wrak i kredyt do spłacenia. A będziesz chodził piechotą.
Po chwili pyta, jak to możliwe, że kolega wziął kluczyki. Chłopak próbuje tłumaczyć, że on nic nie wiedział, ale ojciec ma wyraźnie dość.
– A ty co? Powinieneś być w pracy, a nie mówisz, że jesteś chory. Wam się w głowie przewraca. Koniec, ja kolejnego auta nie kupię, będziesz piechotą latał – dodaje. – Poczekaj, w domu to jeszcze z matką porozmawiasz.
Policjanci zabezpieczyli teren, po chwili przyjechała pomoc drogowa, która zabrała samochód. Sprawca zdarzenia został karetką przewieziony do szpitala. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, jednak nie wiadomo czy „nie stracił” swego kolegi. Policja po przesłuchaniu i zbadaniu sprawcy na okoliczność alkoholu we krwi, zdecyduje czy sprawa trafi do sądu, czy kierowca zostanie ukarany mandatem.
A pojazd? Kto zapłaci za straty? Jak powiedział przybyły na miejsce ojciec, sprawy sądowej pewnie i tak nie ma co zakładać, bo pieniędzy nie będzie z kogo ściągnąć.    [/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here