Nadal nie wiadomo, kto pobił kandydata na radnego

200

Przypomnijmy, że do pobicia pana Zbigniewa doszło w piątek, 14 listopada. Kandydat rozwieszał swoje plakaty wyborcze, kiedy został napadnięty i bestialsko pobity. Od razu wezwał policję, ale do szpitala udał się dopiero na drugi dzień, kiedy zorientował się, że jego stan zdrowia się pogarsza.

Ze szpitala zostałem wypisany w ostatni piątek. Na karcie wypisu lekarze napisali, że doznałem złamania dwóch zębów, urazu głowy, wstrząsu mózgu, otarcia naskórka na twarzy, stłuczenia grzbietu nosa, otarcia skóry podudzia. Odczuwam jeszcze inne fizyczne skutki pobicia, ale nie chciałbym o nich mówić. Czuję się upokorzony pod każdym względem: i fizycznym, i psychicznym. Nie potrafię się teraz znaleźć wśród ludzi – powiedział nam pan Zbigniew.

O sprawie pobicia zrobiło się bardzo głośno, bo pan Zbigniew mówił, że jego oprawcy krzyczeli podczas napadu, że „wybiją mu wybory” z głowy. Gdyby okazało się, że w sprawę zamieszany jest jakiś kontrkandydat, sprawa zyskałaby zupełnie inny wymiar, nie tylko chuligańskiego wybryku.

Piotr Stawiński, który był jedynym kontrkandydatem pobitego Zbigniewa Cześniaka czuje, że poszkodowany skierował winę na niego. Jak sam mówi, kontaktowali się z nim dziennikarze z wielu gazet i oskarżeniami jest bardzo zdziwiony i zaniepokojony.

O całej sytuacji dowiedziałem się dopiero w poniedziałek po ogłoszeniu wyników wyborów. Gdy przeczytałem relację w NOWej, to jej opis był jak z jakiegoś filmu gangsterskiego – mówi Piotr Stawiński.

W poniedziałek,  dowiedziałem się o pobiciu od teścia. Od razu zastanowiło mnie kilka rzeczy: dlaczego poszkodowany nie trafił w ten sam dzień do szpitala, dlaczego nie zabezpieczono śladów. Wiem, że w szkole, obok której miało dojść do pobicia jest monitoring, czy ktoś go przejrzał? Policja dopiero w środę zajęła się przepytywaniem ludzi, którzy mogliby cokolwiek widzieć. Dlaczego nie wezwano od razu po pobiciu karetki, dlaczego nie sprowadzono psa tropiącego, żeby sprawdzić dokąd doprowadzi. Pamiętam sytuację gdy jednemu z mieszkańców skradziono nowo posadzone drzewa i do tak błahej sprawy został natychmiast wezwany patrol z psem tropiącym – zastanawia się pan Piotr i jak mówi, choć nigdzie nie padło jego nazwisko, to czuje, że podejrzenia są skierowane w jego stronę.

Nie mam z tym nic wspólnego

Piotr Stawiński stanowczo odżegnuje się od pobicia: – Nie mam z tym nic wspólnego, ludzie wiedzą, że skoro było tylko nas dwóch na liście, to tylko ja mógłbym pobić kontrkandydata. W wywiadzie udzielonym dla Gazety Wrocławskiej pan Cześniak ewidentnie wskazuje na mnie mówiąc ” pobili mnie ludzie konkurenta”. Jestem zbulwersowany z powodu padających na mnie bezpodstawnych oskarżeń. W naszej miejscowości takie rozboje nie miały nigdy miejsca, co najwyżej zdarzały się drobne sprzeczki. Teraz ludzie żyją tą sprawą, rozmawiają ze sobą i wiadomo, że może chodzić o mnie. Jednak nikogo z policji u mnie nie było, nie byłem przesłuchiwany  jako podejrzany. Nikt mnie nie pytał gdzie byłem i co robiłem w tym czasie.

Piotr Stawiński mówi, że mieszkańcy Strzeszowa dobrze go znają. – Mieszkam tu od 39 lat. Prowadzę gospodarstwo rolne. Mój ojciec jest sołtysem. Ja sam nigdy nie miałem parcia na bycie radnym. Nie prowadziłem indywidualnej kampanii, nie  namawiałem ludzi do oddania głosu na moją osobę. Nawet obawiałem się tego, że jeśli coś obiecam i w przyszłości nie uda mi się tego zrealizować to stracę zaufanie mieszkańców. Pan Zbigniew mówił, że ktoś zrywał jego plakaty – moje plakaty także były zrywane, też mógłbym powiedzieć, że ktoś mi je złośliwie zrywał. Tata pomagał mi je rozwieszać, równie dobrze to on mógł zostać napadnięty i pobity. Skąd można mieć pewność, że to właśnie nie o niego chodziło? – pyta.

 Oby szybko się wyjaśniło

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

Bardzo zależy mi na tym, aby sprawa szybko się wyjaśniła. Ja ze swojej strony na pewno nie zostawię tak tej sprawy, będę wnioskował o przeprosiny na łamach prasy od Komitetu „Razem Zrobimy Więcej”, zresztą kontaktowałem się już w tej sprawie z adwokatem. Gdyby to była napaść na tle politycznym, o ile w ogóle taka napaść miała miejsce, to przecież pobici mogliby zostać wszyscy kontrkandydaci Komitetu Jakuba Bronowickiego. Dlaczego taka sytuacja miałaby mieć miejsce tylko w Strzeszowie? – pyta pan Piotr.

Iwona Mazur, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy twierdzi, że policjanci od razu po zgłoszeniu przyjechali na miejsce i zaczęli poszukiwania sprawców pobicia. Policjantka przypomina, że to poszkodowany nie chciał wezwania karetki.

Sprawa będzie prowadzona „w kierunku” art. 158 kk. Zawiadomienie przyjęliśmy od poszkodowanego w szpitalu. Teraz przesłuchiwani są świadkowie i wszyscy, którzy mogą coś wnieść do sprawy. Na tym etapie nie mogę zdradzić więcej szczegółów, bo dochodzenie w tej sprawie trwa.

Art. 158. § 1. Kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.§ 2. Jeżeli następstwem bójki lub pobicia jest ciężki uszczerbek na zdrowiu człowieka, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here