Stare motory to ich hobby

1285

Od pewnego czasu obserwujemy, że pojawia się coraz więcej klubów i stowarzyszeń, które pielęgnują stare tradycje, również motoryzacyjne. Dziś przedstawiamy Klub Miłośników Jednośladów PRL-u.

 Zaczęło się od sentymentu taty

Istnienie klubu zapoczątkował Marcin Tyrała, mieszkaniec Osolina. Jak się okazuje, pasję do starych motorów rozbudził w nim i jego bracie tata.

Dwa lata temu, mój tata Stanisław jechał samochodem przez Oborniki i zobaczył, jak jakiś mężczyzna podróżował starym motorem, to chyba była WSK-a. Wtedy wróciły jego wspomnienia z młodości i przyszła mu ochota na to, żeby znów kupić taki motocykl. Dwa miesiące chodził za mną i za moim bratem Mateuszem, cały czas nam mówił: „no kupmy taki motor i zróbmy go”. Brat był do tego pomysłu bardzo sceptycznie nastawiony. Tłumaczył tacie, że będzie problem z tym, żeby kupić taką staroć, a jeszcze większy, żeby ją wyremontować. Okazało się jednak, że w Borówku, u naszego dziadka, gdzieś „spod ziemi” wydobył właśnie taką starą maszynę. Była w bardzo złym stanie, w dodatku zdekompletowana. Przez rok ją składaliśmy. Zdobyliśmy silnik. Wyremontowaliśmy go, brat pomalował i pierwsza nasza WSK-a zaczęła jeździć – mówi  Marcin Tyrała i dodaje:

Przyznam, że spodobało nam się grzebanie w takich maszynach. Dlatego potem ja kupiłem ogara z 1986 roku i przez zimę, w garażu wyremontowałem go – mówi pan Marcin, który przyznaje, że to dzięki Arkowi Kucharskiemu, jego koledze z Bagna, powstał klub.

 Było nas coraz więcej

Jak się okazało, w okolicy jest więcej miłośników starej motoryzacji.

Arek poradził mi, żebym powiedział innym o pomyśle odnawiania starych motorów. Zresztą on też ma taką maszynę, ale nie ma czasu, żeby ją zrobić. To on założył nam profil na Facebooku i dzięki niemu znalazłem innych pasjonatów: Łukasza Głowiaka z Kuraszkowa, Tomka Nowaka z Rościsławic, Mateusza Witana z Bagna, Sebastiana Suwarę ze Skokowej, który ma z nas wszystkich największe perełki, bo ma pierwszego komara 232, jeszcze na sztywnej ramie. Jego motor jest doskonale odrestaurowany, na oryginalnych częściach. Teraz ma malucha z 1977 roku, na starych bębnach – to pierwsze maluchy, które były produkowane. I tak krok po kroku, z biegiem czasu przyłączyło się do nas wiele osób. Teraz jest nas już 15 posiadaczy starych motorów – mówi inicjator pomysłu.

Jest klub, będzie stowarzyszenie

Pasjonaci starej, motocyklowej motoryzacji zrzeszyli się w Klubie Miłośników Jednośladów PRL-u. To właśnie ich można było spotkać w ostatnim czasie na wielu imprezach.

Ponieważ jest nas coraz więcej, postanowiliśmy założyć stowarzyszenie. Oficjalnie stanie się to 20 września. Mamy już logo i nazwę. Dostaliśmy propozycję przyłączenia się do RetroTraktora, ale nasi sąsiedzi z Wielkiej Lipy są kojarzeni z traktorami, a nas interesują jednak najbardziej motory. Co ciekawe, wśród członków stowarzyszenia będą 3 dziewczyny. Zrzeszamy ludzi z Osolina, Bagna, Skokowej, Kuraszkowa, Rościsławic, Raszowic, Zakrzewa i z Górowej. Jesteśmy porozrzucani po całym powiecie, a mamy nadzieję, że dołączą do nas kolejne osoby – mówi Marcin Tyrała i podkreśla, że stowarzyszenie nie będzie miało jednego lidera, a wszyscy członkowie będą mieli takie samo prawo decydowania o jego losie. – Warto dodać, że skupiamy bardzo młodych ludzi. Ja jestem najstarszy. Średnia wieku u nas to 20 lat, a najmłodszy jest Kevin, który niedawno wyprawiał osiemnastkę.

Stara motoryzacja w cenie

Na styku gmin Prusice i Oborniki Śląskie jest wielu miłośników starej techniki. Czesław Suchacki i Łukasz Wójtowicz, którzy przy pomocy mieszkańców Borówka stworzyli Skansen Maszyn Rolniczych, żeby zdobyć kolejne eksponaty jeździli po całej Polsce. Jak mówili, większość starych sprzętów została już albo oddana na złom, albo też jest w bardzo złym stanie. A skąd można zdobyć stary motor lub części do niego? – Łukasz Głowiak był nawet w Rzeszowie. Przeszukujemy też strychy, piwnice i garaże naszych rodzin. W większości jednak obserwujemy aukcje na portalach takich jak Allegro lub OLX – mówi Marcin Tyrała i dodaje, że doskonałym sposobem na złapanie kontaktu z posiadaczami starych części są wizyty klubowiczów podczas festynów i dożynek.

Prowadzimy konkursy wiedzy dotyczące motoryzacji z czasów PRL-u i zawsze na końcu mówimy, że jeśli ktoś ma jakiś stary motor, to zapraszamy do naszego grona lub prosimy o odsprzedanie. Poszukujemy motorów polskich, czechosłowackich i niemieckich, które mają kilkadziesiąt lat – zaznacza pan Marcin.

