Jak każda inna – tylko większa

190

W naszej kulturze dziecko jest najważniejsze. Małe i bezbronne – wymaga opieki i zaspokojenia wszystkich jego potrzeb. Dziecko może istnieć tylko w kochającej rodzinie takiej, która je nakarmi, ubierze, zapewni zabawę, przytuli. Takiej, która będzie mądrze kochać i zagwarantuje dziecku bezpieczeństwo, bo poczucie bezpieczeństwa jest najważniejszą potrzebą człowieka. Zwykle jest tak, że dziecko wychowuje się w prawidłowej rodzinie.

Co jednak począć mają dzieci, których rodzice, z różnych względów nie mogą zapewnić potomstwu podstawowych potrzeb? Nasze prawo nakazuje ustanowić dla dziecka – aby nie cierpiało – rodzinę zastępczą. Taką, która zastąpi rodziców biologicznych i dopilnuje, by w cieple ogniska domowego wzrastało w zdrowiu fizycznym i psychicznym.

Kto pokrywa koszty?

Rodzina zastępcza jest formą opieki nad dzieckiem, którego biologiczni rodzice są nieznani albo pozbawieni władzy rodzicielskiej, lub którym ją ograniczono. Ustanawia się ją w przypadku, kiedy żadne z rodziców biologicznych nie posiada pełnej władzy rodzicielskiej. Polskie prawo uwzględnia trzy rodzaje rodzin zastępczych: spokrewnioną, niespokrewnioną i zawodową. Ta ostatnia może pełnić funkcję pogotowia rodzinnego, czyli placówki zapewniającej opiekę doraźną nad dzieckiem przez okres do 4 miesięcy. Rodzina zawodowa specjalistyczna może sprawować opiekę nad dziećmi niepełnosprawnymi lub mającymi kłopoty z prawem, a także nad małoletnimi matkami z dziećmi. Formą rodziny zastępczej jest też rodzinny dom dziecka, w którym przebywać może maksymalnie ośmioro dzieci.

Na pokrycie kosztów utrzymania dziecka rodzice zastępczy spokrewnieni otrzymują świadczenie w wysokości 660 zł, a niespokrewnieni 1000 zł miesięcznie na jedno dziecko. W szczególnych przypadkach dziecku może przysługiwać dodatek. Niezależnie od tych świadczeń rodziny zastępcze zawodowe otrzymują stałe miesięczne wynagrodzenie. Jest ono niezależne od ilości dzieci pozostających pod opieką. Nie przysługuje w okresach gdy w rodzinie nie ma dzieci.

Zgodnie z polskim prawem rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoba samotna. Posiadanie własnych dzieci nie jest przeszkodą, pod warunkiem że rodzice zapewniają im prawidłowe warunki życia. Kandydaci nie mogą mieć kłopotów z prawem. Muszą też zapewnić odpowiednie warunki bytowe i materialne, pozwalające na zaspokojenie indywidualnych potrzeb dzieci objętych opieką. Mają obowiązek zagwarantowania prawidłowego rozwoju emocjonalnego, fizycznego i społecznego, właściwej edukacji i rozwoju zainteresowań, wypoczynku i organizacji czasu wolnego. Kandydaci są kierowani na szkolenia prowadzone przez centra pomocy rodzinie podległe starostom.

Rodziny zastępcze mieszkające w powiecie trzebnickim są pod opieką Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Jego dyrektorce Zofii Kaczmarek bardzo leży na sercu los dzieci, które nie mogą wychowywać się w rodzinach biologicznych: – Na terenie naszego powiatu mamy dziewięćdziesiąt rodzin zastępczych; trzy z nich to rodziny zawodowe, w tym jedna pełniąca funkcje pogotowia rodzinnego. Pozostałe to rodziny niezawodowe, spokrewnione lub niespokrewnione. Myślimy o utworzeniu rodzinnego domu dziecka, którego dotychczas nie mieliśmy. Szukamy więc odpowiednich kandydatów, którzy spełnialiby wymagane warunki i podjęliby się tego zadania.

Ważnym aspektem wychowania dziecka w rodzinie zastępczej jest utrzymanie kontaktu z rodziną biologiczną. PCPR organizuje takie spotkania w swojej siedzibie, mogą one się również odbywać w domach zastępczych. Podejmowanych jest szereg działań na rzecz  powrotu dzieci do rodzin biologicznych i takie powroty rzeczywiście się zdarzają. Dużą rolę w tych działaniach odgrywa trzebnicki PCPR, który stara się pomóc rodzicom biologicznym i nauczyć ich jak żyć, by zapewnić własnemu dziecku zarówno samo bezpieczeństwo, jak i jego poczucie. Jak stwierdza Zofia Kaczmarek: – Ku mojej wielkiej radości są powroty dzieci do rodzin biologicznych i pomimo wcześniejszych problemów rodziny te prawidłowo funkcjonują. Sprawdzamy oczywiście dokładnie, czy po powrocie dziecku nie dzieje się znów krzywda. Jednak zawsze będą dzieci potrzebujące rodzin zastępczych i dlatego chętni do podjęcia takiego zadania są u nas zawsze mile widziani. Ważna jest każda rodzina, która kieruje się chęcią stworzenia  domu, bo w każdej chwili może się znaleźć dziecko potrzebujące pomocy. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy podejmują się trudnego zadania sprawowania opieki.

