SKO swoje, wójt swoje, a sprawę rozstrzygnie sąd

706

Pan Franciszek  jest właścicielem sporego gruntu w Ozorowicach. Ich problemy rozpoczęły się pod koniec września 2013 r., kiedy to ukazał się nowy plan zagospodarowania terenu.

Półroczna urzędowa kołomyja

– Złożyliśmy wniosek o podział naszej półhektarowej działki, bo zgodnie z planem, mogliśmy ją podzielić na kilka, nie mniejszych jednak niż 1000 mkw. Geodeta, któremu zleciliśmy opracowane dokumentacji dzwonił jeszcze do gminy, żeby upewnić się czy jest to możliwe i właśnie wtedy zaczęła się cała ta kołomyja – mówi pan Franciszek  i dodaje, że wniosek został złożony 25 listopada zeszłego roku, a prawie miesiąc później otrzymał z Urzędu Gminy Wisznia Mała dwa pisma: jedno o wszczęciu postępowania administracyjnego o podziale działek, a drugie, że postępowanie to jest zawieszone, bo na sesji z 19 grudnia ustalono, że plan zagospodarowania, który obowiązywał 2 miesiące zostanie zmieniony. – W związku z tym na początku stycznia złożyliśmy zażalenie na to postanowienie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a organ ten uchylił w całości postanowienie gminy o  zawieszeniu postępowania. Jednak wójt nie dał za wygraną i 19 marca przysłał nam decyzję, że mimo korzystnego dla nas orzeczenia SKO, on zawiesza postępowanie dotyczące podziału działek. W tej sytuacji złożyliśmy skargę na niezałatwienie sprawy i zażalenie do SKO, które ponownie uznaje naszą racje i daje gminie 14 dni na wydanie opinii, ta jednak jest negatywna. Doskonale widać, że wójt chciał po prostu zyskać na czasie, żeby móc przygotować nową uchwałę, którą mógłby poddać pod głosowanie radnych i w ten sposób, jego zdaniem, uniemożliwić na podział działek – mówi pan Franciszek  i dodaje, że po raz kolejny składa zażalenie do SKO. – Tym razem, żeby zyskać na czasie, wójt nie przesyła pełnej dokumentacji do SKO. Wiadomo, że w takiej sytuacji SKO musiało wystosować pismo o dosłanie dokumentacji i dać wójtowi na to określoną ilość dni, a czas płynął – mówi właściciel działki i dodaje, że w takiej sytuacji nie pozostało mu nic innego, jak złożyć zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa mataczenia, o nieprzestrzeganie procedur i zaniedbania obowiązków służbowych.

– Moi zdaniem to oczywiste działanie na naszą szkodę. Nie wiemy tylko dlaczego urzędnicy tak się uparli, żeby przez pół roku utrudniać nam życie. Działki po drugiej stronie drogi można dzielić, a naszych nie. W tej chwili już nawet nie chodzi o to, żebyśmy te działki podzielili, ale o przestrzeganie prawa – zaznacza pan Franciszek i dodaje, że nie wierzy w zwykłą omyłkę urzędniczą.

Kolegium wskazuje, jak podzielić działki

Od czasu, kiedy właściciel wykonał pierwsze kroki, żeby podzielić działkę minęło ponad pół roku. – Dokładnie 24 czerwca otrzymaliśmy postanowienie Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które po raz kolejny przyznało nam rację, co więcej nawet wskazało, dołączając mapkę, jak ma wyglądać podział – wskazuje pan Franciszek.

Jak się jednak okazało, dzień później radni Wiszni Małej przyjęli nowy plan zagospodarowania terenu z „poprawionymi zapisami”, które nie zezwalają na podział gruntu.Urzędniczka referująca uchwałę tłumaczyła, że przez oczywistą omyłkę należało powtórzyć procedurę przyjęcia planu.

Wójt tłumaczy: to była pomyłka

Jakub Bronowicki mówi, że w uchwalonym miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla terenów położonych w obrębie Ozorowice o nazwie MPZP OZOROWICE I, nastąpiła oczywista omyłka pisarska, dotycząca numeracji terenów w tekście uchwały. Z dokumentacji formalno – prawnej do planu wynika, iż doszło do rozbieżności pomiędzy treścią przyjętego aktu a wolą uchwałodawcy. Oczywista omyłka zawarta w tekście uchwały polega na tym, że numery terenów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową, oznaczonych symbolem MN przesunięto o jeden numer (np. 65 poprawne, na 64 uchwalone) w stosunku do projektu planu wyłożonego podczas pierwszego wyłożenia.

Biorąc pod uwagę, iż omyłka została wychwycona już po podjęciu uchwały w sprawie planu miejscowego dla Ozorowic, jej sprostowania można było dokonać tylko w drodze uchwały zmieniającej.

Na pytanie, dlaczego sprawa ciągnęła się pół roku Jakub Bronowicki odpowiada, że podjęcie uchwały w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, jak i jego zmiana może nastąpić po przeprowadzeniu procedury określonej przepisami ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w której dokładnie określono jakie czynności należy wykonać przed podjęciem przez radę gminy uchwały.

Wójt zaprzecza również, jakoby gmina specjalnie opóźniała rozpatrzenie sprawy przez SKO i świadomie nie przesłała całej dokumentacji:

– Trudno mi się odnosić do takiego szczegółu. Jeżeli brakuje dokumentów to SKO zawsze wzywa strony do ich uzupełnienia. To normalny tryb administracyjny.

Kwestię skierowania sprawy do prokuratury przez właścicieli działek wójt kwituje następująco:

– Każdy musi pilnować swoich spraw, i właściciele gruntów i gmina. Nie mam jeszcze doświadczenia w postępowaniach przeprowadzanych przeciwko gminie przez prokuraturę.

Sprawa trafi do sądu

Jaki będzie finał sprawy? Tego nie wiadomo, ale można się domyślać, że dla gminy dość kosztowny, bo będzie musiała zatrudnić prawnika: – Na początku lipca otrzymałem z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu informację, iż akta postępowania zainicjowanego zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa z art.231 paragraf 1 k.k zostały przekazane prokuratorowi rejonowemu w Strzelinie, celem dalszego kontynuowania postępowania – mówi pan Franciszek.

Stanisław Hojda, prezes SKO przyznaje, że fakt iż nowa uchwała została przyjęta komplikuje sprawę podziału gruntu.- Uchwała jest ważna i po opublikowaniu w dzienniku urzędowym województwa dolnośląskiego zacznie obowiązywać. Oczywiście podlega ona kontroli wojewody. Tak jest, że prawo własności jest ograniczone w stosunku do wielkich możliwości planistycznych gminy – mówi prezes i dodaje, że teraz sprawę może rozstrzygnąć teraz sąd. – W tle pojawiają się również kwestie odszkodowawcze, bo inwestor, czyli pan Franciszek miał określone plany co do swojej ziemi. Skoro najpierw mógł ją podzielić na mniejsze działki, a teraz nie może to znaczy, że grunt stracił na wartości.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here