Ważna jest dla mnie rodzina

1970

NOWa: – Pana zespół otrzymał  kilka nagród za zasługi na polu transplantologii. Trzebnickich chirurgów doceniły też lokalne władze i mieszkańcy.

– Nasze „zasługi” polegają na dużych osiągnięciach zawodowych, na rozwijaniu pewnego nowego pola, które do tej pory nie było rozwijane, mówiąc kolokwialnie. Mamy też osiągnięcia naukowe i popularyzatorskie. Myślę, że media nas lubią, a my chętnie mówimy o przeszczepach ręki, o możliwościach w tej dziedzinie. Mówią też nasi pacjenci. Aktualnie zostaliśmy delegowani do odznaczenia Zasłużony dla gminy Trzebnica. Burmistrz i Rada Gminy docenili, że dzięki naszej działalności Trzebnica jest znana.

– Transplantologia i chirurgia ręki to wyjątkowo trudne dziedziny, wymagające specjalnych predyspozycji,  a przede wszystkim specjalnych szkoleń. Wiem, że została powołana Fundacja Rozwoju Chirurgii Ogólnej, Chirurgii Ręki i Transplantologii, dzięki której możecie się szkolić….

– Jeden z członków naszego zespołu – dr Adam Chełmoński – ukończył podyplomowe studia koordynatorów  transplantologii. Tutaj lekarze są uczeni przeprowadzania rozmów z rodzinami, pacjentami i pozyskiwania dawców,  nawet przeprowadzania takich rozmów z rodziną, aby ci ludzie zgadzali się na pobranie narządów, poza tym uczymy się też propagowania idei przeszczepów. Reprezentujemy rzadką specjalność – chirurgię reki, wykonujemy operacje rekonstrukcyjne i plastyczne. Musimy się szkolić. Aby pojechać na kurs mikrochirurgii „przenoszenia płatów”, trzeba odbyć  szkolenie i za to zapłacić. Nasz kolega był niedawno w Anglii na takim kursie. Jest to koszt ok.1000 euro.

W listopadzie  byliśmy we troje  na Zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Transplantologii Rekonstrukcyjnej w Chicago. Musieliśmy zapłacić po ok. 450 dolarów za sam udział, plus koszty podróży. Za szkolenia płacimy sami. To są blaski i cienie naszego zawodu.

 

NOWa: – Panie Profesorze jakie wyzwania przed panem i zespołem?

– Chcemy przeprowadzić przeszczep u chorej z wadą ręki. To 18 letnia dziewczyna, która urodziła się bez ręki. Drugim wyzwaniem jest wspólny z prof. Adamem Maciejewskim z Gliwic, projekt  – jednoczesny przeszczep ręki i twarzy. Operacja byłaby w Gliwicach. Jesteśmy w stanie pogotowia. Przygotowaliśmy drugą rękę, która jest po rozległym oparzeniu, z dużymi przykurczami palców, ale uwolniliśmy je. Czekamy teraz na dawcę, aby wykonać transplantację. Mamy dwóch młodych stażystów, którzy są na specjalizacji z chirurgii ogólnej, a deklarują chęć pozostania u nas.

Czy jest podział ról w zespole? To nieuniknione. Jest trzech chirurgów, którzy „wykonują” złamania w zakresie kości promieniowej. Inny koledzy wykonują stricte mikrochirurgiczne  zabiegi. Jestem zadowolony z pracy i z zespołu. Cieszy mnie fakt, że mimo pewnych problemów interpersonalnych, idziemy do przodu, działamy razem. Nasza praca wymaga dużego zgrania i porozumienia. Konflikty są rzeczą naturalną, każdy z nas jest indywidualnością i trudno stworzyć zespół ale nam się to udaje. W skład zespołu wchodzą – dr Janusz Kaczmarzyk – senior, dr Leszek Kaczmarzyk , dr Adam Domanasiewicz,  dr Adam Chełmoński, dr  Maciej Paruzel, dr Ahmed Elsawtawy, bardzo zdolny chirurg, specjalista chirurgii ręki, ambitny, pracujący naukowo, robiący badania w Klinice Radiologii we Wrocławiu. Podziwiam go, bo przyjechał z Kataru w wieku 17 lat do Polski i nauczył się języka. Mamy też dwóch stażystów.

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

NOWa: – Co Pana boli jako chirurga?

