To szczęście być lekarzem, takie mam wrażenie

1854

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

NOWa: – Czy wybór tej specjalizacji to był przypadek, czy krok przemyślany?

PF: – Bardzo chciałem być lekarzem zabiegowym, chciałem operować. Pierwotnie myślałem, że będę ginekologiem, ponieważ mój tata też jest ginekologiem. Jednak staże w tym oddziale  pokazały mi, że  tu część zabiegowa nie jest rozbudowana. Później staże na chirurgii otworzyły mi oczy na ogromne możliwości jakie daje ta dziedzina. Codziennie spotykałem się z innymi przypadkami zabiegowymi a wszystko to działo się w trzebnickim szpitalu, pod okiem śp. prof. Kocięby, który przyjął mnie do siebie na oddział. Trzy lata pracowałem na oddziale replantacji, gdzie bardzo mi się podobało. Zabiegi replantacyjne to było to, natomiast więcej było ciężkich dyżurów chirurgicznych z pacjentami pod wpływem alkoholu, agresywnymi. Ostatecznie kolega zwrócił mi uwagę na urologię jako ciekawą gałąź medycyny zabiegowej. To faktycznie bardzo zróżnicowana dziedzina zabiegowa. Pracowałem jako wolontariusz na dobrym oddziale urologicznym, a po dwóch latach otworzyłem specjalizację.

NOWa: – Co sprawia Panu problem w pracy zawodowej? 

PF: – W zasadzie nic. Muszę powiedzieć, że niedawno wróciłem z podróży do Indii i kiedy nazajutrz po powrocie szedłem do pracy, bardzo się cieszyłem z tego faktu. To szczęście być lekarzem, takie mam wrażenie. Codziennie spotykam nowych pacjentów, nowe wyzwania. Mimo, że dużo pracuję, nie męczy mnie to.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here