Los zwierząt nie jest nam obojętny

295
Buldożka była skrajnie wygłodzona. Jej opiekunka stanie przed trzebnickim sądem.

Przypomnijmy, że 10 marca napisaliśmy o małym, czarnym piesku, który stracił życie w niewyjaśnionych okolicznościach. Nieżywe stworzenie znalazła właścicielka gospodarstwa, która odwiedza je co pewien czas, nie mieszka w Radziądzu na stałe. Kobieta odnalazła w szopie pieska, który zaplątany był smyczą o belki. Sprawę zgłosiła na policję, a ta po rozpoznaniu okoliczności wszczęła postępowanie. Mając nadzieje, że ktoś rozpozna swojego pieska, albo też pozna zwierzę sąsiada opublikowaliśmy jego zdjęcie. Niestety, z naszych informacji wynika, że nikt nie przyznał się, że poznaje zwierzę. Policyjne czynności nadal trwają.

Jamnik konał w męczarniach

Jak się okazało, nasi Czytelnicy są bardzo wrażliwi na nieszczęście zwierząt. Do redakcji napisała mieszkanka Pęciszowa, wsi w gminie Zawonia, która opisał historię swojego jamniczka.

„Witam, po lekturze artykułu w gazecie Nowa nr 11, odżyła we mnie moja historia. Mieszkam od 6 lat we wsi Pęciszów. Przeprowadziłam się z dwoma jamnikami i kotem. Mieszkało nam się bardzo dobrze do dnia 29 listopada 2014 roku. Ktoś podrzucił truciznę na moją posesję, pod naszą nieobecność i jeden z jamników, czarny – wabił się Figiel, biegając jak zwykle po ogrodzie znalazł i zjadł ją. Ratowaliśmy psa z panią weterynarz z Trzebnicy (gabinet przy ul. Kościuszki) przez dwa dni, ale nie udało się. Pani Julia- weterynarz, postanowiła wykonać sekcję i właśnie wtedy odkryła, że pies nie miał szans. Zatruł się trucizną na szczury i konał w męczarniach. Do dzisiaj nie mogę sobie z tym poradzić, drugi pies Bajer, przez miesiąc nie mógł się odnaleźć. Psy były z jednego miotu z hodowli z Białegostoku. Ktoś chciał mi „dopiec” i wiedział gdzie ugodzić i jak mnie zranić, ponieważ kocham psy. Był to ktoś kto nas zna i zna nasze zwyczaje. Ta historia odżyła po lekturze artykułu i powtórzę jak w gazecie – jakim okropnym trzeba być człowiekiem, a właściwie potworem, żeby świadomie tak postąpić. Pozdrawiam. Joanna Barysiewicz, mieszkanka wsi Pęciszów.”

1 KOMENTARZ

  1. Osobiście w lutym też ratowałem dwa koty.
    Lekarz weterynarii w Zawoni na 100% stwierdził zatrucie zwierzęcia.
    Jeden kot niestety padł.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here