Ruszył proces przeciwko Gminie Trzebnica

1268

Ruszył proces przeciwko Gminie Trzebnica

Sprawa ma związek z tajemniczą umową z austriackim wykonawcą wysypiska śmieci w Marcinowie. Nasza gazeta pierwsza opisała sprawę i jako pierwsza ujawniła fakt, że kontrolerów z urzędu wojewódzkiego informowano, że w związku z inwestycją, wykonawcy nie naliczono kar umownych. Później o sprawie pisała Gazeta Wrocławska. Materiał telewizyjny zrobili też dziennikarze TVP. Okazało się jednak, że taka kara została naliczona, a wykonawca zamiast zapłacić ponad 2 mln zł do gminnej kasy, został zobowiązany do wyremontowania stawu przy ul. Leśnej w Trzebnicy. Wszystko oczywiście bez przetargu. Czy takie działanie było legalne?

Wątpliwości nabrali niektórzy radni opozycji i zgłosili sprawę do prokuratury. Ta, po wielu miesiącach sprawdzania dokumentów i przesłuchiwania świadków, postanowiła postawić burmistrzowi Markowi D. zarzuty przekroczenia uprawnień i wyrządzenia znacznej szkody.

W czwartek ruszył proces, który już dwukrotnie był przekładany. 19 lutego, sędzia, już na samym początku rozprawy zadał pytanie do prawników reprezentujących gminę i Skarb Państwa czy istnieje możliwość ugody i mediacji. Radca prawny Skarbu Państwa oznajmiła, że w takich wypadkach raczej to nie wchodzi w grę. Sędzia mimo to powiedział, aby obie strony przekazały tę informację swoim mocodawcom, bo do ugody może dojść na każdym etapie procesu.

Na czwartkowym posiedzeniu Sąd zaplanował przesłuchanie czterech osób. Niestety na rozprawie nie stawił się Zbigniew Zarzeczny, naczelnik wydziału inwestycyjnego z trzebnickiego urzędu. Jak oznajmiła mecenas, naczelnik jest chory. Na salę obrad nie przybył też przedstawiciel wykonawcy, z którym gmina zawarła porozumienie o rozliczeniu kary. Sąd zobowiązał mecenas, by w ciągu 7 dni ustalić adres świadka.

Jako pierwszy zeznawał Paweł Jędrzejewski, urzędnik z trzebnickiego magistratu, który między innymi nadzorował budowę wysypiska śmieci w Marcinowie. Pytania zadawali jedynie prawnicy gminy i Skarbu Państwa. Mecenas reprezentująca gminę pytała więc świadka o to czym się zajmował i czy inwestycja, czyli budowa wysypiska śmieci w Marcinowie odbywała się prawidłowo. Świadek zeznał, że roboty były raczej robione prawidłowo ale były pewne opóźnienia ze względu na wycinkę drzew czy lęgowiska jaskółek. W tym miejscu warto jednak dodać, że pozew nie dotyczy wykonania prac na wysypisku, tylko zwrotu tej części dotacji, która została rozliczona jako kara umowna, naliczona wykonawcy. Jak twierdzi Skarb Państwa podpisana umowa o dotację jasno mówiła, że jeżeli gmina naliczy wykonawcy kary, to taka kwota musi być odjęta od otrzymanej dotacji.

Co ciekawe świadek stwierdził, że „sporny dokument” czyli umowa na rozliczenie kary umownej, znajdowała się w dokumentacji dotyczącej wysypiska. Tymczasem kontrolerzy wojewody twierdzą, że nic o takiej umowie nie wiedzieli i że o jej istnieniu dowiedzieli się niedawno podczas postępowania prokuratorskiego i dlatego zarządzono ponowną kontrolę w trzebnickim urzędzie. Przypomnijmy, że początkowo kontrolerom nie pozwolono przeprowadzić swoich czynności. Dopiero po interwencjach i groźbie wystąpienia o zwrot całej dotacji wreszcie kontrolę przeprowadzono.

Kolejnym świadkiem była skarbnik gminy Barbara Krokowska. Wprawdzie świadek powiedziała, że zapomniała ze sobą portfela, dlatego nie ma żadnych dokumentów, ale sędzia zgodził się na jej przesłuchanie. Gminna mecenas pytała o to, czy świadek widziała umowę mówiącą o porozumieniu, skarbnik zeznała, że nie, bo nie miała ona wpływu na przepływy finansowe. Padły też pytania o zwrot VAT-u od inwestycji. Czy pytania te miały związek z pozwem? To już oceni sąd, który kolejną rozprawę wyznaczył na 20 kwietnia tego roku.

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here