Mokra robota w szkole podstawowej

128

Na ostatniej rozprawie zeznanie składała dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 oraz przedstawiciele wykonawcy.

Dyrektorka Grażyna Kantecka stwierdziła, że szkoła miała być oddana do użytku przed rozpoczęciem roku szkolnego, jednak prace były prowadzone jeszcze we wrześniu i październiku. Dodała, że dokładne terminy, kiedy robotnicy mogą wejść do szkoły, każdorazowo uzgadniała z wykonawcami. Prace były wykonywane po południami, nocami oraz w soboty i niedziele.

Stwierdziła także, że po pewnym czasie na ścianach, na których był położony tzw. tynk mozaikowy, zaczęły tworzyć się pęcherze i tynk odchodził całymi płatami. Ponieważ miał on formę folii, dzieci zaczęły to zrywać. Dyrektorka twierdziła, że tynk odchodził samoistnie, a dzieci odrywały tylko wiszące pasma. Jednak na pytanie pełnomocnika strony powodowej, dlaczego te miejsca nie zostawiła do zbadania rzeczoznawcy tylko zostały one wyrównane, stwierdziła, że wyglądały nieestetycznie.

Zupełnie inną wersję przedstawili wykonawcy: inżynier robót, inspektor nadzoru oraz menedżer. Stwierdzili oni, że weszli na budowę jako kolejni wykonawcy. Na budynku nie było dachu. Gdy prosili inwestora o zabezpieczenie przed deszczem, otrzymali odpowiedź z gminy, że w najbliższym czasie…  nie przewiduje się opadów.  Deszcz jednak spadł i zniszczył tynki, stolarkę oraz płytki łazienkowe. Szkody usuwali na własny koszt.

Przedstawiciele ART-Budownictwa stwierdzili, że odbiór techniczny nie stwierdził żadnych poważniejszych usterek, wszystkie zostały usunięte w pierwszych dniach września. Jednak później, już po rozpoczęciu roku szkolnego, kolejne komisje zgłaszały kolejne usterki. Zdaniem wykonawców, mogły one być usuwane tylko po godzinach pracy szkoły, bo dyrektorka nie zgadzała się na zakłócanie lekcji.

Wykonawcy odrzucili zarzut, że tynk mozaikowy został źle położony. Według ich zeznań, specyfika tej masy polega na tym, że tynk dopóki całkowicie nie wyschnie jest bardzo delikatny. Można podważyć go przy ścianie ostrym narzędziem i zerwać. Tynk w SP nr 2 położony został po deszczu na mokrej ścianie, więc schnął powoli  i gdy rozpoczął się rok szkolny był narażony na mechaniczne uszkodzenia. Na potwierdzenie tej tezy stwierdzali, że zniszczeniu uległy tylko ściany, do których miały dostęp dzieci. Tam gdzie tynk mógł schnąć w spokoju, stwardniał i jest nie do oderwania.

Sąd wezwał kolejnych świadków, m.in. pracowników urzędu gminy. Po ich przesłuchaniu zdecyduje, czy powołać rzeczoznawcę.

 

Przypomnijmy, że firma walczy o zapłatę prawie 450 tysięcy złotych, podczas gdy położenie nowego tynku na ścianach, na których został zerwany kosztuje: zdaniem wykonawcy – 35 tys. zł, a zdaniem inwestora – 90 tys. złotych.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here