Komu opłaca się likwidować stowarzyszenie?

236

Po raz pierwszy informację o dziwnej sytuacji stowarzyszenia dostaliśmy w sierpniu br. Grupa członków, albo już byłych członków Przylesia 2011 poinformowała nas, że trzy osoby z czteroosobowego zarządu: prezes, sekretarz i skarbnik przejęły całkowitą kontrolę nad stowarzyszeniem i o sytuacji w stowarzyszeniu nie chcą informować nie tylko szeregowych członków, ale i wiceprezesa.Wiceprezes Robert Tyczka zwrócił się więc do starostwa powiatowego, organu kontrolnego dla stowarzyszeń, o spowodowanie, by – zgodnie z prawem – mógł mieć wgląd do dokumentacji stowarzyszenia. Gdy po dwóch tygodniach nie otrzymał satysfakcjonującej odpowiedzi, grupa członków przyszła do redakcji. – Stowarzyszenie miało być już w kwietniu rozwiązane, bo wtedy prawdopodobnie walne zgromadzenie podjęło taką uchwałę. Jednak tego nie można sprawdzić, bo dokumenty przejęły trzy panie z zarządu: prezes. sekretarz i skarbnik. Ani wiceprezes, czyli kolejny członek zarządu, ani nikt inny w stowarzyszeniu nie mogą doprosić się wglądu do dokumentów. Na stronie urzędu gminy pojawiła się informacja, że został skierowany wniosek do sądu o wykreślenie z rejestru stowarzyszeń. Tymczasem w sądzie poinformowano nas, że żadna procedura nie została wszczęta – powiedział nam wiceprezes Robert Tyczka.

Zdaniem wiceprezesa Tyczki, stowarzyszenie powinno zostać rozwiązane z mocy ustawy o stowarzyszeniach, ponieważ nie ma minimalnej liczby, czyli piętnastu, członków. Jak wyjaśnił, Stowarzyszenie „Przylesie 2011” zostało założone na początku 2012 roku. Zajmowało się m.in. promocją produktu lokalnego syrop sosnowy, którego autorką jest skarbnik organizacji. Produkt zdobył I nagrodę w konkursie „Nasze kulinarne dziedzictwo – smaki regionów” i zarejestrowany mógłby przynosić duże profity. Jego zdaniem właśnie syrop sosnowy jest kluczem w tej sprawie, bo mógłby być sprzedawany pod szyldem Przylesia 2011.

Faktem jest jednak, że w stowarzyszeniu doszło do rozłamu, i część należących doń osób złożyła rezygnację. Jeśli pozostało mniej niż piętnastu członków, Przylesie powinno zostać rozwiązane.

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

Rzeczywiście, na stronie internetowej Urzędu Gminy jest informacja, że stowarzyszenie uchwałą członków zostało „faktycznie rozwiązane” i  „zgodnie z przepisami prawa złożony został wniosek do sądu o wykreślenie z rejestru stowarzyszeń. Procedura wykreślenia jest w toku.” Jednak do tej informacji dopięty jest odpis z Krajowego Rejestru Sądowego, informujący, że stowarzyszenie działa i NIE jest wykreślane z KRS. Ówczesny wójt, Robert Borczyk stwierdził, że informację o wykreślaniu stowarzyszenia otrzymał od pań z zarządu.

Stowarzyszenie jest w trakcie wyrejestrowywania. Wniosek został złożony w sądzie we Wrocławiu, a likwidatorem została dotychczasowa sekretarz stowarzyszenia – powiedziała nam prezes Przylesia 2011 Ewa Kuryłowicz. Natomiast sekretarz Krystyna Tyczka wyjaśniła: – Wniosek do sądu o wyrejestrowanie został złożony już w lipcu. Sąd go przyjął, ale nakazał uzupełnić dokumenty – powiedziała. Obie panie zgodziły się na dłuższą rozmowę o stowarzyszeniu, przyczynach jego rozpadu oraz o problemach ze skreśleniem z rejestru. Obie jednak już więcej nie odbierały telefonów z redakcyjnego numeru.