Członkowie klubu starają się remontować motory na starych, jak mówią peerelowskich, oryginalnych częściach. Oddają je do regeneracji i jak przyznają, czasem to „skórka za wyprawkę”.

Lepiej odnowić stare części, bo wiemy, że na nich długo pojeździmy. Te, które są bardziej dostępne, są niestety wykonane z lichych materiałów. Niektóre części wyciągamy ze stodół. Bardzo chciałbym podziękować Bartkowi Malcowi, który przyjechał do mnie kiedyś i oddał mi motor z 1958 roku cały, kompletny do renowacji. To było cudo. To będzie pierwszy motor zarejestrowany na nasze stowarzyszenie. Wielki ukłon dla Bartka. Nie sądziłem, że są jeszcze tacy ludzie. Inne części kupujemy na przykład przez ogłoszenia, ale większość ludzi, za kawałek złomu chce ogromne pieniądze, bo mówią, że to są „zabytki”. Są, ale bardzo zaniedbane – przyznaje miłośnik starych motocykli i dodaje, że ile się tylko da, członkowie klubu starają się sami, we własnym zakresie remontować takie starocie: – W naszym gronie mamy specjalistów: Łukasz potrafi rozłożyć i złożyć każdy silnik. Jego warsztat wygląda jak laboratorium, ten chłopak pracuje w rękawiczkach. Z kolei mój brat lakieruje. Tak sobie wzajemnie pomagamy. Gotowy motor, odnowiony może kosztować nawet 7 tys. zł. WFM-ka, która będę przez zimę odnawiał, na Allegro kosztuje właśnie mniej więcej tyle.

Proste, solidne, funkcjonalne i… wolne

Mówi się, że do naprawienia „malucha” potrzeba młotka i śrubokrętów, a czy ze starymi motorami jest podobnie?

Nie są to skomplikowane maszyny, w przeciwieństwie do dzisiejszych, które naszpikowano elektroniką. Jest iskra, trochę paliwa i…  motor jedzie. Silniki są proste. Co prawda małe motory, do 55 ccm, które my posiadamy nie jeżdżą zbyt szybko, ale nasz kolega ma javę 350, która ma dwa cylindry – to szybka maszyna. Polskie komary wyciągną około 45km/h. Nie wierzę, że produkowane teraz na masową skalę motory przejadą tyle kilometrów, co te nasze stare. Trudno jest określić, czy przebieg, który widnieje na licznikach jest oryginalny, ale są to bardzo trwałe maszyny. Ale na przykład, Łukasz Głowiak, po tym jak wyremontował silnik 5 lat temu, jeździ takim motorem codziennie do pracy – zapewnia Marcin Tyrała. Nie jest to jednak „tani biznes”, ale członkowie klubu uważają, że to są motory, w które warto wkładać pieniądze. Przyznają, że wyremontowanie, przy własnej robociźnie jednej maszyny to przynajmniej 1 tys. złotych.

Po renowacji na przegląd

Głównym celem pasjonatów jest to, aby przywrócić stare maszyny do życia, tak aby mogły wrócić na drogi.

Każda maszyna ma ważny przegląd techniczny i ubezpieczenie. Innej możliwości nie dopuszczamy. Bardzo pilnujemy bezpieczeństwa; nie chcemy żeby coś złego się stało, a w razie jakichkolwiek wypadków musimy mieć pewność, że spełniliśmy wszystkie wymogi, żeby poruszać się po drogach publicznych. Czasem, kiedy nie ma dokumentów, są problemy z rejestracją. Wtedy staramy się dotrzeć do poprzednich właścicieli, bo oni zwykle mają dowody opłacania podatku drogowego, które świadczą o tym, że maszyny były kiedyś zarejestrowane – mówi Marcin Tyrała.

Aż się łezka w oku kręci

Klubowicze bardzo często pojawiali się ostatnio na różnych imprezach na terenie naszego powiatu. – Zawsze się trafi jakiś starszy mężczyzna, który z łezką oku wspomina, że kiedyś też miał taki motor. Na festynie w Bagnie był Węgier, który poprosił, żeby dać mu się przejechać naszymi motorami, bo mówił, że jak był młody, to też takimi jeździł. Mamy wiele wyjątkowych maszyn, które musimy jeszcze przez zimę wyremontować. Są to między innymi: simson  i java z 1959 roku.  Kiedy wyjedziemy na wiosnę, to będzie coś pięknego. Każdy z nas ma swoją ulubioną markę: Mateusz pokochał javę, w garażu ma chyba z 5 różnych modeli. W naszych zbiorach żaden model się nie powtarza – mówi pan Marcin.

Jego córka, siedmioletnia Maja już nie może się doczekać, aż tata specjalnie dla niej wyremontuje motorower komar, który jest w garażu. Dziewczynka chętnie zakład stary kask.

Mój brat jeździ w polskim orzechu, ja mam czeski. Myślę, że już w przyszłym roku będziemy mogli jeździć w takich strojach, w jakich jeździli pierwsi właściciele naszych maszyn – mówi pan Marcin i dodaje, że wszyscy chętni do wstąpienia do stowarzyszenia będą mogli uczynić to 20 września, podczas zebrania członków. Informacja o tym gdzie się ono odbędzie, zostanie podana na profilu facebookowym klubu. – Zapraszamy wszystkich, którzy mają ponad 25-letnie maszyny. A w najbliższym czasie będzie można nas zobaczyć na zakończeniu sezonu na „Pieczonym ziemniaku” w skansenie w Borówku – zaprasza pan Marcin.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here