Plaga much zmorą mieszkańców Ligoty Pięknej

1634

Ferma drobiu w Ligocie Pięknej funkcjonuje od kilkudziesięciu lat, jednak do tej pory nie było z nią większych problemów. Mieszkańcy twierdzą, że w ostatnimi czasy w okresie letnim zawsze pojawiała się większa ilość much, ale w tym roku jest ich tak dużo, że zaczęli mówić o pladze.

Sytuacja jest porównywalna do slamsów w Indiach. Muchy przedostają się do mieszkania przez lekko uchylone okno. Dziennie wpada ich po kilkaset sztuk. Lepy na lampy, do których przykleja się po 200 much, zmieniamy co dwa dni. Na wiosnę malowałem ściany w całym domu i po 2 miesiącach ponownie muszę to zrobić. Nie można spokojnie usiąść na tarasie, bo stolik po chwili robi się czarny od much. Od ponad 2 miesięcy okna muszą być zamknięte w domu, gdzie przy obecnych temperaturach na zewnątrz jest to koszmarem – powiedział nam pan Maciej, mieszkaniec Ligoty Pięknej. I po chwili dodał:

Przyczyna tak niespotykanej ilości much tkwi w zaniedbaniach do jakich dochodzi na pobliskiej  fermie indyków. To jakieś kuriozum. „W tym kraju” nadal nic się nie robi, żeby zapobiegać, tylko kiedy już dojdzie do katastrofy podejmuje się działania…

Tego samego zdania są inni mieszkańcy Ligoty Pięknej,  którzy od kilku miesięcy nie mogą żyć spokojnie.

Żadne specyfiki nie pomagają. Jesteśmy oburzeni, że nasza gmina nic nie robi w związku z zaistniałą sytuacją – powiedziała pani Ewelina.

Zdesperowani mieszkańcy z prośbą o pomoc zwrócili się do Jakuba Bronowickiego, wójta gminy Wisznia Mała oraz Artura Pamuły, powiatowego lekarza weterynarii. W tej sprawie zorganizowano spotkanie z mieszkańcami, które odbyło się w czwartek, tuż pod bramą wjazdową do fermy drobiu. Podczas spotkania mieszkańcy zarzucili powiatowemu lekarzowi weterynarii to, że kontrolę fermy przeprowadził w dniu, w którym padał deszcz. A wtedy owadów praktycznie nie ma.

–  Planując przeprowadzenie kontroli, nie mogę zagwarantować jaka będzie pogoda. 16 lipca została przeprowadzona pierwsza kontrola. 24 lipca, po interwencji mieszkańców, przeprowadzono kolejną wspólną kontrolę z przedstawicielem gminy Wisznia Mała oraz pracownikami Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Trzebnicy – wyjaśnia Artur Pamuła, dodając:

Nie mogliśmy przełożyć terminu kontroli, ponieważ do jej przeprowadzenia zaangażowane były trzy instytucje. Po telefonie jednej z mieszkanek Ligoty Pięknej zobowiązałem się, że będziemy kontrolować fermę przynajmniej raz na siedem dni, w różnych dniach tygodnia, aby właściciela nie przyzwyczaić do konkretnego dnia. Dotrzymałem słowa, ponieważ wczoraj rozpoczęliśmy, a dziś będziemy kończyć kolejną już kontrolę na tej fermie.

Zbulwersowani całą sytuacją mieszkańcy twierdzili na spotkaniu, że do tej pory na terenie fermy nie były robione żadne opryski na owady. Stąd taka duża ilość much wszędzie. Innego zdania był lekarz weterynarii.

Właściciel sam dokonywał oprysków na owady. Prowadzi rejestr, ma również faktury zakupu na te środki. We własnym zakresie przeprowadzał zabiegi dezynsekcyjne, ponieważ żadna firma nie chciała podpisać z nim umowy. Wczoraj właściciel podpisał umowę z firmą świadczącą usługi na dezynsekcję – powiedział nam w ostatni czwartek Artur Pamuła.

Mieszkańcy jednak nie wierzą w te zapewnia. Domagają się więc pokazania im wszelkich umów i opakowań po środkach do oprysków. Ponadto zapowiedzieli, że nie odpuszczą tego tematu i będą walczyć, dopóki problem nie zostanie rozwiązany.

Proszę mi wierzyć, że gdybym kilka lat temu wiedziała, że zaistnieje taka sytuacja, w życiu bym sobie tutaj domu nie wybudowała – mówi jedna z mieszkanek Ligoty. Inna zaś dodaje:

Teraz nawet w domu nie można zostawić jedzenia na wierzchu, wszystko trzeba chować do lodówki, bo wszędzie jest pełno much. Z tego przecież może powstać epidemia.

Aby pomóc mieszkańcom w rozwiązaniu tego uciążliwego problemu wójt Jakub Bronowicki, lekarz Artur Pamuła oraz przedstawiciele fermy: Wanda Zając – udziałowiec, Zbigniew Zając – prokurent i Marek Skalski – prawnik firmy, jeszcze tego samego dnia spotkali się w Urzędzie Gminy w Wiszni Małej.

Wspólnie z moim pracownikiem wystąpiliśmy do właściciela fermy z prośbą o udostępnienie nam umowy, jaka została zawarta z firmą, ponieważ chcemy poznać harmonogram dezynsekcji. Zwróciłem uwagę także na to, w jaki sposób będą wywożone odchody z kurnika. Po rozmowie, jaką przeprowadziliśmy jeszcze tego samego dnia z właścicielem, zobowiązał się on, że sam będzie kontrolował sposób przewożenia pomiotu pod kątem zarówno szczelności, jak i zabezpieczenia przed wypadaniem – powiedział  Artur Pamuła.

Wójt Jakub Bronowicki poinformował nas, że właściciel fermy nie wyraził zgody na obecność w czasie robienia oprysku przedstawiciela mieszkańców. Ale zobowiązał się do naprawy ogrodzenia, przez które dzika zwierzyna wchodziła na teren fermy.

Właściciel także zobowiązał się do tego, że sprzeda ten teren, by można go było wykorzystać na cel, jaki jest ujęty w planie zagospodarowania. Gmina na pewno będzie go wspierać w pozyskaniu inwestora – powiedział wójt Jakub Bronowicki.

Miejmy nadzieję, że mieszkańcy już niebawem zauważą pierwsze owoce prowadzonych oprysków, a przede wszystkim odzyskają spokój, by móc nadal cieszyć się ciszą i pięknem przyrody, która przyciągnęła ich do Ligoty Pięknej.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here