Sprawdziliśmy w Sądzie Rejestrowym we Wrocławiu: rzeczywiście w lipcu złożony został wniosek o rozwiązanie stowarzyszenia. – Wniosek był niekompletny i miał być uzupełniony. Nie został przyjęty, bo osoby, które go składały nie wyznaczyły likwidatora. Żadna procedura nie została więc wszczęta – poinformowano nas pod koniec listopada w sekretariacie sądu.

Do dziś żadnej decyzji w sprawie stowarzyszenia nie podjął także starosta, choć wniosek wiceprezesa Tyczki dostał 18 sierpnia.

Jak nam wyjaśnił sekretarz powiatu Robert Kania, organ nadzorujący ma ograniczone możliwości działania. Zgodnie z ustawą o stowarzyszeniach, ma prawo żądać dostarczenia  odpisów uchwał walnego zebrania oraz niezbędnych wyjaśnień, a w razie stwierdzenia, że działalność stowarzyszenia jest niezgodna z prawem, może wystąpić o ich usunięcie, udzielić ostrzeżenia władzom stowarzyszenia lub wystąpić do sądu o rozwiązanie stowarzyszenia.

Starosta, po otrzymaniu wniosku od wiceprzewodniczącego Tyczki, zażądał od kierownictwa stowarzyszenia wyjaśnień. (Niestety, nie wiemy kiedy, i czy starosta wyznaczył termin na odpowiedź, bo – mimo wniosku – nie otrzymaliśmy kopii tego pisma).

Odpowiedź ze stowarzyszenia Przylesie 2011 nadeszła 20 października. Sekretarz Krystyna Tyczka wyjaśnia m.in.: Stowarzyszenie do listopada 2013 r. osiągało różne sukcesy i jego członkowie brali udział w różnych uroczystościach w gminie Zawonia, powiecie trzebnickim oraz we Wrocławiu. W listopadzie 2013 r. członkowie stowarzyszenia zaczęli składać podania o rezygnację (…). Zmusiła ich sytuacja ciągłych oskarżeń, insynuacji i niedomówień (jednak ani słowa, kto i o co oskarżał lub insynuował – przyp. A.B.) (…) Zarząd podjął decyzję o zwołaniu Walnego Zgromadzenia, które miało się odbyć 12.04.2014. (…) Na zebranie przyszło siedmiu członków, co nie stanowiło quorum. (…) Zgodnie ze statutem stowarzyszenia ustalono następny termin 16.04.04 (…), na zebranie przyszło tylko 5 osób (statut stowarzyszenia Przylesie stanowi, że uchwałę w sprawie zmiany statutu lub rozwiązania stowarzyszenia walne zgromadzenie podejmuje większością 2/3 przy obecności co najmniej połowy członków w pierwszym terminie. Jednak jeżeli w pierwszym terminie nie będzie quorum, wyzncza się drugi termin, na którym do podjęcia uchwał wystarczy zwykła większość bez względu na liczbę obecnych – przyp. A.B.) . (…) podjęto uchwałę o likwidacji stowarzyszenia .

W załącznikach dostarczonych razem z pismem nie było jednak informacji o tym, że sprawdzano obecność na zebraniach (zwłaszcza na pierwszym!).

Od maja zaczęłam wyszukiwać informacje, które pomogły mi w wypełnieniu i złożeniu odpowiednich dokumentów do likwidacji stowarzyszenia. (…) papiery wysłałam w lipcu. 30 lipca otrzymałam od sądu wiadomość, aby dostarczyć druk KRS-ZK (formularz-deklaracja zmiany osób reprezentujących stowarzyszenie, w tym wypadku chodzi prawdopodobnie o wpisanie danych likwidatora zamiast członków zarządu spółki – przyp A.B). Pojechałam osobiście i złożyłam dokument oraz odpowiednie dokumenty wyjaśniające sytuację w stowarzyszeniu. Obecnie czekamy na decyzję sądu.

Tym razem starosta zareagował prawie „błyskawicznie” i już 14 listopada zażądał informacji, na jakim etapie jest ta likwidacja, bo na stronach KRS-u nie ma żadnej wzmianki o wszczęciu procedury likwidacyjnej.

Starosta pouczył także, że zarząd stowarzyszenia ma obowiązek udzielać ustnych i pisemnych informacji członkom stowarzyszenia o jego aktualnej sytuacji, jak również umożliwiać wgląd do dokumentów stowarzyszenia.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here