Przedświąteczne refleksje

    156

    Codziennie, zwykle rankiem, wracamy z zupełnie nieznanych krain sennych do naszego świata. Uświadamiamy sobie wielość zadań, czynności i rytuałów, które czekają na spełnienie. Bywa, że ogarnia nas obawa, a czasem wręcz przerażenie, jak zmieścić to wszystko w czasie, określonym przecież co do minuty (a nawet co do sekundy).

    O upływie czasu można także mówić, przyrównując jego bieg do odpływających w przeszłość, a tak przecież bliskich jeszcze pamięcią wydarzeń. Częstym punktem odniesienia jest tu początek roku, czy poprzednie święta, które były przecież tak bardzo niedawno.

    Im dłużej żyjemy, tym mocniej odczuwamy cykliczność tych przemian, zaliczanie kolejnych pór roku, jak kolejnych okrążeń bieżni na stadionie życia. I zdarza się, że myśl o ich nużącej monotonii przykrywa prawdę o ich niezwykłości i niepowtarzalności. Dopiero gdy dzień się kończy i musimy na kilka godzin powrócić do krainy niebytu, przychodzi refleksja, że oto spędziliśmy ze sobą i światem kolejny odcinek codzienności, który nie zdarzy się takiej postaci już nigdy więcej.

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here