Jak powstały Kocie Góry? (opowieść bajkowa)

295

I rzeczywiście przybyły tu istoty ludzkie zwane Słoneczną Gromadą, bo oddawały cześć boską Słońcu, które uważały za dawcę jasności, ciepła i życia. Byli to ludzie pozytywnie nastawieni do świata, życzliwi i serdeczni wobec innych żywych stworzeń.

Wkrótce Słoneczni odkryli, że skaliste góry nie są niezamieszkałe. Ich gospodarzami były potężne koty, o rozmiarach znacznie przewyższających dzisiejsze lwy i tygrysy. Budziły respekt, ale wkrótce okazało się, że dadzą się obłaskawić. W zamian za świeże mleko i ciepło domowych ognisk chroniły ludzkie siedziby przed atakami nieprzyjaciół. Ich potężne  kły i pazury odstraszały wszystkich, którzy chcieliby zakłócić spokój Słonecznej Gromady.

Całkiem niedaleko, nad Baryczą, żył sobie wtedy sporych rozmiarów smok, który nosił imię Grodek. Był jak każdy smok dość żarłoczny, ale charakter miał poczciwy, cenił dobre sąsiedztwo i nie polował na swą zdobycz w najbliższej okolicy. Jego stosunki, zarówno z  ludzką gromadą, jak i z kocimi władcami skalistych gór układały się poprawnie.

Więcej po zalogowaniu lub w wydaniu papierowym. [hidepost=0]   

Tak było dokąd nie pojawiła się w nadbaryckiej krainie czarownica Żmicha, która budziła podziw swym wdziękiem, ale serce miała czarne i pełne nienawiści wobec wszystkiego co dobre i piękne. Przybyła do siedziby Grodka i szybko go oczarowała. Smok zakochał się bezmiernie i postanowił, że skłoni Żmichę do małżeństwa. Czarownicy nawet to odpowiadało, ale nie podobała  się jej panująca w okolicy sielanka. Szczególną jej zawiść budzili ludzie. Nie mogła wprost ścierpieć, że są tak radośni i szczęśliwi. Postanowiła zniszczyć ich krainę i taki warunek małżeństwa postawiła zakochanemu smokowi. Grodek trochę się stropił, ale bardzo chciał zdobyć czarowną Żmichę, więc zgodził się spełnić jej życzenie. Zamierzał spalić siedziby ludzkie ogniem buchającym ze swych paszcz (a miał ich aż siedem!). Ale modlitwy ludzkiej gromady sprawiły, że Słońce poprosiło o pomoc swego Deszczowego Brata, który skutecznie ugasił wzniecone przez smoka pożary. Zniechęcony smok machnął ogonem i poczłapał do swej jaskini.

Wtedy Żmicha wymyśliła inny sposób zagłady ludzkich siedzib. Udała się do siedzib górskich kotów i próbowała namówić  je by zarzuciły zamieszkałą przez ludzi dolinę potężnymi głazami. Kiedy koty się nie zgodziły zaczęła im grozić. Powiedziała, że zna czary groźne i niezwykłe, i może ich użyć przeciw każdemu, kto nie podporządkuje się jej planom. Ale koty ze skalistych gór pozostały wierne swym ludzkim przyjaciołom.

Wtedy rozwścieczona Żmicha rozpoczęła swe złowrogie czary. Okazało się jednak, że jej potęga nie była tak wielka jak się jej wydawało. Ale chociaż niczego nie udało jej się zniszczyć, wiele rzeczy przemieniła. Wielkie kamienne góry stały się niskimi pagórkami, a potężne kocie stworzenia przybrały postać małych kotków. Ludzi zaś czarownica cofnęła w czasie o 120 pokoleń. Odebrała im umiejętność posługiwania się narzędziami rolniczymi, hodowania zwierząt, a także język, którym porozumiewali się między sobą. Z osiadłej Słonecznej Gromady stali się koczowniczą grupą, którą dzisiejsi uczeni- archeolodzy określają mianem praludzi – Homo erectus.

Słoneczni nie załamali się jednak i po wielu, wielu wiekach wędrówek odrobili zaległości cywilizacyjne i ponownie zamieszkali w dolinie. A później otoczyli opieką małe dzikie koty, które licznie zamieszkiwały okolicę.  Zaś otaczające osadę pagórki nazwali Kocimi Górami.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć co stało się ze smokiem i czarownicą.  Gdy Grodek zobaczył do jakich bezeceństw jest zdolna jego wybranka, przejrzał na oczy,  ostatecznie zerwał zaręczyny i wygnał ją ze swego królestwa. Wściekła Żmicha odleciała na zachód w góry Harz, ale na odchodnym pomniejszyła jeszcze swego byłego narzeczonego do postaci, w jakiej jest dziś widoczny na pomniku koło Żmigrodzkiego Ośrodka Kultury. [/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here