– Mam to szczęście, że trafiłem na wielkiego człowieka, niezależnie od nieporozumień jakie miały miejsce na naszej wspólnej ścieżce zawodowej. Pan prof. Ryszard Kocięba nauczył mnie wielu rzeczy, ukształtował mnie jako lekarza, a takich ludzi już dzisiaj nie ma. Mamy zupełnie inny typ nauki, uczenia się. Moje sukcesy były jego sukcesami i całego zespołu, a nie był łatwym szefem. Może spogląda z wysoka i cieszą go  nasze sukcesy. Przygotował nas z jednej strony do ryzyka, a z drugiej do szanowania pacjenta i nie porywania się na zabieg, jeśli się nie jest do tego przygotowanym. Moją radością jest to, że pracuję z takimi kolegami, gdzie wszyscy wnoszą coś cennego, każdy ma takie pole działania, na którym może w pełni rozwinąć swoje możliwości. Cieszę się, że chcą ze mną pracować. Nie mam bolączek. Byłem przyzwyczajony w trudnych latach 80- tych, do pracy w jeszcze trudniejszych warunkach. Wykonywało się nie mniejszą liczbę operacji bez tej wspaniałej diagnostyki, którą mamy aktualnie do dyspozycji, bez antybiotyków, Internetu i całej reszty. Leczyliśmy te same choroby, może bardziej zaniedbanych chorych, a czasem z lepszym skutkiem niż nam się obecnie to udaje. Jeśli nasz zapał nie osłabnie, mam nadzieję, że uda nam się wykonać przeszczep ręki u chorej czy chorych, którzy urodzili się bez ręki. Nikt dotąd w świecie nie przeprowadził  takiej operacji! (przeszczep ramienia wykonaliśmy już dwa razy).

 

NOWa: – Czy nie miał Pan chwil zwątpienia? Nie myślał Pan o wykorzystaniu talentu za granicą?   

– Wiele razy miałem ochotę ze wszystkiego zrezygnować i zająć się łowieniem ryb, robieniem zakupów i gotowaniem obiadów dla żony. Myślę, że bardzo dobrze bym się sprawdził w tym miejscu, ale to byłoby grzebanie talentu. Czy nie żałuję, że nie poszedłem inną drogą  W wieku 61 lat już nie ma co żałować. Tak się złożyło, że ma się taki zawód, taką żonę i takie dzieci. Tak potoczył się los i nie można rozważać co by było gdyby i zastanawiać się, że może miałbym lepszą pracę czy żonę. Oczywiście ta praca czasem męczy, czasem są nieporozumienia, ale to mija. Trzeba traktować życie jak zadanie i to zadanie trzeba rozwiązywać. Poza tym aktualnie Polska daje bardzo dobre możliwości rozwoju, zarobki są porównywalne z tymi za granicą. Młodzi lekarze zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, to są już porównywalne stawki z zagranicznymi. Ja raczej już zwijam skrzydła, nie interesują mnie drastyczne zmiany czy większe zarobki. W czasach kiedy mogłem wyemigrować, wygrywał po trosze patriotyzm z brakiem odwagi i naciskiem rodziny. Zostałem wierny Trzebnicy, ale sporo jeździłem na zagraniczne staże. To było bardzo inspirujące, a zaowocowało moim dalszym rozwojem zawodowym. Cieszę się, że aktualnie mogę wpływać w tym samym zakresie na  innych lekarzy. Mamy obecnie otwarte trzy doktoraty, trzech innych lekarzy już zrobiło doktorat pod moim kierunkiem. Wydaje mi się, że jak na szpital powiatowy to nieźle. Jeszcze nie wybieram się na emeryturę, ale każdy z lekarzy w zespole może być moim następcą. Każdy posiada zdolności i kwalifikacje, aby objąć kierownicze stanowisko.

 

NOWa: – Kobiety w zespole chirurgów – nie każdy to akceptuje. Co sadzi Pan na ten temat?

