Gaz i samotny stary człowiek

507

W poniedziałek wieczorem mieszkańcy jednego z domów przy ul. ks. Bochenka w Trzebnicy poczuli, że na klatce schodowej ulatnia się gaz. Wezwano straż pożarną, policję i straż miejską. Ewakuowano wszystkich lokatorów domu, a strażacy, za pomoczą czujnika wielogazowego, sprawdzili klatkę schodową i poszczególne mieszkania.

W jednym z nich stężenie gazu było największe. Strażacy zakręcili gaz i udzieli pomocy 81-letniemu lokatorowi mieszkania, który twierdził, że chciał sobie zagotować wodę na herbatę. Lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził, że nie jest potrzebna hospitalizacja. Staruszek wrócił do domu, ale wezwane na miejsce pogotowie gazowe odłączyło mu licznik.

Jak nas nazajutrz poinformowała rzecznik policji Iwona Mazur, obecni na miejscu  funkcjonariusze straży miejskiej zostali zobowiązani do poinformowania o sytuacji pracowników trzebnickiego Miejsko – Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. W trzebnickiej straży miejskiej nie udzielono nam żadnych informacji bo… jest rzecznik prasowy w Urzędzie Miejskim. Sekretarz gminy pytania owszem zapisał, ale odpowiedzi, dlaczego wyłączono gaz, nie udzielił.

W M-GOPS-ie dowiedzieliśmy się, że notatkę strażników miejskich otrzymali, ale we wtorek po południu i sprawą zajmą się w środę.

Teraz nie mam ani gazu, ani prądu, bo na drugi dzień po tym, jak odłączyli mi gaz, ktoś odkręcił korki w skrzynce na klatce schodowej. To wszystko niepotrzebnie. To jest jakaś fikcja. Gotowałem wodę na herbatę, zagotowała się i wyłączyłem. Chyba ktoś na mnie doniósł. Był pan z gazowni i stwierdził, że kuchenka jest dobra. Może coś trzeba dokręcić. Ale pani administratorka twierdzi, że trzeba wymienić. Czekają tylko, żeby dać im łapówki. Prosiłem administratorkę o pomoc, bo nie mam gazu, ale żadnej reakcji. Ludzie tylko na pieniądze czekają, a jak ja mam niecałe tysiąc złotych emerytury, to z czego ja mam im dać. – powiedział nam pan Józef (imię zmieniliśmy – przyp. red.). – Na razie jem to co mam, ale będę musiał chodzić gdzieś do baru, żeby kupić sobie jakąś zupkę. Tak się nie da żyć. Starszego, chorego człowieka się ma za nic.

Pan Józef przyznaje, że po zdarzeniu z ulatniającym się gazem coś się zmieniło. – Z opieki społecznej przyszła młoda dziewczyna. Powiedziałem jej, że jestem chory, mam arytmię serca i w dodatku nie mogę chodzić.  A teraz jeszcze wyłączyli mi gaz i prąd. Przez parę minut wysłuchała. Powiedziała, żebym chodził do sióstr na zupę, bo siostry dają o godz. 13 – dodał . – Nie proponowała mi żadnego domu starców. Przeciwnie, wysłuchała i zaraz poszła. A ja właśnie chcę się starać do takiego domu. Mam nadzieję, że mi się uda.

–  Gaz i kuchenka to nie jest problem wspólnoty mieszkaniowej – powiedziała administratorka budynku Alina Gawlikowska. – Kuchenka gazowa jest na wyposażeniu lokalu mieszkalnego i obowiązek jej utrzymania we właściwym stanie leży po stronie właściciela, podobnie jak instalacji gazowej do tej kuchenki. Podczas interwencji w poniedziałek gazownia odłączyła gazomierz, bo kuchenka była w złym stanie technicznym. Gdy pan chciał zrobić herbatę, płomień się nie zapalił, a gaz się ulatniał. Pogotowie gazowe wezwali strażacy. Panowie, którzy odcięli gaz postawili warunek, który właściciel mieszkania ma spełnić: kuchenkę musi wymienić, a gazomierz przenieść z tego ciasnego pomieszczenia na klatkę schodową. Ja to temu panu powtórzyłam. Wspólnota mieszkaniowa jako całość odpowiada tylko za instalację gazową na zewnątrz lokali. Jednak on nie zgadza się z tą decyzją. Twierdzi, że kuchenkę ma sprawną.

W opiece społecznej dowiedzieliśmy się, że strażnicy miejscy owszem, złożyli zawiadomienie o tym zdarzeniu, ale dopiero we wtorek po południu. Sprawą więc zajmują się od środy.

Pracownik socjalny działa. Tego się nie da załatwić przez dzień, dwa. Ten pan nie może znaleźć żadnych dokumentów. Nie wiadomo z kim i gdzie rozmawiać, nie wiemy, z kim on zawierał umowę na dostawę prądu. To jest wszystko na razie w fazie załatwiania. Szukamy to mailami, faksami, tak, żeby jak najszybciej to załatwić. W tej sprawie musimy współpracować z zarządcą budynku, bo ja mam wielkie obawy, czy tam można podłączać gaz. Wydaje się, że bezpieczniej byłoby zmodernizować instalację elektryczną i zainstalować kuchenkę oraz piec akumulacyjny na prąd.To jest tak małe pomieszczenie, że takie rozwiązanie jest bardziej ekonomiczne – powiedziała nam w piątek kierownik trzebnickiego M-GOPS Ewa Frania. – Jeśli chodzi o koszty, to ten pan ma świadczenia nie przekraczające dwukrotnie naszego kryterium, więc będzie można go wspomóc. Nie wiemy jeszcze, czy ma jakieś zadłużenia. Wcześniej nie korzystał z pomocy, choć przychodził do dziennego domu opieki. Zawsze chciał sobie sam radzić. Ale ze względu na jego wiek i związane z tym utrudnienia od czasu do czasu do niego zaglądamy, nie pozostawiamy go samego. Ponieważ zima jest na razie lekka, skierowaliśmy go do ośrodka wsparcia prowadzonego przez siostry boromeuszki. Tam może zjeść ciepły posiłek i wykąpać się. Jeśli się ochłodzi, umieścimy go gdzieś, gdzie będzie ciepło. Skoro panu powiedział, że chce do domu opieki, skieruję pracownika, żeby do niego poszedł. Jeśli potwierdzi, bierzemy się za dokumentację i od razu załatwiamy. Teraz jesteśmy w trakcie ustalania planu pomocy. Decyzje będą podejmowane po zebraniu wszystkich informacji – powiedziała Ewa Frania i zapewniła: – Na święta nie pozostanie sam. Już jest załatwione, że Wigilię i następne dni będzie mógł spędzić u sióstr.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here