Las rośnie powoli

148

Leśnicy z Nadleśnictwa Oborniki Śląskie,  a jest ich w jedenastu leśnictwach trzydziestu pięciu, oprócz oficjeli zaprosili na jubileusz  kilkudziesięciu emerytowanych kolegów. – Jest to  spotkanie pokoleń,  podziękowanie za to, że przekazali nam las w dobrym stanie – powiedział nam nadleśniczy Kazimierz Pakulski.

Po Mszy św. polowej zasłużony  emerytowany leśnik Piotr Blejder został uhonorowany najwyższym odznaczeniem w branży – Kordelasem Leśnika Polskiego (kordelas to specjalny nóż myśliwski, noszony przy mundurze galowym, tak jak broń biała w wojsku).

[hidepost=0]

Życzenia byłym i obecnym pracownikom obornickich lasów złożyli m.in. dyrektor regionalny Lasów Państwowych Grzegorz Pietruńko, wicestarosta Arkadiusz Poprawa i wiceburmistrz Karol Kos.

Nadleśnictwo Oborniki Śląskie jest jednym z 430 w kraju. Zajmuje obecnie powierzchnię ponad 15 tys. hektarów w trzech powiatach: trzebnickim, wołowskim i wrocławskim. Składa się jedenastu leśnictw, w których służbę pełni 35 osób służby leśnej i Straży Leśnej. Gospodarzem wszystkiego jest nadleśniczy Kazimierz Pakulski.- Tu nie zysk jest najważniejsze. Liczą się przede wszystkim funkcje ekologiczne -las chroni glebę i  powietrze oraz funkcje społeczne, a dopiero na końcu gospodarcze, czyli produkcja drewna – powiedział nam i dodał, że obornickie lasy rosną nie tylko w górę. Przez ostatnie dwadzieścia lat zalesiono ponad 1 tys. ha nieużytków.

Gospodarka leśna to pozyskiwanie drewna, czyli ścinanie drzew. Wbrew jednak obiegowym opiniom, leśnicy prowadzą racjonalną gospodarkę leśną. Żeby nie uszczuplić zasobności lasu  w jednym miejscu można wyciąć maksymalnie do 4 ha drzew. Ale takie powierzchnie wycina się wyjątkowo. W praktyce wyznacza się tzw. gniazda, które mają od kilkunastu do 40 arów. Gdy drzewa osiągną wiek rębności, wycina się 1/3 drzew na tym terenie i tam prowadzi się nowe nasadzenia. Po latach ośmiu latach wycina się kolejne 1/3. Dzięki temu, zanim stare drzewa zostaną ścięte, młode mają 16 lat. To mało, bo pełną „dorosłość” uzyskają w wieku 80-120 lat.

Obornickie bory to także ostoja zwierzyny. W tym wypadku nie sprawdza się powiedzenie, że od przybytku głowa nie boli. Najbardziej boli z powodu dzików. Ze względu na intensywną uprawę kukurydzy, populacja tych zwierząt wzrosła bardzo. A dziki powodują szkody w uprawach, niszczą znacznie więcej niż mogą zjeść. Dlatego konieczny jest ich planowy odstrzał. Robią to myśliwi zorganizowani w kołach  łowieckich.

W obornickich lasach można także spotkać: jelenie, sarny, daniele, lisy. Z trudem odbudowywana jest populacja zajęcy.  Z trudem, bo znacznie wzrosła – dzięki rozrzucaniu szczepionki przeciw wściekliźnie – liczba lisów. Z tego samego powodu trudno o bażanty i kuropatwy. Za to często wpadają tu dzikie kaczki i gęsi, które na stałe mieszkają – a właściwie stołują się – na milickich stawach.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here