Szkodliwa chemia rujnuje nam zdrowie

213

Pani Stanisława Krasinkiewicz do mieszkania socjalnego przy ul. Górnej 1A wprowadziła się prawie 3 lata temu. Swoje mieszkanie komunalne zostawiła rodzinie – córce, która od lat starała się o lokal od gminy. Teraz pani Stanisława mówi, że bardzo żałuje swojej decyzji, bo po przeprowadzce bardzo źle się czuje. Z zewnątrz i w środku budynek wygląda bardzo dobrze. Nowa, czysta elewacja, w środku płytki, panele, wygodne ogrzewanie gazowe. Jak na mieszkanie standard bardzo wysoki. Wewnątrz mieszkania to około 30 mkw. Mieszkanie pani Stanisławy jest bardzo czyste, nie ma w nim nawet pyłku kurzu, a choć – mamy już listopad – jest w nim ciepło. Jak się jednak okazuje, to przytulne mieszkanko jest jednak powodem wielu problemów. – Jestem po operacji serca, a teraz mam problemy ze stawami, nerkami i układem oddechowym. Wszystko przez to mieszkanie – mówi pani Stanisława.

Starsza kobieta po roku mieszkania w nowym miejscu zaczęła się źle czuć. Jak mówi, w jej mieszkaniu zaczął być wyczuwalny dziwny zapach. – Cały czas tylko wietrzę i grzeję, żeby tu nie śmierdziało, ale tym dziwnym zapachem przesiąkło już wszystko. Moje ubrania i wszystkie rzeczy śmierdzą. To jest nie do wytrzymania. W dodatku czuję się coraz gorzej. Mam pełną dokumentację medyczną. Lekarz alergolog powiedział mi, że dopóki nie zamieszkam w normalnych warunkach, będę się czuła coraz gorzej. Już teraz mam tak silny napadowy kaszel, że się duszę – mówi oborniczanka.

Mieszkanie z przypadku

Agnieszka Kolińska trafiła do mieszkania socjalnego na Górnej przez zbieg okoliczności. Jej mieszkanie jest bardzo zadbane, ściany są pomalowane. Jednak już kilka minut po wejściu czuje się dziwny, specyficzny zapach. Taki sam jak w mieszkaniu pani Stanisławy. – Po rozwodzie mąż wymeldował mnie z mieszkania komunalnego, którego byłam współnajemcą. Nawet mi o tym nie powiedział i jeszcze zrobiłam wiele opłat.

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

Kiedy wyszło na jaw, że nie mam meldunku, poszłam do gminy zapytać jak to możliwe. Urzędnicy powiedzieli, że popełnili błąd, bo nie powinnam zostać wymeldowana, przeprosili i zaproponowali na rok mieszkanie socjalne. I tak trafiłam tutaj z nastoletnią córką. Miałam mieszkać tu tylko tymczasowo, ale gmina, mimo że popełniła błąd przy wymeldowaniu mnie, nie ma dla mnie propozycji mieszkania komunalnego, a ja chciałbym zacząć normalnie żyć. Przecież mam dorastającą córkę – mówi pani Agnieszka i dodaje, że w tym lokalu w ogóle nie powinna mieszkać. – Jestem osobą pracującą. Dużo nie zarabiam i mając na utrzymaniu córkę żaden bank nie da mi kredytu, ale mieszkanie komunalne byłabym w stanie utrzymać, nawet nie spełniam warunków, żeby mieszkać w lokalu socjalnym – mówi pani Agnieszka. – W moim mieszkaniu jest taki sam zapach jak u pani Stasi. Sąsiadka ma straszny kaszel, ja już też zaczynam dusić się, zwłaszcza kiedy wychodzę z mieszkania na powietrze, mimo że prawie cały czas wietrzę. Nie wiem co siedzi w tych ścianach, ale zauważyłam, że po mniej więcej godzinie przebywania w tym mieszkaniu, na ustach pojawia się jakiś nalot, jakby proszek. Boję się o zdrowie córki i swoje, bo w tych murach coś, co sprawia między innymi, że farba odpada od ścian.

Zdecydowanie najgorzej wygląda trzecie mieszkanie, w którym ulokowano panią Zenonę Maj. U niej grzyb jest widoczny, a w mieszkaniu po prostu śmierdzi mimo, że jak mówi kobieta, ciągle je wietrzy. Pani Zenona trafiła tu 4 lata temu, zaraz po remoncie. Zajmuje skrajne mieszkanie. Na północnej ścianie grzyb jest ogromny i wychodzi spod mebli.

Apele, prośby, badania – co siedzi w murach?

Mieszkańcy zgodnie mówią, że wielokrotnie wnioskowali do gminy o przeglądy instalacji w domu, pokazują dokumenty. Pani Stanisława, mimo podeszłego wieku i złego stanu zdrowia była nawet na sesji Rady Miejskiej, bo jak wtedy mówiła, jest bezradna, a czuje się coraz gorzej.

