Nie spocznę, aż sprawa mojego syna nie zostanie wyjaśniona

1980
Mateusz Leszczyński zaginął w drugim dniu świąt Bożego Narodzenia, a jego ciało odnaleziono dopiero po 40 dniach.

O sprawie zaginięcia i śmierci Mateusza Leszczyńskiego jest bardzo głośno nie tylko z powodu wielu wątpliwości związanych ze sprawą, o których piszemy obok, ale i uporczywego dążenia do odkrycia prawdy o zdarzeniach z ostatnich chwil Mateusza. Chęć wyjaśnienia okoliczności śmierci syna całkowicie zdeterminowała życie jego rodziców i rodziny. Agnieszka Leszczyńska opowiedziała nam o przebiegu poszukiwań i całej sprawie widzianej jej oczami, matki, która straciła dziecko.

Tylko Mateusz nie wrócił

Pani Agnieszka Leszczyńska doskonale pamięta przebieg ostatnich Świąt Bożego Narodzenia: – Syn poszedł na dyskotekę. To było jego drugie wyjście na tę dyskotekę w życiu. Nad ranem wszyscy jego znajomi, którzy byli z nim wrócili, a Mateusz nie. Bardzo mnie to zaniepokoiło, bo mój syn zawsze dawał znać nawet jeśli miał się chwilę spóźnić. Był bardzo odpowiedzialny, często zajmował się młodszym bratem i w jego przypadku to było nie do pomyślenia, żeby nie wrócił do domu i nie uprzedził. Dlatego też od razu zawiadomiliśmy policję o jego zaginięciu – mówi mama Mateusza.

Powiedzieli, że się zaćpał

Agnieszka Leszczyńska miała nadzieję, że jej syn się odnajdzie żywy. Jednak jej zdaniem policjanci już od samego początku założyli, że Mateusz nie żyje. – Akcja poszukiwawcza to była porażka od samego początku. Kiedy tylko rozpoczęto poszukiwania policjant, którego znam 20 lat, zaraz po zaginięciu Mateusza mówił mi, że mój syn na pewno zaćpał się na dyskotece. Jak tak można było powiedzieć do matki dziecka, które nie wróciło do domu. Bardzo mnie to zabolało. A z dnia na dzień miałam coraz mniej nadziei – przyznaje Agnieszka Leszczyńska i dodaje, że jej zdaniem poszukiwania w początkowej fazie wyglądały na bardzo profesjonalne. – W pierwszych dniach akcja wyglądała na bardzo sprawnie przeprowadzaną. Miałam wrażenie, że wszyscy zostali postawieni na nogi, aby znaleźć moje dziecko. Sprowadzono psy, było ich chyba 9. Dojechały już na wieczór. Pamiętam przewodniczkę psa, która mówiła, że jej pies potrafi znaleźć ciało na 18 kilometrów. Ta kobieta powiedziała to z przekonaniem i uwierzyłam, że nawet jeśli spełni się czarny scenariusz, Mateusz i tak zostanie szybko odnaleziony. Tak się jednak nie stało. Poszukiwania trwały, a policja była bezsilna. Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]       [/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here