Szybko, ciepło i w najliczniejszym gronie

95
Wojtek Kowalski, Edward Kaszuba i Dariusz Zajączkowski też obchodzili jubileusz trzydziestolecia.

–  Biegło mi się dobrze. Miałem wprawdzie lekki kryzys na siódmym kilometrze, gdy kolega „zerwał” nas w biegu. Wiedziałem, ze to będzie mnie trochę kosztowało, ale doszedłem do niego  na końcówce ostatniego podbiegu. Zaatakowałem i dlatego że biegam przede wszystkim na średnich dystansach, końcówka należała już do mnie. Na finiszu nie miałem konkurenta – powiedział nam na mecie Mateusz Demaszczak, który obecnie trenuje we wrocławskim klubie Śląsk. – Ten bieg to był mój debiut tutaj w Trzebnicy. Cieszę się podwójnie, bo debiut i od razu zwycięstwo. Teraz mam przygotowania do sezonu halowego, więc jestem w formie. Jeszcze muszę trochę podbudować szybkość i będzie wszystko dobrze mistrzostwach halowych.

W Trzebnicy jestem już trzeci raz. Co roku mam lepszy wynik; rok temu byłam czwarta. Tu jest trasa trochę ciężka, bo pod górkę, ale biegło się dobrze bo było ciepło. Na ogół podczas biegów zimowych trzeba się specjalnie przygotowywać – powiedziała Swietlana Kudzielicz, która na co dzień występuje w klubie Achilles Leszno i zapowiedziała, że w przyszłym roku przyjedzie bronić tytułu.

Demczyszak o dziewięć sekund wyprzedził Emila Dobrowolskiego. Na trzeciej pozycji uplasował się Arkadiusz Gardzielewski ze Śląska Wrocław, czterokrotny zwycięzca biegu w latach 2009-2012.

Druga wśród pań Dominika Napieraj (w klasyfikacji ogólnej zajęła 18 miejsce),  z czasem 4 min. 39 sek. pokonała Ukrainkę Tatianę Holovcenko.

Najszybsza trzebniczanką 30 biegu jest Grażyna Popiel, a najszybszym trzebniczaninem  – Damian Jarecki – trzydziesty trzeci w klasyfikacji open. – Biegam dla siebie. W ten sposób pokonuję swoje słabości; mogę też odreagować trudne sprawy i niepowodzenia. Biegam tylko w wolnym czasie. A  w tych zawodach wystąpiłem dla taty, który też biega. Dałem z siebie wszystko, żeby być pierwszym wśród trzebniczan. W zeszłym roku byłem drugi, wcześniej trzeci – powiedział nam Damian. – Pierwszy raz trasę biegu sylwestrowego przebiegłem jak miałem dziesięć lat. Startuję co roku. Teraz mam lat 21.

Pierwszy rekord padł już podczas zamykania listy startowej, na której znalazło się 1517 zawodników. Dla porównania, w ubiegłym roku – również rekordowym – wystartowało 1477 biegaczy. Dla porównania, na starcie  pierwszego biegu 31 grudnia 1985 roku, stanęło 64 zawodników, w tym jedna kobieta. Pokonywali oni 20 km. W następnym roku trasa została skrócona.

Trasa ubiegłorocznego biegu była podobna do tego z sylwestra 2013, ale Demaszczak pokonał ją  o 2 minuty i 8 sekund szybciej od triumfatora 29 biegu Kenijczyka  Joela  Mwangi.

Także w klasyfikacji pań Swietlana Kudzielicz  „poprawiła” wynik ubiegłorocznej zwyciężczyni Agnieszki Jerzyk z Leszna o 2 min. 16. sek.

Bieg był klasyfikowany w różnych kategoriach wiekowych, zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Pierwsze miejsce w kategorii do 16 lat zdobyła Marta Łukijaniuk z Obornik Śląskich. – Lekką atletykę trenuję od dawna. Teraz jestem w klasie maturalnej liceum. Drugi rok startuję w kategorii juniorek. W Trzebnicy dziś zadebiutowałam i wynikiem równe 40 minut udało mi się wygrać – powiedziała nam Marta.

