Ten dąb to moje utrapienie

226

Pani Kazimiera Białowąs zamieszkała w gminie Prusice w 1947 roku, kiedy była młodą dziewczyną, a drzewo rosnące za płotem było małe. Niemal całe życie mieszkała w Goli, bo przejęła gospodarkę po rodzicach.

Przez lata, kiedy tylko mieliśmy siłę sprzątaliśmy z mężem liście i żołędzie. Ten dąb towarzyszył nam od zawsze. Kiedyś posadzono go dla młodej Niemki. Moim zdaniem może mieć ze 120 lat. W latach 80. ta Niemka, która kiedyś tu mieszkała przyjechała nas odwiedzić i powiedziała, że jak była mała to posadziła to drzewo – mówi kobieta. – Jak w 2009 roku zmarł mój mąż sytuacja stała się bardzo ciężka. Napisałam do gminy, żeby obcięli gałęzie, bo były tak wielkie, że leżały na dachu, a oni przyjechali z gminy i powiedzieli, że obetną, ale wezmą sobie gałęzie. Tak mnie to zdenerwowało. W końcu mój siostrzeniec obciął gałęzie. Nieraz nie miałam butów, ale zawsze płaciłam podatki, a na starość nie mogę liczyć na żadną pomoc gminy mówi Kazimiera Białowąs i dodaje, że prosiła burmistrza, aby jej pomógł.

Więcej po zalogowaniu się

[hidepost=0]

Burmistrz odpowiedział mi, że jeśli przepisałam dom i działkę na siostrzeńca, to on powinien przyjeżdżać i grabić liście i żołędzie – mówi pani Kazimiera, pokazując akt notarialny, w którym podarowała nieruchomość siostrzeńcowi. – On zawsze mi pomagał, na każde wakacje do mnie przyjeżdżał, dlatego mu podarowałam ten dom. Nie ma w akcie zapisu, że daruję mu dom za opiekę. Nie mam dzieci, a dla gminy nie chciałam tego oddać. Mój siostrzeniec – Marek mieszka daleko stąd i nie może cały czas przyjeżdżać, żeby mi liście grabić, bo też ma pracę i swoje życie. Poza tym z Markiem tak się porozumiałam, że ja będę płacić rachunki, podatki i ubezpieczenie za dom dopóki żyję – mówi pani Kazimiera, która pokazuje swoje zaświadczenia od lekarzy. – Mam cukrzycę, nie widzę już nic na oczy, jestem głucha, mam aparat słuchowy, nie mogę chodzić. A tu liście i żołędzie trzeba grabić nawet do końca grudnia, a ja nie mogę nawet wyjść na podwórko, bo potykam się o liście i żołędzie. A gmina raz mi pograbiła i na tym koniec – mówi rozżalona kobieta i pokazuje kolejne dokumenty.

Sprawa wycięcia dębu była już w starostwie, trafiła również do sądu administracyjnego, ale nie zakończyła się korzystnie dla pani Kazimiery. – Wszystko mam udokumentowane, mam zdjęcia jak to drzewo wygląda. Najpierw rosło przy rowie, a że ma wodę, to urosło wielkie i teraz wrasta w płot. Uważam, że jeśli drzewo jest państwowe, gminne, to gmina powinna po nim sprzątać – mówi ze łzami w oczach kobieta.

Jak się okazało, Kazimiera Rusin, wiceburmistrz Prusic doskonale zna sprawę. Uważa, że na tyle ile samorząd mógł – pomógł mieszkance Goli.

Gmina Prusice w grudniu 2012 r. przeprowadziła pielęgnację drzewa gatunku dąb rosnącego w pasie drogowym przy posesji nr 13 w Goli. Pielęgnacja polegała na usunięciu posuszu w koronie i na redukcji całej korony. Redukcji dokonała specjalistyczna firma – mówi Kazimiera Rusin i dodaje, że gmina Prusice w drodze jednorazowego wyjątku pomogła Pani Kazimierze Białowąs – Ze względu na jej trudną sytuację zdrowotną pomogliśmy uprzątnąć liście i żołędzie na jej posesji. Prace porządkowe wykonali pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Prusicach. Uprzątnięte liście i żołędzie zostały odebrane i przekazane na składowisko odpadów. Jednocześnie poinformowano panią Kazimierę Białowąs, że zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, to właściciel nieruchomości zapewnia utrzymanie porządku na posesji, jak również na chodniku wzdłuż posesji.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here