Honory dla dziewięćdziesięciolatki.

222

Dla pani Anny Marii miejscowi działacze: Jerzy Kowalski, Mieczysław Kozak, Janusz Tyczka, Grzegorz Burgiel, Beata Kowalska, Zbigniew Tyczka, Wiesław Sędkowski, obok kwiatów zapełnili stół biesiadny smakołykami, kawą, herbatą.

Przybyłą do świetlicy Jubilatkę powitano zbiorowym śpiewem „Sto lat…” w języku niemieckim. A to z tej przyczyny iż urodziła się w tej miejscowości i jest autochtonką. Potem były kwiaty, upominki, całusy i serdeczne, sąsiedzkie życzenia długich lat życia w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Gdy już goście usadowili się przy stołach mieliśmy wolny dostęp do pani Anny. Nasza rozmowa rozpoczęła się od zagadnięcia nas przez siedzącego obok 93- latka Edwarda Dudka. Rozpoczął tak:– Muszę panu powiedzieć, że NOWą czytam stale. Lubię tę gazetę, a szczególnie artykuły, które opisują różne zdarzenia w gminach. Opisywane fakty w wielu przypadkach nie są po myśli włodarzy gmin. Nic dziwnego, że złoszczą się na gazetę i dziennikarzy. Swoje przeżyłem i wiem jak władza nie lubi krytyki. My jednak czytelnicy chcemy wiedzieć, co dzieje się faktycznie, a nie to jak czasami przedstawia nam władza...

Po wysłuchaniu opinii pana Edwarda mogliśmy zamienić kilka słów z Jubilatką: -W moim życiu działo się wiele, można by opowiadać o różnych latach życia.. Najchętniej wraca się jednak do lat młodości. Moi rodzice prowadzili do 1944 roku gospodę w Kałowicach (Oberkehle). W styczniu 1945 roku nakazano nam uciekać przed zbliżającym się frontem. Zatrzymaliśmy się gdzieś pod Bawarią. Wiosną wróciliśmy do Kałowic. Dom zastaliśmy w opłakanym stanie. Musieliśmy z czegoś żyć. Zatrudnił nas kierujący majątkiem Rosjanin. Był to dobry człowiek. Bronił nas kobiety przed intruzami i zaczepkami żołnierzy. W tym czasie poznałam swego męża Wacława. W 1946 roku zaczęły się wysiedlenia Niemców. Wacław ukrył mnie przed wysiedleniem. Potem wzięliśmy ślub. Rodziców wywieziono. W taki sposób osiadłam na stale w swej rodzinnej miejscowości i jestem tu do dzisiaj. Tu mieszkała cała moja rodzina, ja z mężem i córkami: Michaliną i Krystyną. Pytał pan o moje dzieciństwo. Trzy lata chodziłam do szkoły w Masłowie i cztery lata do katolickiej szkoły w Cerekwicy. Potem rozpoczęłam naukę w szkole rolniczej w Zawoni i wówczas zaczęła się wojna i rozpoczęłam pracować z rodzicami.

Po wojnie prowadziliśmy ośmiohektarowe gospodarstwo rolne, cały czas aż do emerytury. Kiedy córki usamodzielniły się,  zdaliśmy gospodarstwo na skarb państwa. W czasie gospodarowania na roli uprawialiśmy zboża i okopowe, jak też prowadziliśmy hodowlę bydła świń, drobiu. Można powiedzieć prowadziliśmy gospodarstwo w sposób wtedy praktykowany, czyli tradycyjny. Różnie ludzie mówią o tamtych czasach. Ja, jako stała mieszkanka żyłam w zgodzie i poważaniu przez sąsiadów. Nie wytykano mnie jako „Niemki”. Po prostu byłam sąsiadką. Spotykałyśmy się, jak to bywa na wsi. Obecnie nie jest inaczej. Mieszkam z córką Krystyną w otoczeniu przyjaznych sąsiadów…

Beata Kowalska, przewodnicząca rady gminy Zawonia, zapytana o Annę Marię powiedziała: – Anna jest osobą miłą, zawsze uśmiechniętą i trzeba dodać towarzyską. Umawiając się z nią na rozmowę trzeba zawsze mieć na uwadze, że będzie to długa rozmowa. Bo ma ona dobrą pamięć i zawsze gotowa jest rozmawiać o dawnych i aktualnych czasach. Urodziła się 5 stycznia 1925 roku. Jutro ukończy 90 lat. Szanujemy naszych najstarszych mieszkańców i zapraszamy ich na organizowane przez nas lokalne imprezy. Oni naprawdę zasłużyli na szacunek i uznanie. Dzisiejszość to ich dorobek.

Gdy opuszczaliśmy świetlicę w Kałowicach mieszkańcy na dobre rozsiedli się przy stolach delektując się stołem szwedzkim. Jest tam w zwyczaju by prowadzić długie rozmowy sąsiedzkie, bo to okazja by być razem itd.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here