19-latek wyszedł z Riviery i zaginął

1298

Już w sobotę rano, 27 grudnia do naszej redakcji zadzwonili bliscy rodziny i poprosili, byśmy komunikat podali w gazecie i na naszym portalu www.nowagazeta.pl. Informację i zdjęcie natychmiast zamieściliśmy zarówno na portalu jak i na profilu gazety na Facebooku. Do dzisiaj post trafił do 108 tysięcy użytkowników. Internauci dokonali też ponad tysiąc udostępnień, dlatego informacja błyskawicznie rozniosła się w sieci.

Mateusz_Leszczynski_fotka2

 

Rodzina nie wierzy, że Mateusz sam chciał zniknąć i dlatego nie daje znaku życia: – Rzadko wychodził z kolegami na imprezy. Jeszcze rzadziej był w Rivierze. Wtedy poszedł. W pewnym momencie miał wyjść, a koledzy zostać. Ale nic nie mogę się dowiedzieć, czy coś tam zaszło. Stworzyła się jakaś zmowa milczenia – powiedziała nam jego matka Agnieszka Leszczyńska.

Gdy rodzice dowiedzieli się o zniknięciu syna natychmiast zawiadomili policję do pomocy ściągnęli też krewnych i znajomych z różnych rejonów Polski.

Mateusz miał się odłączyć od kolegów po wpół do pierwszej. O godz. 0.47 monitoring zamontowany przed restauracją zarejestrował młodego Leszczyńskiego, jak wychodzi z sali dyskoteki ubrany w cienki sweter. Wchodząc do lokalu miał ciepłą kurtkę, którą zostawił w szatni. Mężczyzna wyszedł na plac przed klubem, gdzie było około 30 osób. Jednak nie zwracał na nikogo uwagi i udał się samotnie chodnikiem w stronę pól lub parkingu. Oba miejsca znajdowały się poza zasięgiem kamer. Szedł pewnym krokiem tak, jak gdyby był tam z kimś umówiony.

Po 7 minutach pojawił się z powrotem na chodniku. Znowu był „widziany” przez kamery. W pewnym momencie zawrócił i znowu skierował się w stronę pół i parkingu. To są ostatnie zarejestrowane obrazy z jego udziałem. Do dyskoteki już nie wrócił.

Matka nie wierzy, że Mateusz wyjechał z własnej woli: – On był zawsze z nami w kontakcie. Koledzy się śmiali, że bez nas się nigdzie nie ruszał. On wie, że ja chorowałam, i ja bym nie przeżyła bez znaku życia z jego strony. Uważam, że ktoś mu coś zrobił, albo gdzieś go więzi.

Z drugiej strony p. Leszczyńska twierdzi, że Mateusz nie ma żadnych wrogów: – On jest otwarty wobec ludzi, co mu raczej przysparza przyjaciół. Poza tym miał u nas wszystko, samochód, pieniądze na wszystkie zachcianki. Na pewno nie chciałby radzić sobie sam, bez rodziny. Poza tym był wysportowany, sprawny i nie dałby się pobić jednemu osiłkowi. Chyba że było ich ze trzech – mówi matka. Jest przekonana, że Mateusz podpadł komuś z tamtejszego półświatka: – To dlatego panuje taka zmowa milczenia. Wszyscy się boją mówić – stwierdziła.

Rodzice do pomocy w znalezieniu syna zatrudnili agencję detektywistyczną Krzysztofa Rutkowskiego. Detektyw prowadzący akcję poszukiwawczą nie wyklucza, że w grę mogły wchodzić jakieś interesy: – Być może z kimś umówił się tej nocy na spotkanie w celach biznesowych. Być może miało dojść do jakichś rozliczeń finansowych. Być może pod pozorem rozliczeń ktoś wywołał go z klubu – spekuluje Rutkowski.

Znalazł się nawet świadek, który widział wytatuowanego mężczyznę, który miał ok. 1.20 rozmawiać z Mateuszem. Mężczyzna z tatuażem potwierdził – w rozmowie telefonicznej z agentem Rutkowskiego – że rozmawiał z kimś, kto był ubrany podobnie jak Mateusz. Jednak był to ktoś zupełnie inny. Ponieważ świadek tej rozmowy był pewny, że widział Mateusza i wytatuowanego mężczyznę Policja doprowadziła do konfrontacji. Po okazaniu świadek nie jest już pewny, kogo widział i twierdzi, że to nie był okazany mu w tym samym pomieszczeniu na komisariacie mężczyzna.