– Czytam w prasie, że kobieta jest słabiej wynagradzana i gorzej traktowana. U nas tego nie ma.  Gdyby kobieta była w tej dziedzinie słaba, przeszłaby do przychodni. Jeżeli są mężczyźni, którzy nie akceptują pań w tym zawodzie, to dowodzi braku ich inteligencji, tak jak mówienie, że kobieta nie może jeździć samochodem, jako że to męskie i skomplikowane zajęcie i słaba płeć sobie nie poradzi. To są opinie starszego pokolenia, a takie podejście do zawodu chirurga jest z epoki Rydygiera. Chory rozkrojony, zachlapany krwią, nad nim chirurg, tnący piłą nogę. Trudno w takiej scenerii wyobrazić sobie kobietę. Mamy współcześnie delikatną chirurgię, wymagającą niezwykłej finezji. Mikrochirurgia czy chirurgia laparoskopowa nie wymaga tężyzny fizycznej. Tu kobiety mają dobre pole do działania. Są ograniczenia innego typu – dyżury, wstawanie w nocy, ale panie pracują też na nocne zmiany w innych zawodach i nikt się nie przejmuje, że mają dzieci, muszą je wykarmić czy wychowywać. Jeśli mogą pracować przy taśmie, to dlaczego nie za stołem chirurgicznym?

 

NOWa: Jak wspomina Pan początki pracy? Porażka w życiu zawodowym?

– Rozpocząłem pracę w listopadzie 1978 r. , właśnie sobie uświadomiłem, że to szmat czasu . Wcześniej co tydzień  przyjeżdżałem do Trzebnicy jako wolontariusz. Było trochę czasu, zwłaszcza na szóstym  roku studiów. Nie bardzo pamiętam pierwszy dzień w pracy w „starym” szpitalu, bo stałem się częścią zespołu już jako student. Mogę tylko dodać, że sporo lekarzy z grupy moich nauczycieli już nie żyje:  prof R Kocięba, lek L Wilowska – Kocięba, lek Piotr Mozalewski, lek. Deodat Łapczński, lek Barbara Kuniewska – często o nich myślę !!!

Za największą porażkę uważam niepowodzenie przeszczepienia kończyny. Był to mężczyzna w wieku 38 lat. Zatrzymanie krążenia w kończynie nastąpiło w pierwszej dobie po operacji. Dziś walczylibyśmy mimo komplikacji, wtedy ryzyko wdawało nam się zbyt wielkie, stąd decyzja o amputacji. To było też nasze pierwsze niepowodzenie na tym polu !!!

 

NOWa: – Wróćmy do Pana osoby. Jak pan odpoczywa? 

– Bardzo ważna jest dla mnie rodzina, mam w niej oparcie. Niedawno straciłem ojca, ale mama, żona i dzieci bardzo mnie wspierają. Poza tym jestem człowiekiem głęboko wierzącym, to daje mi siły. Lubię biegać na długich dystansch, choć w ostatnich latach musiałem to ograniczyć ze względu na zdrowie. Lubię słuchać książek na płytach, wykładów czy rekolekcji. Fascynuje mnie Biblia i jak mogę to czytam. Odpoczywam przy tym i dystansuję się do wielu spraw. Niestety niewiele zostaje czasu na to wszystko. Trzeba nieustannie czytać literaturę fachową i przygotowywać się do zabiegów. Poza tym jeździmy z żoną na rowerach po swoich ścieżkach. Dziś też przyjechałem z Wrocławia  autobusem, z rowerem i wracam rowerem do domu. Dzięki staraniom władz powiatu wybudowano ścieżkę rowerową i uważam, że to była rozsądna inwestycja bo stwarza nam możliwości rozwoju turystycznego gminy i może poprawić naszą kondycję zdrowotną. Poza tym muszę też dbać o zdrowie żony. Chodzimy na spacery z kijami, trasą 4 km. Widujemy na tej trasie między mostami dużo młodych kobiet, natomiast gorzej z mężczyznami…. Pewnie wolą wypić piwo czy oglądać  mecze w telewizji. A szkoda, bo warto być jak najdłużej sprawnym.

 

NOWa: – Co robi Pan dla swojego zdrowia?

– Przebiegałem prawie codziennie kilka kilometrów. To godzina czasu. Skaczę na skakance i jeżdżę na rowerze jak mówiłem. Nie palę, nie jestem też radykałem w kwestii jedzenia, wiem co jest niezdrowe. Po pięćdziesiątce trzeba już regularnie robić badania, kontroluję wyniki. Mam jeszcze różne zadania do wykonania…

Jeżeli są mężczyźni, którzy nie akceptują pań w tym zawodzie, to dowodzi braku ich inteligencji.
Aktualnie Polska daje bardzo dobre możliwości rozwoju, zarobki są porównywalne z zagranicą.
Moją radością jest to, że pracuję z takimi kolegami, gdzie wszyscy wnoszą coś cennego, każdy ma takie pole działania na którym może w pełni rozwinąć swoje możliwości.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here