Jak działa szkoła muzyczna

627

Powstanie szkoły muzycznej w Trzebnicy wzbudzało wiele kontrowersji. Kontrowersyjny wydał się nie tylko sam pomysł kierunku kształcenia, ale i koszty jakie pociąga za sobą funkcjonowanie szkoły muzycznej, a także wydatki związane z remontem budynku przeznaczonego na potrzeby placówki, który był znacznie wyższy od zakładanego. Jednak Szkoła Muzyczna im. prof. Edmunda Kajdasza stała się faktem i minął już miesiąc od jej oficjalnego otwarcia. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić, jak placówka funkcjonuje na co dzień.

Dziedziniec jak spod igły

Pamiętamy, że ostatnie prace na dziedzińcu szkoły trwały jeszcze w przededniu jej otwarcia. Ścieżki wyłożone kostką, trawa prosto z rolki, odnowiony budynek i piękne schody wejściowe. To wszystko robi wrażenie. Najniższe piętro szkoły zajmują najmłodsze dzieci z SP nr 2. Sale szkoły muzycznej znajdują się na dwóch piętrach. Każda klasa jest „podpisana”, np. sala do nauki gry na fortepianie, klasa harfy. W szkole nie ma zgiełku i gwaru jak w zwykłych szkołach. Na korytarzach panuje cisza, a dopiero z sal dobiegają dźwięki gry 90 szczęśliwców, którzy „dostali się” do szkoły.

Więcej chętnych niż miejsc

Jak mówi Henryk Rymarczuk, dyrektor szkoły, o przyjęcie starało się ponad 140 dzieci, a dostało się 90. – To pierwszy znany mi przypadek, kiedy szkoła muzyczna przyjęła wszystkich uczniów, którzy pomyślnie przeszli przez rozmowę. Oprócz tego prowadzimy taką klasę przygotowawczą, którą nazwaliśmy grupą zerową. Do niej uczęszcza 80 dzieci. Myślę, że po takim przygotowaniu maluchy będą w przyszłym roku szkolnym zdawać do Szkoły Muzycznej.  Wiem już też, że w przyszłości zajęcia będą musiały się odbywać również w sobotę – mówi dyrektor.

Badamy predyspozycje, a nie umiejętności

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

Dyrektor przyznaje, że chętnych do szkoły było bardzo dużo. – Do szkoły muzycznej nie było takiego typowego egzaminu. Rekrutacja odbywała się na podstawie badania predyspozycji do kształcenia w szkole muzycznej. Dziecko musiało wyklaskać rytm, powtórzyć melodię, wyłapać dźwięk z całego akordu. Niektórzy rodzice mieli pretensje, że dzieci już wcześniej grały w jakimś ognisku, a my ich nie przesłuchaliśmy. Ale my nie badamy umiejętności, a predyspozycje – mówi dyrektor i dodaje, osobiście nie wierzy aby były dzieci, które nie mają słuchu.

Po prostu niektórym dzieciom rodzice nie śpiewali, ani nie śpiewali z nimi. Brak słuchu jak potocznie mówimy, to nie jest kwestia tego, że dziecko nie słyszy dźwięków, a tego, że nie potrafi ich powtórzyć. Widuję dzieci, które chcą powtórzyć usłyszany dźwięk, ale nie potrafią i to bardzo je denerwuje. Myślę, że ta nasza zerówka przygotuje dzieci do badania predyspozycji – zapewnia Henryk Rymarczuk i dodaje, że szkoła „idzie trybem normalnej szkoły” w związku z czym nie będzie naboru zimowego. We wrześniu było rozpoczęcie roku i w czerwcu dziecko dostanie świadectwo.

Najwięcej chętnych na fortepian i gitarę

Uczniowie mogli wybierać instrument, na którym chcieli się uczyć grać, ale pełnej dowolności nie mieli. – Tak jak można było przewidzieć, największą popularnością cieszyły się klasy fortepianu i gitary. Do tych dwóch klas niestety nie mogliśmy przyjąć wszystkich chętnych, bo wtedy mielibyśmy szkołę gitarowo-fortepianową, a przecież chodzi o to, żeby mieć różnorodność. Jak dzieci opanują instrumenty, będziemy musieli stworzyć zespoły kameralne. Do tej pory ustawa wskazywała, że uczniowie szkół muzycznych mogli albo grać w zespole, albo śpiewać w chórze, natomiast od tego roku będą obligatoryjnie grać w zespole kameralnym oraz śpiewać w chórze lub grać w orkiestrze. Tu decyzję podejmuje dyrektor w porozumieniu z nauczycielem instrumentu głównego – wyjaśnia dyrektor.

