Klient vs. basen

118

Na basenie dwunastolatek to nie rodzina?

Na rozprawie przesłuchiwani byli dwaj świadkowie: Zuzanna T. – żona poszkodowanego i Ewa R.- kierowniczka zmian kasjerskich, która tego feralnego dnia była na basenie.

Żona powoda zeznała, że razem z wnuczką wybrali się na basen w jeden z letnich dni. Szczegółów wypadku nie pamięta, ponieważ długo po samym zajściu była w szoku. Do zdarzenia doszło w lipcu 2012 roku. Już wcześniej, razem z małżonkiem odwiedzali trzebnicki basen. W trakcie tego nieszczęśliwego pobytu poszli do miejscowego baru i skrócili sobie drogę przez mostek biegnący nad niecką basenową w tzw. części rekreacyjnej. Pierwsza poszła wnuczka, za nią pani Zuzanna i na końcu pan Zbigniew. Świadek zeznała, że tego dnia na obiekcie było bardzo dużo osób.

Schodziłam ze stopni, było bardzo ślisko i odwróciłam się do męża, chcąc go ostrzec, aby uważał, ale było już za późno. Leżał obok mnie, przez chwilę nic nie mówił. Nie widziałam jak upadał, w jakim miejscu, czy trzymał się barierki. Po wypadku mówił, że brakuje w pewnym miejscu na mostku czegoś do podtrzymania. Po tym zdarzeniu szybko zjawili się ratownicy, zaczęli udzielać pomocy. Byłam przerażona – relacjonuje kobieta, która (odpowiadając na pytania ze strony sędziny), stwierdziła, że nie widziała momentu upadku.

Czekaliśmy na przyjazd karetki, potem spędziliśmy czas w szpitalu, potem rehabilitacja. Nikt z basenu nie zadzwonił, żeby zapytać o to jak się czuje mój mąż – opowiadała rozżalona kobieta. – Ordynator w szpitalu powiedział, że dzięki temu, że mąż ma trwale pochyloną sylwetkę, ustrzegło go to przed wózkiem. Spędził miesiąc w szpitalu, potem ponad 3 w domu – wymagał stałej opieki. Przed wypadkiem mąż miał problemy z kręgosłupem, miał bóle. Cały czas się leczył na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, a lekarz zalecił mu ruch. Nigdy nie miał problemów z chodzeniem, dlatego nie widziałam potrzeby informowania w kasach biletowych, że mąż jest chory – wyjaśniała przed sądem kobieta.

Ewa R. opowiadała o samej procedurze po wypadku na basenie, a także o tym, jak przebiega procedura przebywania na basenie osoby niepełnosprawnej. Świadek nie widziała zdarzenia, ale sporządziła z niego notatkę służbową, którą przekazała wyższemu kierownictwu i rozmawiała z prezesem. Nie wie jak sprawa potoczyła się dalej. Po wypadku rozmawiała z Zuzanną T.

Była rozżalona, żałowała, że dała się namówić na to wyjście, mówiła, że maż się poślizgnął, ale nie pamiętam w jakim miejscu – zeznawała Ewa R.

Świadek dodała, że nie jest jej wiadome, aby na mostku czy schodkach doszło do jakiegokolwiek wypadku. Wyjaśniła, że przy kasach, kupując bilet i po okazaniu legitymacji osoby niepełnosprawnej, ratownicy drogą radiową są informowani o tym, iż taka osoba będzie przebywała na obiekcie. Wówczas to ratownicy mają za zadanie czuwać nad tą osobą i wskazywać, z jakich urządzeń może ona skorzystać.

Jeśli nie poinformuje się o swoich schorzeniach, to odpowiedzialność spoczywa na kliencie – zeznawała świadek.

Sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy na koniec października.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here