Czy ktoś mógł udusić Mateusza Leszczyńskiego?

52
Na miejscu znaleziono też monety

Sprawa Mateusza Leszczyńskiego budzi kontrowersje, i to jest fakt. Początkowo, policjanci przez około 40 dni bezskutecznie poszukiwali zaginionego, a gdy do akcji włączyli się funkcjonariusze ze specjalnej grupy Komendy Głównej Policji, ciało Mateusza błyskawicznie zostało odnalezione i to kilometr od dyskoteki.

Niemniej spekulacjom nie było końca. Mówiło się o podrzuceniu zwłok i o tym, że to niemożliwe, by przez tyle dni ekipy poszukiwawcze nie zauważyły ciała. Do tego pojawiła się informacja, że wynajęty do akcji helikopter, mimo iż miał na pokładzie odpowiednie kamery, to nie była w nich włączona funkcja nagrywania. O sprawie próbowaliśmy porozmawiać najpierw z prokuratorem Markiem Jaworskim, który prowadzi postępowanie:

– Przykro mi, ale ja nie będę udzielał żadnych informacji. W ogóle uważam, że błędem było na tym etapie  jakiekolwiek informowanie o toczącym się postępowaniu. Mogę jedynie powiedzieć, że wpłynęła do nas opinia, o przeprowadzonej sekcji zwłok, która z całą pewnością będzie wymagała uzupełnienia – powiedział nam prokurator Jaworski.

NOWa: – – Czy prawdą jest, że w opinii pojawiła się informacja, iż Mateusz mógł zostać uduszony?

– Jakie uduszenie? O czym my w ogóle rozmawiamy – odpowiedział prokurator.

– Próbujemy tylko weryfikować informacje, które pojawiają się na różnych portalach…

– Moje prywatne, ale i zawodowe zdanie jest takie: uważam, że nie powinniśmy udzielać żadnych informacji. To jest moje zdanie, ale oczywiście prokurator rejonowy jeżeli zechce, to może takich informacji udzielić.

– A kiedy w takim razie przewiduje Pan zakończenie postępowania?

– Nie mam pojęcia. Myślę, że to potrwa jeszcze dosyć długo – zakończył prokurator Marek Jaworski.

Tymczasem matka Mateusza twierdzi, że z sekcji zwłok wynika, iż jej synowi podano tak zwaną pigułkę gwałtu i że w ciele znaleziono też różne inne substancje. Twierdzi też, że po zażyciu narkotyku sprawca podciął mu nogi, bo sekcja wskazuje na silny obrzęk nogi, do którego doszło tuż przed śmiercią.

– Kiedy mój syn leżał bezsilny, oparty czołem o prawą rękę, tak jak zwykle zasypiał, sprawca przydusił mu głowę do ziemi, powodując jego uduszenie, co opisuje sekcja jako „gwałtowne uduszenie”. Spowodował podniesienie górnej wargi i nosa, co widać na zdjęciu twarzy Mateusza tuż po odnalezieniu – dodaje zrozpaczona matka Mateusza.

Czy faktycznie Mateusz mógł zostać uduszony? Co było prawdziwą przyczyną śmierci? Między innymi z tymi pytaniami zwróciliśmy się do prokuratora rejonowego w Trzebnicy.

– Po pierwsze opinia z sekcji zwłok nie jest pełna. Co prawda przyszedł już protokół z wynikami, ale prawdopodobnie trzeba będzie jeszcze przeprowadzić dodatkowe badania. Na pewno nie można mówić o jednej przyczynie śmierci, jest ona bardzo złożona. I właśnie dlatego potrzebne są dodatkowe badania toksykologiczne, które najprawdopodobniej przeprowadzi tylko Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie, bo w tej opinii przyczyna zgonu jest wiązana. Tam chodzi też o dopalacze, alkohol, ułożenie ciała i dlatego koniecznie muszą być dodatkowe badania, a nasz zakład takich badań nie przeprowadza – poinformował nas Leszek Wojtyła, prokurator rejonowy z Trzebnicy.

NOWa: – Pojawił się jednak wątek, że Mateusz mógł zostać uduszony czy podduszony?

– Nie, to nie jest tak. Tam chodziło o opis ułożenia ciała, nie chcę mówić o szczegółach, ale na razie z opinii wynika, że na tym etapie osoba trzecia się nie przyczyniła do zgonu.

– Ale to znaczy, że nie wykluczacie Państwo, że jednak ktoś się mógł przyczynić do zgonu?

– Jeżeli będziemy mieli pełną opinię z instytutu, to wtedy zapytamy naszą medycynę sądową czy to mogło mieć wpływ, czy nie. Na dzień dzisiejszy opinia jest taka, że tak jak mówiłem przyczyn mogło być wiele i były złożone.

