Nieszczęśliwy wypadek czy egzekucja?

83
Ciało Mateusza Leszczyńskiego leżało na otwartym polu

Od chwili, gdy obraz Mateusza zniknął z pola widzenia kamery, na temat jego losów pojawiały się tylko hipotezy: wyjechał, został uprowadzony, zamordowano go… Żadnych sprawdzalnych informacji, choć dziewiętnastolatka szukała policja z Trzebnicy, Wrocławia, a także sprowadzeni przez rodziców prywatni detektywi z agencji Krzysztofa Rutkowskiego.

Przełom nastąpił w ubiegły wtorek. Wcześniej Rutkowski zawiadomił Komendę Główną Policji. Po 40 dniach poszukiwań, około godz. 14 policjanci znaleźli ciało Mateusza Leszczyńskiego, który około godz. 1 w nocy z 25 na 26 grudnia wyszedł z prusickiej dyskoteki Riviera i ślad po nim zaginął.

Zwłoki zostały odnalezione na polu niedaleko Wszemirowa w gminie Prusice, w odległości około kilometra od restauracji Riviera, gdzie był ostatnio widziany. Co ciekawe, miejsce to było już wcześniej przeszukiwane przez policję, a także rodzinę i znajomych zmarłego. Wskazywali je również detektywi Rutkowskiego. I to jest pierwsza zagadka: czy pierwsze poszukiwania były prowadzone niestarannie, czy może jednak zwłoki ktoś podrzucił?

Dodajmy, że teren ten przeszukiwano także za pomocą śmigłowca policyjnego. Jednak załoga, mimo użycia kamer termowizyjnych nic nie zauważyła. Wszystko zmieniło się we wtorek, gdy do akcji przystąpili wezwani na pomoc policjanci z Komendy Głównej Policji w Warszawie. Akcja przyniosła natychmiastowy rezultat. Wiele osób zastanawia się dlaczego?

Po odnalezieniu zwłok pojawiła się więc kolejna hipoteza, mówiąca o tym, że Mateusz został zabity w innym miejscu, a ciało podrzucono, gdy do poszukiwań przystąpili właśnie funkcjonariusze z Komendy Głównej Policji.

Za tą teorią przemawia zakres poszukiwań. Do akcji włączono śmigłowiec z zamontowaną kamerą termowizyjną oraz specjalnie szkolonego do poszukiwania osób psa z Niemiec. Pies kilkakrotnie prowadził ekipę w przeciwnym od miejsca znalezienia zwłok kierunku. Policja nie ujawnia też nagrania – o ile takie jest – z kamery termowizyjnej, na którym powinno być to miejsce widoczne.

Hipotezy o podrzuceniu ciała nie potwierdzają jednak wyniki sekcji zwłok, która została przeprowadzona wyjątkowo dokładnie. Trwała blisko dziesięć godzin, czyli pięć razy dłużej niż standardowo.

Oględziny zewnętrzne zwłok oraz sekcja, wykazały brak działania osób trzecich. Żeby ustalić przyczyny śmierci, trzeba wykonać dodatkowe badania toksykologiczne oraz histopatologiczne – powiedział nam prokurator rejonowy w Trzebnicy Leszek Wojtyła. Jak wyjaśnił, na ciele denata nie stwierdzono, żadnych ran: śladów pobicia, ciosów nożem, zadrapań, świadczących że młody człowiek bronił się lub stawiał opór. Nie stwierdzono też obrażeń np. po wypadku samochodowym.

Nieznany jest dokładny czasu zgonu i raczej nie jest możliwe jego ustalenie po czterdziestu dniach. Jednak wiadomo, że Mateusz nie żył już kilka godzin po wyjściu z dyskoteki.

Prokurator tłumaczy, że rozłożenie tzw. plam opadowych, które powstają 6 do 12 godzin po śmierci, świadczy o tym, że ciało nie było przenoszone. I dodaje, że Mateusz Leszczyński zmarł w miejscu, w którym go znaleziono.

Według wstępnych ustaleń. Mateusz miał usiąść na zaoranej skibie, przechylić się i zasnąć. Zmarł z powodu wychłodzenia organizmu. Co było przyczyną śmierci, mają ustalić badania toksykologiczne, które będą przeprowadzone na ewentualną obecność m.in. alkoholu lub narkotyków.

