Wojna na podpisy

279

Przed dwoma tygodniami do redakcji zgłosiła się grupa kałowiczan z prośbą, by opublikować ich oświadczenie. Otóż jeszcze na początku roku kilkanaścioro mieszkańców wsi upoważniło Beatę Kowalską do występowaniu w ich imieniu na sesjach Rady Gminy, podczas spotkań komisji rady i innych ciał samorządowych w urzędzie, w sprawach dotyczących sołectwa Kałowice oraz ogólnogminnych. Jak podkreślali, p. Kowalska jest ich „mężem zaufania”.

[hidepost=0]

Pani Beata Kowalska właściwie reprezentuje interesy mieszkańców Kałowic, zabiega o ich dobro oraz dba o rozwój naszego sołectwa. Dzięki niej otrzymujemy rzetelną informację o sytuacji i wydarzeniach w gminie, których nie przekazuje nam sołtys i radny Ryszard Rogoza, chociaż został do tego przez nas zobowiązany – powiedzieli nasi rozmówcy: Janusz Tyczka, Robert Tyczka, Grzegorz Burgiel, Jerzy Kowalski, Grażyna Tyczka, Zbigniew Tyczka, Danuta i Julian Owocowie, Krystyna Tyczka i Weronika Tyczka. – Osób, które chcą, by w ich imieniu pani Beata uczestniczyła w pracach samorządu jest więcej. Boją się jednak, przynajmniej na razie, ujawniać.

Samorząd gminny działa jawnie, każdy obywatel, niekoniecznie mieszkaniec gminy może wejść na sesję, lub jakiekolwiek robocze zebranie radnych, notować i nagrywać przebieg, a także zabierać głos, oczywiście za zgodą prowadzącego. Skąd więc oświadczenie o upoważnianiu.

Otóż w datowanym na lipiec wydaniu pisma – jak się okazuje, sponsorowanego przez wójta – z okazji uroczystości otwarcia świetlicy w Kałowicach, ukazał się paszkwil atakujący „jedną z osób biorących w spotkaniu”. Sam paszkwil nie wart jest cytowania, a „osoba” atakowana jest anonimowo, ale tekst został zilustrowany fotokopią dokumentu – listu sołtysa Kałowic i radnego RG Zawonia Ryszarda Rogozy.

Sołtys-radny w imieniu mieszkańców uprzejmie informuje wójta, że pani Beata Kowalska: nie została upoważniona do reprezentowania nas i występowania w imieniu mieszkańców w żadnych sprawach dotyczących sołectwa Kałowice. Każde pismo składane przez Panią Kowalską w Urzędzie Gminy Zawonia oraz w innych instytucjach, składane jest na jej własną odpowiedzialność. Mieszkańcy sołectwa Kałowice stanowczo odcinają się od jej działalności i nie wyrażają zgody na reprezentowanie nas przez tę Panią – napisał Ryszard Rogoza. Wydawca gazety informuje, że list podpisany został także – na osobnym załączniku – przez mieszkańców Kałowic. Załącznika tego jednak nie opublikował.

Sołtys sam zbierał podpisy. Chodził po wsi od domu do domu i mówił ludziom, że pani Kowalska jeździ do gminy i wypowiada się w ich imieniu. To oburzyłoby każdego – zapewnili nasi rozmówcy. – A prawda jest taka, że pani Kowalska informuje, nas, którzy z różnych powodów na sesje nie jeździmy, o tym co się dzieje w gminie i co z tego wynika dla Kałowic. Pan Rogoza jako sołtys i radny o niczym nas nie informuje, choć się do tego zobowiązał.

Niestety, nie dowiedzieliśmy się, dlaczego sołtys zdecydował się na taką kampanię. Kilkakrotnie próbowaliśmy się  z nim skontaktować. Bezskutecznie. Telefon odbierała jego żona, informując, że sołtys jest zajęty, albo że nie ma go w domu i nie wiadomo, kiedy wróci. Nie chciała również zapisać numeru telefonu, pod którym sołtys mógłby się skontaktować z nami.

Na fotokopii widać datownik Urzędu Gminy Zawonia, zadzwoniliśmy więc też do urzędu. Sekretarz gminy Paulina Kozłowska poinformowała nas, że do pisma dodany był załącznik z podpisami. Ale było ich tylko 43, a więc mniej niż połowa dorosłych mieszkańców Kałowic.

Pismo-petycja wójta nie ma żadnego znaczenia, bo wójt, ani przewodnicząca Rady Gminy nie mają prawa kogoś nie wpuścić na obrady rady czy komisji. Nie mogą również nie przyjąć od mieszkańca wniosku czy petycji. Przeciwnie, zgodnie z „Kodeksem postępowania administracyjnego”, sprawę powinni załatwić w ciągu miesiąca, a na podstawie „Ustawy o dostępie do informacji publicznej” na pytania odpowiedzieć w ciągu dwóch tygodni.

Fakt, że sołtys osobiście zbierał podpisy przeciwko sąsiadce i nie udało mu się podburzyć nawet połowy mieszkańców, świadczy tylko, że traci poparcie. Bo przecież to on, jako sołtys i radny powinien jednoczyć mieszkańców oraz reprezentować ich na zewnątrz. Tymczasem, jak się okazuje, sołtys całą energię skupia na szukaniu popleczników.

Z wójtem Robertem Borczykiem udało się nm skontaktować dopiero w ub. czwartek, bo był na urlopie. Wysłaliśmy mu więc pytania::1. Jakie czynności zamierza podjąć w związku z pismem sołtysa Ryszarda Rogozy? 2. Dlaczego pismo zostało przekazane do publikacji w gazecie? 3. Czy razem z pismem został przekazany wydawcy gazety także załącznik zawierający podpisy mieszkańców, którzy mieliby sygnować to pismo? 4. Czy w związku z wprowadzeniem w błąd czytelników przez niepoinformowanie, że pismo zostało poparte przez mniej niż połowę mieszkańców Kałowic, wójt będzie żądał sprostowania? Wczoraj otrzymaliśmy od wójta list. Oprócz odpowiedzi na pytania zawiera komentarze dotyczące ostatnich wydarzeń relacji sołtys-opozycja Kałowic-wójt oraz ostatnich wydarzeń we wsi. Ponieważ wójt zażądał autoryzacji, uniemożliwiając w ten sposób publikację samej odpowiedzi, całość opublikujemy w przyszłym tygodniu.

 

Spytaliśmy jeszcze Beatę Kowalską, kogo reprezentuje w urzędzie i na sesjach. – Rzeczywiście, jeszcze w styczniu dostałam na piśmie upoważnienie siedemnastu osób, by w ich imieniu przysłuchiwać się sesji i zadawać pytania. Nigdy nie twierdziłam, że upoważniła mnie do tego cała wieś. Wójt i przewodnicząca Rady Gminy chcą ode mnie uzyskać nazwiska osób, które mnie upoważniły, być może stąd ta nagonka. Ja ich nie ujawnię, bo ci mieszkańcy sobie to zastrzegli– powiedziała nam kałowiczanka.

[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here