Wątpliwa cnota izolacji – Afiszowe awantury

97

Kultura to pojęcie uniwersalne. W przeciwieństwie do ideologii czy polityki nie da się zawłaszczyć przez określonego człowieka, czy grupę ludzi, co nie oznacza, że prób takich nie podejmowano. Zwykle jednak, gdy próbowano sztucznie wyodrębnić jakąś „prawdziwą” kulturę, która miała zdominować, czy wyprzeć inne „mniej prawdziwe” zjawiska kulturalne, kończyło się to klęską twórców takich hierarchii i podziałów.

Jeśli w małym miasteczku działa instytucja zajmująca się sprawami kultury (ośrodek, dom czy centrum) to powinniśmy mieć pewność, że jednym z podstawowych celów jej działalności będzie integracja i koordynacja wszelkich działań kulturalnych i kulturotwórczych, jakie się dokonują na terenie jej oddziaływania i dotyczą mieszkańców tego terenu. Chodzi tu również o propagowanie kultury w jej najbardziej podstawowym znaczeniu, a więc zaznajamianie odbiorców z dorobkiem kultury światowej czy krajowej poprzez organizowanie spotkań, koncertów, czy imprez prezentujących, jeśli to możliwe wykonawców najwyższej klasy, zawsze przy współdziałaniu ze wszystkimi podmiotami, które się działalnością kulturalną zajmują.

W Trzebnicy niestety, od dawna sprawy się mają inaczej. Od wielu lat dom kultury był instytucją, która interesowała się tylko tym, co sama w tej dziedzinie miała do zaproponowania. Działalność innych (spółdzielni mieszkaniowej, towarzystwa regionalnego, czy klasztoru) była niejednokrotnie traktowana jako „konkurencja” i raczej tolerowana niż popierana.

Ponieważ niejednokrotnie na taki stan rzeczy utyskiwałem, postanowiłem (kilka lat temu) zwrócić się z tą sprawą do władzy w mieście najwyższej, czyli burmistrza. Zaproponowałem (argumentując jak wyżej) by w Trzebnicy powstały specjalne tablice (gabloty), w których mogłyby się znaleźć wszelkie informacje o działaniach kulturalnych podejmowanych na naszym terenie. Moje racje (jak mi się wtedy wydawało) trafiły do włodarza i ku wielkiej mojej satysfakcji gabloty w kilku punktach Trzebnicy się pojawiły.

Aliści po kilku miesiącach okazało się, że powstały wcale po to, aby służyć pełnej informacji o wydarzeniach kulturalnych, ale że zamieszczane tam będą jedynie afisze imprez, które organizuje dom kultury. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zetknąłem się z taką interpretacją, interweniowałem u burmistrza i to ze skutkiem pozytywnym. Potem, niestety było już inaczej.

Tu warto chyba zastanowić się nad zupełnie dla mnie niezrozumiałym podejściem szefa miejskiego samorządu do idei Wieczorów Lisztowskich. Koncerty prezentujące wielkich wykonawców muzyki kameralnej (najczęściej fortepianowej) mają w Trzebnicy (podobnie jak w Obornikach Śląskich) długą tradycję. W Trzebnicy rozpoczęły się równe 20 lat temu, a od 1997 r. odbywają się regularnie. Przez wiele lat były finansowane przez Spółdzielnię Mieszkaniową. Później po odejściu na emeryturę prezes Ireny Kahalik i zdominowaniu Rady Spółdzielni przez „skrzydło przeciwkulturalne” środki na organizację koncertów pochodziły z budżetu gminy, najpierw samodzielnie, potem wspólnie ze starostwem.

Potem zaś stało się coś dla mnie zupełnie niepojętego – burmistrz, który koncerty popierał i współpracował z prezesem Towarzystwa Lisztowskiego, nagle zmienił front i odwrócił się od tego szlachetnego, społecznie ważnego i wcale nie tak kosztownego przedsięwzięcia (za kilkanaście tysięcy złotych rocznie odbywa się cykl ok. 10 koncertów, prezentowanych przez znakomitych artystów, często o światowym uznaniu).

Są dwa domniemania dotyczące motywów takiego postępowania trzebnickiego burmistrza. Mógł być to krok następny w kierunku izolacji i odżegnania się od współpracy ze starostą. Inne tłumaczenie, nie wykluczające tego pierwszego, to fakt, że Wieczory Lisztowskie nie były propagowane jako impreza „pod patronatem” burmistrza. Podobna sytuacja zdarzyła się z koncertami festiwalu Jazz nad Odrą, które także początkowo organizowane były przez gminę.

Koncert lisztowskie zostały więc przejęte przez Starostwo Trzebnickie. W związku z tym zostały przez burmistrzowskich pracowników centrum kultury zaliczone do kategorii „kultura obca”, co się wiązało z odmową wieszania afiszów w gminnych gablotach, ale także z całkowitym pomijaniem informacji o nich w Panoramie Trzebnickiej, biuletynie utrzymywanym wszak z pieniędzy podatników.

Opisywałem już kiedyś szczegółowiej moje (bezskuteczne na ogół) boje o dotarcie do społeczeństwa naszego miasta z informacjami o koncertach muzyki, m. in. Chopina, Mozarta, Bacha, Czajkowskiego, Liszta czy Beethovena. Nie chcę się powtarzać, gdy chodzi o szczegóły. Ale warto zwrócić uwagę na parę spraw natury ogólnej. Przede wszystkim, przyglądając się z bliska stosowanym wobec moich starań metodom odmowy, można je uznać za klasyczny przykład „spychokracji”. Oto, gdy prosiłem o pomoc burmistrza, stwierdzał on, że decyzja w „takiej” sprawie należy do szefa domu kultury, ew. działu promocji. Gdy zaś wędrowałem do wskazanych osób, okazywało się „oczywiście”, że nie mogą oni podjąć „takiej” decyzji bez zgody burmistrza. Podobnie „wyćwiczone” były reakcje wiceburmistrzów i sekretarza gminy (klasyczny przykład takiego wypaczenia demokracji mamy co tydzień w redakcji NOWej, gdy dziennikarze bezskutecznie pytają o plan pracy burmistrza na nadchodzący tydzień.)

Drugie z zaobserwowanych zjawisk zasługuje moim zdaniem na określenie hipokryzji. Z jednej bowiem strony obecny burmistrz przejdzie do historii miasteczka jako organizator bardzo ważnej i potrzebnej placówki edukacyjnej, jaką jest Szkoła Muzyczna. Pod patronatem burmistrza odbyło się także szereg ważnych i wartościowych koncertów, choćby Wratislavii Cantans, czy Festiwalu Muzyki Współczesnej. Co więcej, to właśnie burmistrz zakupił od Spółdzielni Mieszkaniowej fortepian, ratując go od sprzedaży poza nasze miasto. Takie działania kwalifikowałyby go do medalu zasłużonego działacza kultury. Ale z drugiej strony bojkot innych, uznanych za gorsze, bo niegminne, działań kulturalnych (przykładem jest także demonstracyjne wycofanie się ze współorganizowania Festiwalu Muzyki Kameralnej, czy zamknięcia na kilka lat uratowanego fortepianu) skłania by zapytać, czy w ostatnich latach trzebnickiemu burmistrzowi chodziło o autentyczne działania kulturalne, czy też tylko o takie, które służyć miały pomnożeniu zasług własnych, bez jakiejkolwiek chęci współdziałania z innymi. A izolacja, szczególnie w przypadku kultury, to bardzo niewłaściwa postawa.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here