Nielegalna sesja czy sfałszowane wybory?

667
Zdjęcie poglądowe: Dotarły do nas informacje, że włodarz nie chciał przyjąć mandatu

O tym że druga sesja będzie dramatyczna, bo ostatecznie przesądzi, kto ma większość, wiadomo było już od zakończenia pierwszej, gdy powstał spór, czy nowy przewodniczący RP Mariusz Szkaradziński został wybrany zgodnie z prawem.

Czwartkową sesję zwołał przewodniczący rady na wniosek sześciu radnych z komitetów wyborczych Prawa i Sprawiedliwości oraz Skuteczni dla Rozwoju burmistrza Trzebnicy Marka Długozimy. Wśród wnioskodawców był także Szkaradziński.

W proponowanym porządku obrad znalazły się m.in. się punkty: wybór starosty, wicestarosty, członków zarządu oraz wiceprzewodniczących rady. Zgodnie z ustawą, funkcjonariuszy tych wybiera rada bezwzględną ilością głosów.

Najwięcej mandatów w Radzie Powiatu zdobyła Platforma Obywatelska – 8, która z dotychczasowym koalicjantem Razem w Powiecie Trzebnickim (pod tą nazwą wystartowało w wyborach Polskie Stronnictwo Ludowe) – trzech radnych, ma w radzie większość. PiS i SdR mają po pięciu radnych. Teoretycznie więc większość ma koalicja PO – RwPT.

Jednak już na pierwszej sesji okazało się, że nie wszyscy radni są lojalni wobec swoich ugrupowań. Sławomir Błażewski (RwPT) wstrzymał się od głosu, blokując tym samym wybór przewodniczącego rady z własnej koalicji.

Jednak tuż przed czwartkową sesją szefowie PO i PSL ogłosili wspólną deklarację koalicyjną, w której zobowiązują się do popierania tylko kandydatów PO i RwPT. Deklarację podpisało wszystkich jedenaścioro radnych koalicji – także Błażewski.

Cuda nad urną

Czwartkowa sesja rozpoczęła się uzupełnieniem składu rady. Ślubowania złożyli: Alicja Leżoń, Daniel Buczak i Damian Sułkowski, którzy weszli do rady w miejsce burmistrzów: Obornik Śl., Trzebnicy i Prusic. Aż do momentu wyboru starosty obrady przebiegały bezkonfliktowo: radni jednogłośnie przyjęli uchwały dotyczące finansów powiatu.

Jednak już podczas wyborów komisji skrutacyjnej, koniecznej przy tajnych głosowaniach, doszło na sali do licytacji: PO–RwPT zgłosiło dwóch kandydatów Sławomira Zarentowicza i Henryka Cymermana. PiS–SdR przebiło konkurentów kandydaturami: Jerzego Treli, Bogusława Rubaszewskiego oraz Sławomira Węgrzynowicza. Gdy Adam Gubernat (PO) dla „wyrównania sił” zaproponował kandydaturę Jana Zdziarskiego, przewodniczący Szkaradziński stwierdził, że… lista została już zamknięta. Gdy na sali podniosły się protesty, że niczego wcześniej nie zamykał, a poza tym zamknięcie musi przegłosować rada, Szkaradziński poprosił… o składanie kolejnych kandydatur. Gubernat ponownie wskazał Zdziarskiego, a wtedy Daniel Buczak (SdR) zaproponował Janusza Szydłowskiego. Przewodniczący zarządził głosowanie nad 7 kandydatami. Co ciekawe, dopiero gdy skład komisji został zatwierdzony, Szkaradziński zapytał radnych o zgodę na… kandydowanie. To zamieszanie i skład komisji miały pewnie wpływ na późniejszy bałagan.

Kandydatów na starostę było dwóch: Waldemar Wysocki z PiS (radny ze Żmigrodu), zarekomendowany przez Buczaka w imieniu SdR i PiS oraz Robert Adach z PO (radny z Trzebnicy), zgłoszony przez Damiana Sułkowskiego.

Zgodnie z ustawą, głosowanie powinno być tajne, ale szef komisji Jerzy Trela nie powiedział, jak powinno ono przebiegać by tajność zachować i zaczął rozdawać karty do głosowania wszystkim radnym. W efekcie, radni zamiast głosować w sposób tajny, za przygotowanym parawanem, głosowali w ławkach. Wydawało się nawet, że jeden pilnuje drugiego, bo karty z postawionym krzyżykiem albo pokazywano sąsiadowi, albo ten zaglądał przez ramię. Trudno zatem powiedzieć, że miało ono cokolwiek wspólnego z tajnością. Wyglądało to raczej na wzajemną kontrolę w swoich kręgach. Tylko jeden z radnych – Błażewski skorzystał z kabiny do głosowania.