Jeżeli rzeczywiście ciało leżało na polu przez czterdzieści dni powinny się nim zainteresować lisy, kruki czy inne drapieżniki. Tymczasem sekcja, oprócz niewielkiego śladu na głowie, nie wykazała żadnych uszkodzeń. –  Zwierzęta na ogół boją się człowieka i omijają go z daleka. W przyrodzie tak jest, że drapieżniki wzajemnie się atakują, zabijają, ale nie zjadają. A człowiek jest największym drapieżnikiem. W dodatku ubrane ciało człowieka, który na pewno używał dezodorantu, i nie miał żadnych ran nie przyciąga zwierzęcia, bo nie czuje mięsa i krwi, które są pożywieniem  – powiedział nam Tomasz Winowski, specjalista ochrony lasu w Nadleśnictwie Oborniki Śląskie.

Przypomnijmy, według jednej z wersji podawanych przez Rutkowskiego – policja nie ujawniała szczegółów prowadzonych przez nią poszukiwań – Mateusz, który do Riviery przyjechał w kilkuosobowym towarzystwie, z budynku restauracji wyszedł sam ok. godz. 1. Na dziedzińcu spotkał się z mężczyzną lub kobietą w białej kurtce i z tatuażem na lewej ręce. Obaj  poszli w kierunku pola, na którym po wielu tygodniach znaleziono ciało Mateusza. Moment ten miał zostać zarejestrowany przez monitoring Riviery.

Obie osoby po około 30 sekundach wędrówki w głąb pola znikają z ekranu monitoringu. Żaden z mężczyzn nie powraca już ani w kierunku dyskoteki, ani parkingu, ani w kierunku ścieżki, na której po raz ostatni według relacji dwóch świadków widziany był Mateusz Leszczyński – informował Rutkowski 9 stycznia. Ale 6 lutego przedstawił materiał video z monitoringu, z których ma wynikać, że tajemniczy człowiek w białym swetrze wrócił z pola po dwóch godzinach czyli po godzinie 3 rano. Na filmie nie można jednak rozróżnić nie tylko rysów, ale także dokładnej sylwetki człowieka.

Na konferencji prasowej Rutkowskiego w ubiegłą środę przedstawiono również inną hipotezę. Według detektywa, 26 grudnia ubiegłego roku mogło dojść do nowoczesnej formy egzekucji na Mateuszu Leszczyńskim. Matka dziewiętnastolatka uważa, że skoro w miejscu znalezienia Mateusza były dwa „wysiedziane” miejsca na polu, to osoba ubrana na biało, zapewne dobrze znana Mateuszowi, mogła mu podać śmiertelną dawkę narkotyków. To spowodowało jego zaśnięcie, a w konsekwencji zgon.

Zdaniem Rutkowskiego, Mateusz w ostatnich dniach przed śmiercią mówił znajomym, że wpadł w ogromne problemy, z których nie może się wyplątać.

Agent Rutkowskiego wyjaśnił, że zdecydowali się zawiadomić KGP, gdy ujawniono trzy inne przypadki młodych ludzi, którzy nie wrócili z dyskoteki w Prusicach.

  Analizowałam te przypadki zgonów. Te zdarzenia były w różnych latach – powiedziała nam rzecznik prasowy trzebnickiej policji Iwona Mazur. –  Wszystkie śledztwa zostały zakończone. W każdej tej sprawie jest opinia sądowo-lekarska. Nie stwierdzono, czy do śmierci doszło z udziałem, czy bez udziału osób trzecich. W jednym wypadku doszło do zamarznięcia, w innym do potrącenia przez samochód ciężarowy. Wszystkie te sprawy zostały zamknięte – dodała rzecznik trzebnickiej policji.

Na temat udziału w poszukiwaniach policjantów z Komendy Głównej powiedziała: – To były wspólne działania przede wszystkim policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy przy współpracy z KWP we Wrocławiu, w tym byli policjanci z psami tropiącymi. Wystąpiliśmy do Centrum Poszukiwawczego Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji w Warszawie celem wsparcia naszych działań. Centrum to ma specjalistyczny sprzęt oraz środki techniczne, których my, niestety, nie posiadamy. Od początku poszukiwań staliśmy na stanowisku, żeby wykorzystać wszystkie dostępne środki. Wśród tych środków było też zwrócenie się o wsparcie ze strony Komendy Głównej.

Zadzwoniliśmy także do oficera prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji: –  Działania prowadzili policjanci z Trzebnicy, wspomagani specjalistami z komend wojewódzkiej i głównej. I to oni odnaleźli ciało zaginionego. Natomiast śmigłowiec jest z Wrocławia. Nie wiem, czy można nagrywać obraz z kamery termowizyjnej – powiedział nam komisarz Krzysztof Zaporowski.

Pogrzeb Mateusza Leszczyńskiego odbył się w ubiegłą sobotę. Spoczął na trzebnickim cmentarzu przy ul. Spokojnej. Żegnało go kilkaset osób.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here