Wspólnota blokuje, gmina płaci

117

Z prośbą o interwencję zwrócili się do nas państwo Irena i Maciej Imielowie.

Do mieszkania komunalnego w budynku przy ul. Górnej wprowadziliśmy się w 2007 roku, wtedy mieliśmy wspólne z sąsiadem ogrzewanie. Wspólnie kupowaliśmy opał i na zmianę paliliśmy w piecu, który znajdował się w sąsiednim budynku. W innym przypadku musielibyśmy płacić 700 zł czynszu. Przez rok paliliśmy wspólnie, czynsz wynosił 200 zł, a w mieszkaniu mieliśmy ciepło. Tak było tylko przez rok, bo w 2008 roku sąsiedzi założyli ogrzewanie gazowe, w związku z czym Zakład Gospodarki Komunalnej przeniósł nasz piec do piwnicy – opowiada pan Maciej Imiela. Jak dodaje, była to dla jego rodziny komfortowa sytuacja, ponieważ palili sobie sami i sami pokrywali koszty ogrzewania. Było tanio i ciepło. Jednak taki stan rzeczy nie trwał długo. – Okazało się, że wkład kominowy był za wąski i zapychał się. W 2012 roku nadzór budowlany zamknął kotłownię, bo komin był pęknięty, a dym wydostawał się z przewodów kominowych. Abyśmy mieli źródło ogrzewania, w tym samym roku gmina zamontowała ogrzewanie elektryczne. Nie chcieliśmy zgodzić się na takie rozwiązanie, w obawie, że koszty ogrzewania „nas zjedzą”. Mamy tu 60 metrów, ale kubatura i brak ocieplenia powodują, że mieszkanie jest energochłonne. W końcu zgodziliśmy się, ale to miało być tylko na jeden sezon 2012/20013 i pod warunkiem, że my zapłacimy 540 zł miesięcznie, a resztę kosztów pokryje Urząd Miejski – mówi Maciej Imiela i pokazuje stosowne umowy i notatki służbowe, podpisane przez urzędników.

Z powodu „braku możliwości wykonania odpowiedniej wentylacji bez ingerencji w inne mieszkania” (było to niezbędne do ponownego uruchomienia pieca co na węgiel) ogrzewanie elektryczne pozostało jedynym źródłem ciepła w mieszkaniu państwa Imielów. Wtedy gmina odmówiła dopłacania. – Powiedzieli mi w urzędzie, że sąsiedzi wiedzą, że mi gmina dopłaca i powiedzieli, że oni też chcą dopłat. Oczywiście, z jednej strony wcale się nie dziwię, ale z drugiej, mamy z żoną bardzo niskie dochody, a jesteśmy rodziną zastępczą dla naszego wnuka i po prostu nie mamy pieniędzy, tym bardziej, że utrzymanie przedszkolaka też pochłania wielkie środki. W międzyczasie konsultowałem się ze strażakami z różnych miast, bo na poddaszu, gdzie są drewniane stropy była kotłownia. Strażacy mówili, że taka sytuacja była niedopuszczalna. Tam jednak gmina pozwoliła na kotłownię, a mnie nie. Po sesji, która odbyła się w grudniu zeszłego roku, po rozmowie z burmistrzem w obecności przewodniczącego rady Henryka Cymermana, burmistrza i pana Andrzeja Małkiewicza wyrażono zgodę na dopłaty na zeszłorocznych zasadach. I znów gmina zobowiązała się do dopłacania do rachunków za prąd z budżetu gminy w sezonie grzewczym 2013/2014 – mówi poirytowany Maciej Imiela

Ekspertyza: konieczny generalny remont

Jak mówi pan Maciej, pod koniec grudnia przyjechała ekipa, która na zlecenie gminy wykonała gruntowną ekspertyzę budynku, która ma ponad 160 stron. – Z dokumentu wynika, że budynek jest zużyty w ponad 60 procentach.

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym.

[hidepost=0]

W związku z tym powiatowy inspektor budowlany wydał decyzję, że musi zostać wykonany między innymi remont stropów. Ponieważ było tyle problemów technicznych, żeby przywrócić ogrzewanie na węgiel, skłoniliśmy się ku ogrzewaniu gazowemu. Jednak okazało się, że pojawiły się problemy z wentylacją, bo na wystawienie rury wentylacyjnej musi się zgodzić konserwator zabytków. W styczniu otrzymałem od pani konserwator zgodę na wystawienie kominka. Znalazłem osobę, która zrobiła projekt. Jednak w kwietniu tego roku sprawa utknęła, bo pan Andrzej Małkiewicz powiedział mi, że muszę jeszcze uzyskać zgodę wspólnoty. Burmistrz Karol Kos przekazał mi informację, że wspólnota nie wyraziła zgody na to, aby wystawił kominek wentylacyjny na ganku lokalu, w którym mieszkam. Burmistrz powiedział mi, że w takiej sytuacji gmina jest bezradna i przyznał, że również jego zdaniem jest to działanie na złość mi przez wspólnotę, która zaznaczyła, że jeżeli zrobię na własny koszt całe ogrzewanie to wtedy się zgodzi – mówi Maciej Imiela i dodaje, że jego zdaniem to jest szantaż.