W zeszłym roku wykonano w mieszkaniu pani Stanisławy (na czas przeprowadzania ekspertyzy przeniosła się do córki) badania składu powietrza, pobrano także próbki tynku. Badania wykazały znaczne przekroczenia dopuszczalnego stężenia substancji chemicznych szkodliwych dla zdrowia, a wydzielanych przez materiały budowlane, a także obecność pleśni – w dopuszczalnych ilościach, ale już przekroczono wartości dopuszczalnej zawartości drożdży.

Konieczne powtórne badania

W budynku, który został przerobiony przez gminę na mieszkania socjalne wcześniej znajdowała się kotłownia, pomieszczenia gospodarcze i warsztat. W każdej gminie zawsze brakuje mieszkań. I  komunalnych i socjalnych. Kiedy tylko pojawiła się możliwość stworzenia w budynku trzech, oddzielnych mieszkań socjalnych, urzędnicy postanowili z niej skorzystać.

Zaraz po tym jak zapadła decyzja przygotowaliśmy projekt, dokumentację techniczną, załatwiliśmy pozwolenie na budowę, a później otrzymaliśmy pozwolenie na użytkowanie – mówi Andrzej Małkiewicz, kierownik wydziału inwestycji i remontów Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich.

Do lokali wprowadziliśmy ludzi i gdzieś po około 3 latach na dziwny zapach zaczęła się uskarżać pani Krasinkiewicz. Kiedy pojechałem na miejsce pierwszy raz, zapach w mieszkaniu wydał mi się normalny, poprosiłem o regularne wietrzenie. Jednak lokatorka nadal się źle czuła, dlatego zleciliśmy badania, które wykonała specjalistyczna firma. Wyniki byłby niepomyślne. Wyszły przekroczenia substancji szkodliwych w mieszkaniu pani Krasinkiewicz. Zasugerowano nam, że powinniśmy badania powtórzyć, ponieważ niektóre substancje mogą się znajdować w meblach lub ubraniach. Okazało się jednak, że aby były one wiarygodne, to musimy powtórzyć je w pustym lokalu – mówi Andrzej Małkiewicz i dodaje, że miasto zaproponowało lokatorce pobyt w hotelu przy OSiR-ze, a jej meble i inne wyposażenie musiałoby również zostać wywiezione do magazynu. – W tej chwili gmina nie ma innego lokalu, który mogłaby zaproponować pani Krasinkiewicz na stałe, a ona sama nie chce wyprowadzić się nawet na czas badań i mamy sytuację patową – mówi urzędnik.

Inspektor daje 60 dni

Powiatowy inspektor budowlany przeprowadził kontrolę w budynku. W postanowieniu, które wydał 28 października wytknął gminie kilka nieprawidłowości dotyczących przeglądów okresowych tego obiektu. W dokumencie napisano, że aby inspektor mógł podjąć kolejne, właściwe kroki co do przyszłości mieszkań, musi zostać wykonana ekspertyza i zaznaczono, że badania muszą się odbywać w pomieszczeniach zamkniętych, bez obecności mieszkańców i po opróżnieniu ich. Na przeprowadzenie niezbędnych prac i wykonanie ekspertyzy inspektor dał gminie 60 dni od dostarczenia pisma.

Na pewno będziemy wnioskować o przedłużenie tego terminu, bo w ciągu dwóch miesięcy po prostu nie zdążymy wykonać wszystkich czynności. Mieszkańcy nie chcą się zgodzić na kilkutygodniową przeprowadzkę, a my nie chcemy wyprowadzać ich na siłę. Ale jeśli inaczej się nie da, to i taką możliwość będziemy musieli rozważyć, aby wypełnić obowiązek nałożony przez inspektora. Jeżeli badania wykażą, że zanieczyszczenie powietrza bierze się z mebli to sprawa będzie prosta, jeśli jednak budynek okaże się źródłem skażenia, to będziemy musieli się zastanowić czy opłaca się w ogóle robić gruntowny remont, bo wtedy koszty mogą przewyższyć wartość mieszkań.

Mieszkańcy postanowili walczyć o siebie i o swoje zdrowie. Jak się jednak okazuje, może to wcale nie być takie proste. – Mnie zaproponowano albo hotel, w którym nie będę mogła nawet nic sobie ugotować, do dyspozycji jest tylko pokój i łazienka, a mnie emerytki nie stać na jedzenie w restauracjach. Jeśli chodzi o inne propozycje, to gmina chciałaby mnie przenieść do kontenera na ul. Grunwaldzką, do mieszkania w pałacu w Borkowicach, o złym stanie technicznym lub na ul. Parkową, gdzie mieszkańcy mają wspólne kuchnie – mówi pani Stanisława. Kobieta obawia się także pozostawienia swoich sprzętów w przechowalni, na czas wykonania nowych badań. Jak mówi to jej cały dobytek. Sytuacja jest wyjątkowo trudna.

O tym, co wykażą kolejne badania i jaki los czeka mieszkańców domu będziemy Państwa informować.  [/hidepost]

3 KOMENTARZY

  1. Będą czekać aż ktoś umrze, taka znieczulica w urzędniczym świecie. Baa prawie jak u lekarza, trzeba czekać i już.

  2. na fotce widać pleśń w narożniku. Więc pewnie w mieszkaniu temperatura jest niższa niż 20 st C albo w oknach nie ma nawiewników i nie są one rozszczelnione

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here