„Ogrody Zimowe” nagrodzone Smokiem Sukcesu

948

ogrody_zimowe

NOWa: – Skąd pomysł na zimowe ogrody? To usługa dość nietypowa w naszym kraju i nie tania.

H.Z. – W początkach lat 90- tych założyłem firmę handlowo- usługową. Przez wiele lat prowadziłem działalność transportową. Następnie zainteresowałem się stolarką budowlaną, a w 2001 roku zacząłem eksportować do Holandii okna i drzwi zakupione u rodzimych producentów. Z biegiem lat ta dziedzina stała się podstawą mojej działalności. W 2004 roku, kiedy rynek stał się pewny otworzyłem własną firmę w  Holandii, salon – Show Room. Zabrałem montażystów, wynająłem sklep i zacząłem je sam sprzedawać i montować. Zamieszkałem tam również.

Założenie firmy nie było problemem. Sztuką było jednak ją utrzymać, sprzedać swój towar, a przede wszystkim zbudować zaufanie klientów. Postawiłem na jakość, bardzo dużo pracowałem i nie było łatwo. Trudno jest Polakowi w innym kraju otworzyć firmę i coś produkować lub sprzedawać.

Z biegiem czasu pozycja mojej firmy się unormowała, zdobyłem rynek. Wtedy zaczęły też powstawać moje pierwsze konstrukcje zimowych ogrodów. Nie był to poziom technologiczny naszego obecnego produktu, ale stoją nadal, są szczelne i klienci wciąż z nich korzystają, sprawdzałem.
Biznes prosperował do 2008 roku kiedy to mieliśmy światowy kryzys gospodarczy. Kurs euro bardzo spadł i eksport przestał być opłacalny. Podjąłem decyzję o zakończeniu działalności w pięknym kraju tulipanów. Sprzedałem sklep, oddałem dom i wróciłem do kraju.
W 2009 roku uruchomiłem w Polsce produkcję ogrodów zimowych. Wyczułem, że będzie to coś niszowego, czego jeszcze nikt u nas nie robił. Miałem obawy, ale wiedziałem, że muszę zaryzykować, zainwestować. Na tym polega biznes. Pojawiły się pierwsze zamówienia. Od razu zostaliśmy dostrzeżeni przez największego w Polsce systemodawcę ALUPLAST, od którego dostaliśmy główną nagrodę w konkursie na najciekawszą realizację.
W następnym roku było własne stoisko na Międzynarodowych Targach Poznańskich BUDMA i nominacja do Złotego Medalu za najlepszy produkt. Docierałem do klientów głównie przez Internet. Otworzyłem oddział w Niemczech i zatrudniłem handlowca stamtąd. Początki nie były łatwe…
W 2013 roku w konkursie na Osobowość Roku branży stolarki budowlanej. Znalazłem się w pierwszej dziesiątce, obok właścicieli firm OKNOPLAST, FAKRO, WIŚNIOWSKI.NOWa: – Jak wygląda droga od zamówienia do realizacji?H.Z.: – Kiedy zgłasza się klient, robimy wstępną wycenę, kalkulację kosztów. Mamy propozycje tańsze i droższe, kilka systemów. Jeśli klient jest zdecydowany, robimy też projekt z  uzgodnieniami, pozwoleniami itd. Działamy kompleksowo. Ogrody zimowe to całoroczne  wykorzystanie przydomowego tarasu, to konstrukcja aluminiowa i szkło.

NOWa: – Kiedy rozpoczynał pan montaż zimowych ogrodów w Polsce, nie były one  popularne. Czy musiał pan szkolić pracowników ?

H.Z.: – Tak jak mówiłem, początkowo jeszcze w Holandii wykonywałem je sam, uczyłem też  montażystów. Już w Polsce przez pierwsze lata jeździłem z pracownikami, pracowałem razem z nimi, szkoliłem, pomagałem, pilnowałem. Obecnie są całkowicie samodzielni, a moi handlowcy jeżdżą po Europie i zbierają zamówienia. Na inne kontynenty raczej się nie wybieram, chociaż była już propozycja z Dubaju! W ubiegłym roku podpisaliśmy umowę z firmą Schilling, niemieckim systemodawcą. Jesteśmy ich wyłącznym przedstawicielem w Polsce. Mamy od nich przede wszystkim systemy energooszczędne, zbliżone nawet do budownictwa pasywnego. Aktualnie jako jedyni produkujemy najcieplejsze ogrody zimowe w Polsce i może w tej części Europy.

NOWa: – Co uznaje pan za swój sukces a co za porażkę?

H.Z.: -Sukcesem jest dla mnie zdecydowanie obecny stan firmy, a zarazem zapewnienie przyszłości dla całej mojej rodziny. Najstarszy syn Daniel pracuje ze mną od 2007 roku, jest tzw. „prawą ręką” – w chwili obecnej odpowiada u nas za markę Schilling, która jest podstawą naszej działalności. Młodszy, Damian zajmuje się produkcją, a zięć Michał, oprócz prowadzenia działu wycen zajął się również stolarką Schuco – są to ściany do naszych zimowych ogrodów.

Porażką była upadłość w 2002 roku mojego największego klienta i strata bardzo dużej kwoty, która bardzo skomplikowała mi życie.

NOWa: – Co dla pana jest najważniejsze w życiu?

H.Z.: – Rodzina i spokój.

NOWa: – Zatem czas na hobby. Kocha pan motocykle… Jak to się zaczęło?

H.Z.: – Poza działalnością biznesową nie mam wiele czasu. Pasję motocyklową mam od urodzenia, chyba urodziłem się w kasku. Pamiętam, że dostałem z okazji Pierwszej Komunii prezent – „komara”, ówczesny hit dwuśladów. Później były coraz większe sprzęty. Sam naprawiałem kolejne motocykle, spędzałem nad tym dużo czasu, aby pojeździć choć kilka godzin. To była i jest wielka pasja. Od kilku lat organizujemy z przyjaciółmi zlot motocyklowy „Barkowo Motor Show”. W ubiegłym roku przyjechało do nas ponad 400 uczestników. Aktualnie jeżdżę motocyklem suzuki intruder 1800 black edition.

NOWa: – Czy rodzina, szczególnie żona nie jest zazdrosna o pana hobby? Czy podzielają to zainteresowanie?

H.Z.: – Jesteśmy zdecydowanie „motocyklową” rodziną. Każdy z chłopców ma swój sprzęt i bardzo dobrze jeżdżą. Żona jak najbardziej podziela moją pasję, często zabiera się ze mną na przejażdżki, ostatnio zaczęła mówić o własnym… Żona zazdrosna jest jedynie o mój tablet.

NOWa: – Dziękuję za rozmowę. 

H.Z.: – Dziękuję

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here