– Krzysztof Rutkowski podaje, że przekazał komendzie głównej nazwisko kobiety, która widoczna jest na monitoringu jak wychodzi z Mateuszem. Czy przesłuchano już tę kobietę?

– Tu nie ma żadnych sensacji, ta osoba na pewno była już przesłuchana. Tam nic nie ma i nic nie wskazuje na jakieś inne okoliczności. Ważne jest to, że biegli twierdzą, iż nie było przemieszczenia, bo na to wskazują tak zwane plamy opadowe. Więc z tej opinii wynika, że ciało nie było przemieszczane.

– Jest też wątek, że helikopter latał bez włączonych kamer. Co Pan na to?

– Jeśli chodzi o kamery, to niestety ja nie wiem czy były, czy nie były włączone. To policja prowadziła, więc to jest poza nami. To było jeszcze na etapie poszukiwań, więc my się jeszcze nie włączaliśmy.

Sama sprawa poszukiwań budzi nadal sporo kontrowersji. Policjanci, strażacy i bliscy przeszukiwali teren przez kilka tygodni. Pojawiały się hipotezy o wywiezieniu Mateusza w bagażniku jednego z samochodów. Był też pies i helikopter. Matka zarzuca policji nieudolność. Ostatnio pojawiła się też informacja, że rzekomo policja wojewódzka nie przekazała informacji, które otrzymała z Komendy Głównej, a które przekazał jej detektyw Rutkowski.

– To nieprawda, wszystkie informacje, które otrzymaliśmy z Komendy Głównej zostały przekazane do komendy w Trzebnicy, która prowadzi postępowanie. Z tymi informacjami zapoznał się również prokurator, który nadzoruje to postępowanie – poinformował nas st. asp. Paweł Petrykowski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

NOWa: – Pojawiły się też mocne zarzuty, że policja dolnośląska i trzebnicka dopuściły się zaniedbań, że policjanci nie chcą wyjaśniać spraw, które zdarzyły się przy dyskotece Riviera, że sprawa będzie umorzona, jak trzy poprzednie zgony, które spotkały klientów dyskoteki. Mówi się, że policja nie chce zajmować się informacjami o handlu narkotykami. Czy to prawda?

– Nie, to nieprawda. Wszystkie sprawy są dokładnie wyjaśniane. Postępowania są prowadzone pod nadzorem prokuratury. To przecież nasi policjanci wystąpili do Komendy Głównej o dodatkowe wsparcie, a zwłoki przecież odnalazł policjant z Trzebnicy. Nie ma możliwości zresztą, żeby nie podejmować działań, jeśli ktoś zgłasza podejrzenie popełnienia przestępstwa. Były też sprawy narkotykowe realizowane na terenie powiatu trzebnickiego i to wspólnie z policją w Trzebnicy – wyjaśnia Paweł Petrykowski, i dodaje: – Przykładem może być choćby realizacja sprzed kilku dni, gdzie policjanci pionu kryminalnego z komendy wojewódzkiej we Wrocławiu współpracując z trzebnickimi policjantami, zatrzymali mieszkańca tego powiatu, który w miejscu zamieszkania posiadał znaczne ilości środków farmaceutycznych w postaci sterydów, a także metamfetaminę. Funkcjonariusze ustalili, że mężczyzna handlował nimi przez internet. Ponadto w domu wynajmowanym przez mężczyznę ujawniono nielegalną uprawę konopi. Zabezpieczono 20 roślin i susz, z którego można było uzyskać ponad 2 tysiące porcji handlowych marihuany.

Po rozmowie udało nam się uzyskać nieoficjalną informację, że koszt pracy helikoptera to około 4-5 tys. zł za godzinę, i że w maszynie zamontowane są na stale kamery, które mogą rejestrować obraz. Jednak rejestracja włączana jest na polecenie. Dlatego rzecznika policji już mailowo dopytaliśmy o to, dlaczego podczas lotu nie nagrywano obrazu z kamer? I czy ktoś musi wydać rozkaz – polecenie, żeby włączyć rejestratory, a jeśli tak, to kto o tym w tym wypadku decydował?

Odpowiedź otrzymaliśmy od nadkom. Krzysztofa Zaporowskiego: W odpowiedzi na Pana pytania informuję, że podczas czynności związanych z poszukiwaniem Mateusza postępowano zgodnie z przepisami i procedurami w sprawie prowadzenia przez policję poszukiwania osoby zaginionej.

Z ostatniej chwili:

Agnieszka Leszczyńska wraz z prawnikiem zjawiła się w poniedziałek w Prokuraturze Generalnej w Warszawie i złożyła wniosek o przeniesienie postępowania z trzebnickiej prokuratury poza województwo dolnośląskie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here