Tłumy na otwarciu Lidla

210

Ja przyszłam tutaj, bo dziś na pewno będzie dużo taniej. W radiu podawali niektóre ceny, to wychodziły bonifikaty gdzieś o 20 procent – powiedziała nam pani, która przyszła pod sklep przed wpół do ósmej.

Przed sklepem toczyła się już giełda. – Słyszałam, że dla pierwszej dziesiątki będą telewizory – zapewnił jeden z kolejkowiczów nowo przybyłych. – Wystarczy dla wszystkich – powiedziała jedna z klientek. – Tak, dostaniemy. Po baloniku – ostudził emocje inny kolejkowicz. A na pytanie, dlaczego wstał tak wcześnie, odpowiedział: – Bo może zabraknąć.

[hidepost=0]

Okazało się, że pierwsza klientka pod Lidlem stoi od godz. 7. W sklepie już byli wtedy pracownicy. O godz. 7.30 przyszły młode dziewczyny. To hostessy. Będą częstowały: może słodyczami, może kawą. – Na pewno, jeśli będą premiować pierwszych klientów, to zrobi to ktoś z kierownictwa. Przed sklepem jest niewiele ponad dziesięć osób.

Piętnaście minut przed otwarciem, przed sklepem zrobił się ruch. Pracownicy krążą między pawilonem a rozstawionym kilkadziesiąt metrów dalej namiotem. – Tu będziemy częstowali produktami, które w tym tygodniu są w promocji – objaśniają hostessy. – Ale będzie można przyjść później, jak już będzie prowadzona normalna sprzedaż. Kolejka liczy już blisko sto osób, a ludzi stale przybywa.

Próba mikrofonów, pierwsze dźwięki muzyki, która będzie towarzyszyć klientom przez cały dzień.

Przyjechał ksiądz Jerzy Olszówka, proboszcz z parafii św. Bartłomieja i św. Jadwigi. Pobłogosławi sklep, pobłogosławi kupujących. A później… niech się dzieje – popłynęło z głośników. Na plac wyszli panowie w garniturach, żeby przywitać się z księdzem.

Jeszcze zaproszenie do namiotu na kawę zaparzaną przez „naszych najlepszych baristów”, ale nikt się nie rusza. Kolejka liczy już blisko 200 osób. Do otwarcia jeszcze sześć minut, jeszcze pięć minut, jeszcze…

Przed sklepem hostessy częstują świeżymi rogalikami, inne wynoszą naręcza czerwonych róż. A punktualnie o godzinie 8 przed sklep wyszedł dyrektor regionalny sieci Aleksander Kaczor, przedstawił kierowniczkę sklepu i opowiedział co w którym miejscu na półkach można znaleźć. Potem poprosił pierwszą klientkę o pomoc w przecięciu wstęgi.

Ksiądz, poświęcił sklep i klientów. Gdy otworzyły się drzwi marketu oczekiwało nie więcej niż 300 osób. Mimo to tłum przed wejściem gęstniał. – To i tak nie to, co się działo gdy otwierano pierwsze markety. Ale cóż, ludzie się już przyzwyczaili – powiedział nam mieszkaniec, który przyszedł tylko popatrzeć. – Kupować będę później, jak się zrobi luźniej.

Kilka minut po otwarciu sklepu pierwsi klienci już wychodzili: – Nie wybierałem nic. Kupiłem tylko to, co kazała mi żona. To jest odkurzacz w promocji i dużo taniej niż gdzie indziej – powiedziała nam pan Stanisław, który jako jeden z pierwszych klientów wyszedł ze sklepu. Zaraz za nim od kasy odszedł pan Andrzej, który na otwarcie Lidla przyjechał z Wrocławia. – Kupiłem odkurzacz i garnek, bo markowe i bardzo tanie – powiedział.

Na pierwszą klientkę, która kupowała artykuły spożywcze, a nie sprzęt gospodarstwa domowego, czekaliśmy ok. 15 minut. – Jechałam akurat do pracy, więc skręciłam na zakupy. Lubię Lidla i jak jestem we Wrocławiu zawsze w tym sklepie robię zakupy. Teraz będę miała bliżej, bo mieszkam pod Trzebnicą i tędy jadę do pracy – powiedziała nam p. Marzena.

Konkurs z gazetą

Szansę na nagrodę od Lidla mieli także nasi Czytelnicy, którzy odwiedzili sklep rano w dniu otwarcia. W poprzednim numerze ogłosiliśmy wspólny konkurs. Wystarczyło pójść rano do sklepu i sprawdzić, jakiej marki wędliny są w ofercie sklepu i jako pierwsi nas o tym poinformować. Telefony się rozdzwoniły jeszcze przed dziewiątą, później przez kilkadziesiąt minut, nasz numer prawie bez przerwy był zajęty. Jako pierwszym, udało się dodzwonić trzem Paniom. Ich  zdjęcia z prezentami od Lidla prezentujemy powyżej.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here