Każda rodzina zastępcza oceniana jest przez PCPR co pół roku. Bardzo dokładnie sprawdzane są wszystkie sygnały dotyczące jej funkcjonowania. Szczególnie poważnie traktuje się ostrzeżenia płynące od dzieci. Pozwala to na natychmiastowe znalezienie problemu, jeżeli taki rzeczywiście istnieje i zlikwidowanie go. Rodzina zastępcza zawsze jest wielodzietna. Zdawałoby się, że tam gdzie jest dużo dzieci może panować chaos i zamieszanie, że dzieci, a tym bardziej takie, które mogą mieć w życiorysie jakieś złe doświadczenia będą sprawiały wiele problemów, a codzienność zastępczych rodziców to praca ponad siły i ciągła walka z kłopotami.

Jak wygląda codzienne życie?

Żeby zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie tych ludzi, wybrałam się do nich z wizytą. Przed domem przywitał mnie piesek. Przy drzwiach czekali państwo Ewa i Marcin Borowscy z najmłodszą dziewczynką w ramionach. Dom jest piękny: czyściutki, jasny, przestronny. Ciepło rodzinne jest tam niemal namacalne.

O codzienności opowiadała mama zastępcza Ewa Borowska: – Wychowujemy sześcioro dzieci, czworo z nich w rodzinie zastępczej. Dwie dziewczynki są zupełnie malutkie: mają trzy i sześć miesięcy, dwoje kolejnych to dwa i siedem lat. Wszystkie dzieci są nasze. Rodziną zastępczą jesteśmy od lipca 2014 roku, pełnimy też funkcję pogotowia rodzinnego. Dzieci od razu wrosły w naszą rodzinę. Dobrze się tu czują i są zadowolone. Jakie mamy problemy? Chyba takie same jak w każdej innej rodzinie. Dziecko trzeba przytulić, porozmawiać z nim, ubrać, nakarmić, pobawić się z nim, pomóc w lekcjach. Na razie nie mamy jakichś specjalnych kłopotów. Nie spotkaliśmy się też z negatywnymi reakcjami społeczeństwa. Nasze życie codzienne wygląda tak jak w każdej innej rodzinie. Jest nas po prostu więcej, a to co robimy daje bardzo dużo satysfakcji. Patrząc na dzieci widzimy zmiany jakie w nich zachodzą. I to nas bardzo cieszy. Nasze biologiczne córki zaakceptowały maluchy, dogadują się z nimi bez problemów i bardzo nas wspierają..

W wychowaniu dzieci uczestniczy też oczywiście zastępczy tata Marcin Borowski: – Jesteśmy rodziną zastępczą z małym stażem i nie przeżywaliśmy jeszcze rozstania. Wiemy jednak, że jest ono nieuniknione. Będzie bardzo ciężko. Przywiązaliśmy się bardzo do dzieci i one do nas też, a trzeba się będzie kiedyś pożegnać. Najważniejsze jest jednak ich dobro, to by były w życiu szczęśliwe i wiedziały jak należy żyć. Staramy się im to zapewnić.

Kilka dni później odwiedziłam Annę i Macieja Kowalskich. Ich wielki przestronny dom jest stworzony do wychowywania w nim dzieci. Podobnie jak u poprzedniej rodziny panuje w nim rodzinna, ciepła atmosfera. Między dorosłymi kręcą się dzieci – ciekawe świata i bardzo grzeczne. Te są trochę starsze, kiedy rozmawiają z rodzicami, są spokojne i pewne. Widać, że dorosły w tym domu jest autorytetem, ale i partnerem, który umiejętnie wprowadza w świat. Zasady panujące w tym domu są przejrzyste i zrozumiałe, konsekwentnie przestrzegane i akceptowane przez wszystkich. O życiu w ich dużej rodzinie opowiadała Anna Kowalska: – Rodziną zastępczą jesteśmy od 2001 roku. Oboje z mężem jesteśmy jedynakami, ale zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Mamy duży dom, razem z naszymi biologicznymi mieszkało tutaj jedenaścioro dzieci. Przeżywaliśmy też już rozstania. To jest najgorsze, najbardziej przykre doświadczenie w życiu. Szczególnie, że nie mamy żadnego kontaktu z dziećmi, które zostały adoptowane. Spokojniejsi bylibyśmy wiedząc, że są szczęśliwe i zdrowe.

Maciej Kowalski jest bardzo zaangażowany w wychowanie dzieci: – Staramy się wpoić naszym dzieciom pewne zasady, jasne i ściśle określone. Z tak sprecyzowanymi regułami nie miały wcześniej do czynienia, więc zrozumienie ich i zaakceptowanie wymaga czasu. Pomagamy naszym dzieciom w odrabianiu lekcji, wyrównujemy zaległości i uzupełniamy braki. Na to też potrzebny jest czas i cierpliwość. Kilkoro z naszych dzieci jest pod stałą opieką lekarza, musimy więc pilnować terminów i jeździć z z nimi na wizyty. Z tego wynika, że naszym głównym problemem jest chyba brak czasu. Tak naprawdę nasze problemy są porównywalne z tymi, które mają wszystkie inne rodziny. My ich mamy może więcej, dlatego że nasza rodzina liczy więcej osób.

Czyli rodzina zastępcza jest taką samą jak każda inna. Trzeba jednak pamiętać, że bywa ona jedyną szansą na normalne życie dla tych dzieci, które straciły rodziców, lub w wychowaniu których popełniono szereg błędów i zaniedbań. Szanujmy ją zatem i wspierajmy naszą sympatią, bo zawsze będą istniały dzieci, którym trzeba dać pożywienie, poczucie bezpieczeństwa i dom pełen miłości.

(Dla dobra dzieci wychowujących się w rodzinach zastępczych, imiona i nazwiska zostały zmienione).    

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here