Dzieci uczą się w następujących klasach: fortepian, gitara, skrzypce, wiolonczela, harfa, akordeon, flet, klarnet, saksofon, trąbka i bardzo mało popularna waltornia. – Apelowałem do rodziców, aby zapisali dzieci do mniej popularnych instrumentów. Nikt na przykład nie zgłosił się na waltornię. Trochę musiałem namówić dzieci na te mniej popularne instrumenty, ale oczywiście nic na siłę. Teraz wszyscy są jednak zadowoleni ze swojego instrumentu. Najmniej uczniów uczy się gry na harfie i waltorni, bo w tych klasach jest po 3 uczniów, a najwięcej na skrzypcach i fortepianie, gdzie mamy po dwóch nauczycieli – mówi dyrektor i jak dodaje, ma nadzieję, że w przyszłym roku uda się jeszcze otworzyć klasę perkusji:

W tym roku zaniechaliśmy tej klasy, ponieważ wyposażenie w instrument jest bardzo drogie. Trzeba pamiętać, że dopóki szkoły nie było, to nie można było liczyć na dotację z ministerstwa, teraz, kiedy szkoła już działa możemy starać się o środki finansowe.

Jeden uczeń, jeden nauczyciel

Uczniowie szkoły mają zajęcia zarówno teoretyczne jak i praktyczne. Te pierwsze odbywają się dwa razy w tygodniu (w sumie 3 lekcje). – Dzieci mają w grupach 12-osobowych zajęcia z teorii, a zajęcia z nauki gry na instrumencie są indywidualne, jeden nauczyciel – jeden uczeń. Takie obostrzenia nakłada na nas ustawa, poza tym nauka gry na instrumencie jest najbardziej efektywna podczas indywidualnych lekcji, które w tej chwili w pierwszej klasie trwają pół godziny. Szkoła czynna jest już przed południem. Część zajęć prowadzi prof. Krystyna Puchała-Kajdasz z dziećmi, które chodzą na drugą zmianę w szkole. Te dzieci ćwiczą jeszcze przed południem. Pan Bąk, który uczy gry na gitarze zaczyna lekcje około południa. Zajęcia trwają do późnych godzin wieczornych.

Instrumenty drogie, ale to inwestycja

Jak wiadomo to trening czyni mistrza, a jak tu trenować i ćwiczyć, kiedy instrumenty są w szkole? – Ze szkoły nie wypożyczamy tylko fortepianów, pianin i harfy. Pozostałe instrumenty można wypożyczyć. Zachęcałem rodziców, żeby kupili instrumenty dzieciom, ale dopiero w chwili kiedy zobaczą, że ich dzieci dobrze się czują z danym instrumentem. Są one drogie, ale to inwestycja. Używane pianino, w dobrym stanie, można kupić za 3-4 tys. zł. Najdroższe są harfy w uproszczonej wersji kosztują 5,1 tys. zł – wyjaśnia dyrektor.

Na razie jeden stopień

Przez wiele lat burmistrz zapowiadał powstanie szkoły muzycznej I i II stopnia, jednak w tej chwili w szkole uruchomiono tylko I stopień. – To, że szkoła jest jednostopniowa to trochę moja zasługa – śmieje się dyrektor. – To ja namawiałem burmistrza, żeby rozpocząć od pierwszego stopnia, a dopiero, kiedy będziemy mieć własnych absolwentów postarać się o uruchomienie nauczania na drugim stopniu. Myślę, że moglibyśmy mieć problemy w pozyskaniu starszych uczniów.

Pierwszy pokaz umiejętności na święta

 Kiedy zatem będziemy mogli usłyszeć pierwsze efekty nauki? – Jak przyjdą święta, to myślę, że część dzieci będzie już potrafiła coś zagrać. Na 18 grudnia planujemy koncert kolęd, na który już dziś serdecznie zapraszam. Będzie to koncert ogólnoszkolny, więc nie wszyscy będą mogli wystąpić. Pierwsze popisy już były. Już skrzypkowie chwalili się swoimi umiejętnościami. Zresztą apelowałem do rodziców, żeby przychodzili i chwalili pociechy. Rodzice są od chwalenia, a nauczyciel od wymagania.

Dyrektor jest mile zaskoczony, że jego pomysł, aby powołać chór rodziców uczniów spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. – Zgłosiło się kilkanaście osób i myślę, że jak pozostali zobaczą efekty, to też będą chcieli wspólnie ćwiczyć. Może już całkiem niedługo ich usłyszymy, bo obecnie ćwiczą kolędy. Chór cieszy przede wszystkim ze względu na naszego patrona,  wybitnego chórmistrza, prof. Edmunda Kajdasza, który ostatnie lata swojego życia spędził w Trzebnicy.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here