Starostą został wybrany stosunkiem głosów 11:10 Waldemar Wysocki, odczytał przewodniczący Trela, a następnie złożył rezygnację z dalszej pracy w komisji. Za Terlą zrezygnowali wszyscy członkowie komisji skrutacyjnej.

Zmazany krzyżyk?

Po pierwszym wystąpieniu nowego starosty, Adach złożył wniosek formalny o dziesięciominutową przerwę. Kontrwniosek zgłosił Buczak, który chciał by obrady trwały dalej. W głosowaniu poparcie 11:10 zdobył wniosek Adacha, ale ku zdziwieniu zgromadzonej licznie publiczności, przewodniczący Szkaradziński stwierdził, że… został odrzucony. Po protestach powtórzył głosowanie i tym razem uznał jego wynik, a po chwili przeprosił.

Po przerwie Adach oświadczył: – Zgłaszam wniosek formalny o powtórne przejrzenie przez komisję skrutacyjną kart do głosowania, ze względu na podejrzenie sfałszowania co najmniej jednego głosu. – A po chwili wyjaśnił, że jest podejrzenie zastosowania długopisu zmazywalnego i podrobienia głosu. – To jest bardzo ważne głosowanie i nic w tym złego, żeby komisja skrutacyjna jeszcze raz obejrzała karty do głosowania. Chyba, że ktoś te głosy z jakichś powodów chce ukryć – dodał.

Myślę, że komisja skrutacyjna pracowała. Wszystko jest w jak najlepszym porządku – odpowiedział Szkaradziński.

Mieli państwo swoich reprezentantów w komisji skrutacyjnej. Każdy członek komisji przeglądał karty do głosowania i własnoręcznie podpisał, że wybory zostały rozstrzygnięte – wsparł przewodniczącego Buczak.

Podczas dziesięciominutowej przerwy uzyskałem informację, że mogło dojść do sytuacji, że został zastosowany długopis, który można zmazać i co najmniej jedna karta jest nieważna: krzyżyk został postawiony dwukrotnie, ale przy jednym nazwisku został zmazany. Nic nie stoi na przeszkodzie, chyba że państwo macie coś do ukrycia, by przejrzeć jeszcze raz głosy – argumentował swój wniosek Adach. Dodał, że karty do głosowania miałyby przeglądać te same osoby, które pracowały w komisji skrutacyjnej.

Jako przewodniczący komisji skrutacyjnej stwierdzam, że żaden głos nie został sfałszowany. Karty do głosowania były z tyłu „zaparkowane” przez dwie osoby. Nie było możliwości, że ktoś mógł podmienić kartę. Urnę sprawdzono, była pusta. Po wyciągnięciu, nikt nie brał kart do ręki, tylko były przeliczone i nie było takiej możliwości, żeby ktokolwiek cokolwiek dopisał na karcie głosowania – wyjaśnił przewodniczący komisji skrutacyjnej Trela, jednak nie odniósł się do sugestii, że z karty mogło coś zostać wymazane.

Zrobił się szum, ze strony radnych koalicji PiS–SdR padały zarzuty, że Adach oskarża członków komisji.

Kończąc ten spór, przechodzimy do kolejnego punktu obrad. Myślę, że wszystko było jak należy stwierdził przewodniczący Szkaradziński i poprosił o opinię radcę prawnego starostwa. Mimo wskazówki, że wnioski formalne zgodnie ze statutem muszą być głosowane przez wszystkich radnych, Szkaradziński po wyraźnych sugestiach swoich partnerów z sali, nie zarządził głosowania ani w sprawie ponownego przejrzenia kart do głosowania, ani wniosku o kolejną przerwę. – Uważam, że starosta został wybrany i nie ma do czego wracać!

Adach, jeszcze kilkakrotnie żądał przegłosowania jego wniosków formalnych, ale przewodniczący nie reagował.

Gdy mniejszość jest większością

Wobec takiej postawy przewodniczącego, prawie wszyscy radni PO i RwPT opuścili salę obrad. Pozostał tylko Błażewski, dzięki czemu zostało utrzymane quorum, co umożliwiło dalsze prowadzenie sesji. Co więcej gdy Błażewski sam pozostał na sali, wszyscy nie mieli już wątpliwości, że coś pękło w koalicji PO-RwPT.