Jednym z najstarszych uczestników 30 biegu był 86-letni Czesław Marczak z Bielawy:  – Opuściłem  tylko dwa trzebnickie biegi. Ale zacząłem po długiej przerwie, gdy w szkole biegałem sprinty. Prawie całe dorosłe życie nie zajmowałem się sportem. Dopiero gdzieś około pięćdziesiątki zacząłem biegać maratony. Ja się do biegów nie przygotowuję. Systematycznie biegam co drugi dzień: czasem 5, czasem 10 km. Jestem najstarszym maratończykiem w Polsce  –  powiedział nam  p. Czesław.

W trzebnickim biegu startują, a później stają na podium także ci, którzy sportem zajmują się teoretycznie. Jak się okazuje, przykład z naukowca i wykładowcy można brać nie tylko na akademickiej katedrze: – Oczywiście, ze moi studenci też tu biegli. Ja się bardzo cieszę, że paru z nich ograłem – powiedział nam zwycięzca w kategorii sześćdziesięciopięciolatków, prof. Jan Chmura z Katedry Motoryczności Sportowca wrocławskiego AWF, który w swojej kategorii wiekowej zajął trzecie miejsce. – Dla mnie jest ogromną satysfakcją, że w tym wieku mogę jeszcze pokonywać swoich studentów. To był mój czwarty start w trzebnickim biegu i po raz kolejny poprawiłem wynik, przebiegając w granicach 46 min. Niedawno startowałem w największym maratonie na świecie, w Nowym Jorku. I tam w swojej kategorii zająłem 11 miejsce, a pokonałem ponad 44 tys. zawodników.

Specjalną nagrodę otrzymało też trzech „rówieśników” biegu, którzy wystartowali i ukończyli wszystkie jego edycje: Edward Kaszuba z Wrocławia, Wojtek Kowalski – trzebniczanin od kilku miesięcy mieszkający w Poznaniu oraz Dariusz Zajączkowski z Trzebnicy. Dariusz Zajączkowski, oficer straży pożarnych otrzymał też specjalną nagrodę w zorganizowanym w ramach zawodów konkursie najlepsze – a może najdziwniejsze? – przebranie. Biegł w specjalnym rynsztunku strażackim przeznaczonym do pracy w ekstremalnych warunkach: kombinezonie mocno różniącym się od lekkich dresów, kasku i masce powietrznej, podłączonej do ciężkiej butli ze sprężonym powietrzem. Powietrza wystarczało zaledwie na 2,5 km intensywnego oddychania, więc wzdłuż trasy byli ustawieni koledzy z trzebnickiej jednostki ratowniczo gaśniczej. Gdy urządzenie przy butli dźwiękiem syreny sygnalizowało brak powietrza, podbiegali do Zajączkowskiego i „w biegu” robili podmianę.

Na mecie spotkaliśmy też  grupę biegaczy z Wałbrzycha. Tuż po biegu ustawili się po gorącą, a przede wszystkim krzepiącą, bo słodką herbatę.  – Jesteśmy tu 3-4 raz. Właśnie tu lubimy kończyć sezon biegowy, bo jest fajna atmosfera na trasie. A poza tym blisko do domu. Jak tu trafiliśmy? Dużo osób chwaliło ten bieg. W końcu przyjechaliśmy sami i przekonaliśmy się, że warto. W zasadzie trasa jest świetna. Przeszkadza może trochę kostka brukowa –  powiedzieli Łukasz, Patryk i Marcin. Łukasz. –  Oczywiście, że wrócimy na zabawę sylwestrową do siebie. To jest tylko około 100 km.  Za około kilka godzin będziemy w domu i zdążymy się przygotować.  

Podczas imprezy zebrano 13 tys. 169 zł na rehabilitację czteroletniego Ignasia, mieszkańca Trzebnicy, który cierpi na chorobę genetyczną powodującą m.in. niedorozwój mięśni.

Galę wręczania nagród uświetniły występy trzebnickich mażoretek z grupy Aida: Seniorki zatańczyły, albo przemaszerowały układ quanto. Juni zaprezentowały się  w bunkierchildzie, a układ najmłodszej grupy, kadetek, został skonstruowany do utworu santiago.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here