Pracownicy detektywa nie wykluczają, że w zniknięciu Mateusza udział mieli kibice, którzy tę noc spędzali w prusickim klubie, a także mężczyzna pobity przez inną grupę młodych ludzi. – Analizujemy również inne przypadki awantur i bójek w tym czasie – dodał Rutkowski.

Jednak w tym czasie przed Rivierą mogła być duża grupa ludzi, potencjalnych świadków. – Przecież wiadomo, jak jest pod dyskoteką na parkingu. W samochodach siedzą ludzie; czy to pary, czy robią jakieś interesy. A tu się okazuje że nikt nic nie widział, albo nie chciał widzieć. Czy ludzie mają serca z kamienia? To się w głowie nie mieści, że można być tak nieczułym na krzywdę innego człowieka – mówi zrozpaczona matka..

Ja bym chciała, żeby to jak najbardziej nagłośnić, żeby w telewizji pokazywali jego zdjęcia. Może wtedy ktoś coś powie, coś się komuś przypomni… Dostajemy pełno anonimów: szukajcie tu, widziano go tam. Wszystkie po kolei sprawdzamy. Bez wyników – mówi Agnieszka Leszczyńska.

Sprawdzamy każdy taki sygnał – powiedziała nam Iwona Mazur, oficer prasowy trzebnickiej policji, ale nie chciała powiedzieć, czy którykolwiek z sygnałów popchnął śledztwo dalej.

Zdaniem detektywa Rutkowskiego, jest świadek, który widział, że osobę podobną do Mateusza ktoś wiózł w bagażniku opla astry koloru zieleni butelkowej. Samochód był na poznańskich numerach rejestracyjnych i widziany był na stacji benzynowej w Żmigrodzie. Detektyw podkreśla też, że nie wiadomo, czy 19-letni Mateusz jeszcze żyje. – Rodzice są na to przygotowani, choć cały czas szukamy żywego chłopaka i chcemy ustalić jego miejsce pobytu – stwierdził.

Modlę się, żeby się okazało, że został uderzony lub uderzył się w głowę i stracił pamięć. Bo tylko w ten sposób można wyjaśnić, że jeśli żyje, nie skontaktował się z nami – powiedziała matka dziewiętnastolatka.

Iwona Mazur z trzebnickiej policji potwierdziła, że do akcji poszukiwawczej sprowadzono specjalnie szkolone psy z Niemiec. Złapały one trop i poprowadziły do znajdującego się kilka kilometrów od restauracji zagajnika. Tu ślad się urwał. Przez dwa dni 31 grudnia i 2 stycznia kilkudziesięciu policjantów, strażaków i ochotników przeszukiwało teren. Szukano w okolicznych rowach, lasach i sadzawkach. Bezskutecznie.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że psy straciły trop na drodze w pobliżu jednej z okolicznych firm. Nie wyklucza się, że w tym miejscu Mateusz mógł wsiąść lub być siłą wepchnięty do samochodu, który miałby odjechać w nieznanym kierunku.

Policja prosi wszystkie osoby, które mogą pomóc w ustaleniu miejsca pobytu zaginionego mężczyzny, bądź mają jakiekolwiek informacje dotyczące jego zaginięcia o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Trzebnicy tel. 71 388 82 00 lub z najbliższą jednostką policji pod numerem 997 lub 112.

Także detektyw Rutkowski podał numer alarmowy, pod którym można przekazać informacje dotyczące zniknięcia Mateusza Leszczyńskiego: 600 007 007.

Prosimy o wszelkie informacje mogące pomóc w ustaleniu tych faktów. Na osobę która wskaże miejsce pobytu Mateusza czeka nagroda w wysokości 20 tysięcy złotych– mówi Krzysztof Rutkowski.

Policja podała rysopis zaginionego: wiek 19 lat, wzrost około 180 cm, średniej budowy ciała, oczy piwne, włosy krótkie czarne cięte na jeżyka, twarz okrągła. Ubrany w sweter koloru szarego, spodnie jeansowe koloru jasnoniebieskiego, buty sportowe adidas koloru czarnego z trzema białymi paskami.

Jeśli ktoś chciałby przekazać informacje bezpośrednio rodzinie może zadzwonić na numery: 725-468-155 lub 571-35-35-92 lub 504-607-856 lub 504-237-425.

Bliscy Mateuszapodkreślają, że można dzwonić o każdej porze dnia i nocy.

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here