Dalej wszystko przebiegało już bez niespodzianek, według schematu ustalonego jeszcze w czasach „jedynie słusznego systemu”: nowy starosta zaproponował kandydata na swojego zastępcę, który wybrany został bez głosów sprzeciwu. Jedyna różnica polegała na tym, że w czasach „demokracji socjalistycznej” głosowało się bez skreśleń i wchodzenie do kabiny było co najmniej podejrzane, a na sesji powiatu przy każdym głosowaniu radny Błażewski udawał się za parawan by dokonać wyboru. Pewnie dlatego po otwarciu urny, okazywało się, że żaden z kandydatów Wysockiego nie ma, jak on, poparcia większości rady, bo w każdym głosowaniu jeden głos był wstrzymujący się, a w dwóch głosowaniach nawet nieważny.

Wicestarostą został Jerzy Trela, a członkami zarządu: Daniel Buczak, Jan Hurkot i Janusz Szydłowski. Jak się okazało, choć starostą jest przedstawiciel PiS, to faktycznie rządzić będzie ugrupowanie Marka Długozimy, które ma aż trzech członków zarządu i przewodniczącego rady. Jeśli chodzi o reprezentację gmin, to aż trzech członków jest z Trzebnicy, jeden ze Żmigrodu i jeden z Prusic. Po raz pierwszy w historii samorządu powiatowego w zarządzie nie ma przedstawiciela drugiej co do wielkości gminy Oborniki Śląskie.

W podobny sposób wybrano dwoje przewodniczących Rady Powiatu. Zostali nimi radni PiS: Magdalena Szymczuk z Wiszni Małej i Łukasz Budas z Obornik Śląskich.

Policja na sesji

Zanim przewodniczący Szkaradziński zamknął obrady, na sali obrad pojawili się policjanci. Okazało się, że radni, którzy opuścili sesję, złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia fałszerstwa. Funkcjonariusze przybyli by zabezpieczyć dowody ewentualnego przestępstwa, czyli karty z głosowania na starostę. Zostały one jednak wcześniej złożone – przez wicestarostę – do koperty, którą zaklejono, zabezpieczono podpisami radnych i – po konsultacji z organami ścigania – złożono w sejfie sekretarza powiatu.

„Kret” w samorządzie?

Podczas jednej z kolejnych przerw w czasie liczenia głosów, na salę obrad weszła radna PO Małgorzata Matusiak i zwracając się do Błażewskiego krzyknęła: – Zdrajca!

Przepraszam, ale to było spowodowane emocjami – powiedziała Matusiak, spytana przez nas o powód takiego zachowania. – Widziałam, że pan Błażewski zagłosował na Adacha, a później tego głosu zabrakło. Powiem to w prokuraturze.

A Adach wyjaśnił: – Pan Błażewski, podczas przerwy po głosowaniu, poszedł z nami na naradę. Potwierdził, że zagłosował na starostę Adacha. Kilka dni temu podpisał też umowę koalicyjną, a godzinę przed sesją potwierdził, że ją dotrzyma. Nie wiem, kto wymazał krzyżyk z kratki przy moim nazwisku, jednak taki głos powinien być uznany jako „nieważny”. Dlatego chciałem by komisja powtórnie przejrzała karty, tym bardziej, że członkowie komisji, powiedzieli mi, że oni wszystkich kart nie dostali do obejrzenia.

Sam Błażewski odmówił rozmowy: – Nie będę niczego komentował – uciął.

Prywatna spółka kontra Powiat?

Na sesji, a zwłaszcza pod jej koniec, gdy na salę wkroczyli policjanci, dało się zauważyć spory ruch. Padały różne głosy. Pytano, co robią na sali przedstawiciele firmy Toya? Czy teraz nowy starosta zapłaci kasę firmie?

Przypomnijmy, że spółka prowadzi spór ze starostwem. Chodzi o kilka milionów złotych. Starosta Adach nie chciał zapłacić tych pieniędzy twierdząc, że jest to próba „wyłudzenia” od starostwa nienależnego odszkodowania za kolektor, który owa firma, bez wiedzy starostwa ułożyła na działce należącej do powiatu. Sprawa toczy się przed sądem. Co ciekawe, przedstawiciele spółki żywo włączali się do dyskusji i mocno wspierali „nowe” władze, a nawet próbowali dyskutować z policją.

Podobno jeszcze przed sesją, do starostwa wpłynęło też pismo od spółki, z informacją, że w związku z nowymi władzami powiatu, spółka chciałaby doprowadzić do ugody. W ferworze dyskusji, w pewnym momencie ktoś zapytał: – Ciekawe gdzie, kto otrzyma pracę?

Jednak nikt nie podjął tego tematu.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here