Oborniczanin mówi, że dowiedział się w Funduszu Ochrony Środowiska, że istnieje możliwość zwrotu  około 50 procent kosztów, w przypadku wymiany pieca na ogrzewanie gazowe. – Wystarczyłby piec jednofunkcyjny, bo ciepłą wodę mamy z bojlera. Okazało się, że i w tym przypadku byłyby problemy z kominem wentylacyjnym, bo sąsiadka z lokalu socjalnego nie zgodziła się na to, żeby zlikwidować jej kuchnię węglową. W czerwcu zostaliśmy wezwani przez gminę w związku z nową uchwałą RM, o wykupie mieszkań. Burmistrz powiedział mi, że mam wykupić mieszkanie, bo w innym przypadku mogę być przeniesiony do innego lokalu. Bardzo chętnie wykupilibyśmy mieszkanie, bo wykonaliśmy w nim wiele remontów, ale po tym jak widziałem ekspertyzę, to wiem, że w ten dom trzeba włożyć miliony. Poza tym, wiem że 6 listopada ma być na inspekcji Maciej Rataj, powiatowy inspektor budowlany, który na pewno wskaże, co jest do robienia – tłumaczy Maciej Imiela. Najemca mieszkania skierował do sądu sprawę przeciw burmistrzowi Obornik Śl. i wspólnocie mieszkaniowej.  Sprawą zajęła się prokuratura w Strzelinie.

Gmina chce zamontować ogrzewanie gazowe

Ostatnio został wykonany remont przez jednego z mieszkańców budynku, w wyniku którego z przewodu kominowego został odłączony piec węglowy. Na nasze zlecenie mistrz kominiarski dokonał w dniu 30 października sprawdzenia stanu technicznego tego przewodu kominowego – mówi Andrzej Małkiewicz, kierownik wydziału inwestycji i remontów w Urzędzie Miejskim w Obornikach Śl. i dodaje, że zgodnie z informacją przewód jest załamany w kilku miejscach co uniemożliwia zamontowanie wkładu o odpowiedniej średnicy. – Wynika z tego, że nie można podłączyć do tego przewodu pieca węglowego. Możliwe jest podłączenie kotła gazowego po opracowaniu dokumentacji technicznej i uzyskaniu pozwolenia na budowę. W ostatni piątek gmina wystąpiła do zarządcy budynku  z wnioskiem o wyrażenie zgody na wykorzystanie przewodu do podłączenia pieca gazowego, który będzie służył do ogrzewania lokalu mieszkalnego pana Imiela. Po uzyskaniu zgody przystąpimy do opracowania dokumentacji technicznej – mówi kierownik.

Państwo Imielowie podkreślają, że sprawa jest wałkowana od 3 lat i dalej są w martwym punkcie.

Ja wiem, że gmina nie ma obowiązku mnie finansować co roku, ale gdybym miał możliwość założenia ogrzewania gazowego, to bym to zrobił – zapewnia Maciej Imiela.

Komentarz:

Pewnie niejeden lokator czy właściciel domku chciałby, żeby gmina kupiła mu tonę lub dwie opału, albo pokryła choć w części koszt ogrzewania. Tu jednak sytuacja jest patowa: lokator mieszkania komunalnego chce zmienić ogrzewanie na inne, gazowe, ale jeśli miałoby to być finansowane z budżetu gminy nie zgadzają się na to pozostali mieszkańcy, czyli wspólnota. Jeśli lokator miałby sam zapłacić – nikt nie widzi przeszkód. Państwo Imielowie pewnie chętnie wykupiliby mieszkanie, ale obawiają się, że budynek jest w tak fatalnym stanie technicznym, że inspektor nadzoru budowlanego może nakazać generalny remont lub przeniesienie mieszkańców ze względów bezpieczeństwa do innego budynku. Czy naprawdę nie da się tej sprawy załatwić bezkonfliktowo? Może trzeba tylko trochę dobrej woli i zrozumienia sytuacji innych.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here