Rów niezgody działkowców

83

Komenda Powiatowa Policji obwinia Stefanię D. o to, że będąc prezesem zarządu ogrodu w okresie od 2010 r do dnia 30 listopada 2013, wbrew obowiązkowi nie utrzymała w należytym stanie urządzeń wodnych w pobliżu działek, w wyniku czego, z powodu braku odpływu gromadziła się na tych działkach woda. Podczas rozprawy nie było przedstawiciela komendy, a wniosek policji odczytał protokolant sądowy.

Jak zeznała przed sądem obwiniona, funkcję prezesa pełniła przez dwa lata: od wiosny 2012 do kwietnia 2014 r. Była to funkcja społeczna sprawowana przy pomocy pięcioosobowego zarządu „który decyduje o wszystkim”. Przyznała, że do jej obowiązków należał nadzór nad całym ogrodem, również nad urządzeniami wodnymi. – Infrastruktura ogrodów jest własnością Okręgowego Zarządu PZD we Wrocławiu, w związku z czym nie mogę odpowiadać jako osoba prywatna. Chcę dodać, że moją pracę ocenia zarząd we Wrocławiu – podkreśliła Stefania D..

Obwiniona powiedziała, że za jej prezesury rowem w ogóle się nie zajmowano; ograniczano się jedynie do koszenia trawy. Sprawa jednak rozpoczęła się jeszcze za poprzedniego zarządu, kiedy postanowiono „oruruować” i zasypać rów oraz wykonać częściowy drenaż pobliskich działek. Gdy oskarżona obejmowała funkcję prezesa, dowiedziała się, że jej poprzednik Jerzy G., który sprawował funkcję prezesa w latach 2010-1012, twierdził, że ma uzgodnienia z dzierżawcami sąsiednich działek, i że skończy inwestycję polegającą na zastąpieniu rowu rurą i zasypaniu go. Jednak podczas ubiegłorocznych ulew pojawił się problem, bo na działkach położonych najbliżej rowu woda stała i nie spływała. Wtedy stwierdzono, że rów należy odkopać. Stefania D. zaznaczyła, że to nie poszkodowani działkowcy zgłaszali problem. Dodała, że o zakopaniu lub odkopaniu rowu nie może decydować prezes, ani nawet cały zarząd. Decyzję powinno podjąć walne zebranie działkowców. Gdy oskarżona w 2012 roku objęła zarząd, to poprzedni prezes Jerzy Głuch, stwierdził, że ma uzgodnienia z działkowcami koło rowu i że tę inwestycję skończy. Problem zaczął się w 2013 roku, gdy zaczęły padać ulewne deszcze i na niektórych działkach woda nie nie spływała, powodując zalanie upraw. Wprawdzie prezes nie miała zgłoszeń działkowców, ale zarząd stwierdził, że rów trzeba „bardziej odkopać niż zakopać”. Ustalono więc, że sprawa ta zostanie rozstrzygnięta na kolejnym walnym zebraniu w kwietniu 2014 roku.

Obwiniona stwierdziła, że oskarżanie jej o działanie na szkodę ogrodu „to są zwykłe pomówienia”. – Ja mam swoje władze zwierzchnie, które mnie rozliczają, a ludzie którzy mają działki obok rowu żadnych skarg nie zgłaszali – powiedziała.

Jednak przewodnicząca rozprawie sędzia Grażyna Berendt stwierdziła, że skargi działkowców nie są w tej sprawie decydujące, bo „Prawo wodne” nakłada na zarządców obowiązek utrzymywania urządzeń wodnych w należytym stanie, żeby zawsze spełniały funkcję do jakiej zostały zainstalowane.

Na pierwszej rozprawie zeznawało troje świadków. 80-letni Jan M. powiedział, że choć niezadowolonych było wielu, to on pisał skargi w tej sprawie do władz Polskiego Związku Działkowców, bo inni „nie chcieli podać swojego nazwiska”. Ponieważ pisma do PZD nie przynosiły rezultatu, zgłosił sprawę do prokuratury, ale tam powiedziano mu, żeby poszedł z tym na policję. Zeznając przed sądem wyjaśnił, że już w 2003 roku zgłaszał do związku działkowców, że podczas prac ziemnych zostały zerwane sączki drenarskie w ogrodzie. Wtedy nie dostał, odpowiedzi, ale po jakimś czasie, zaczęto wykonywać prace ziemne. Jednak zamiast nowych sączków drenarskich położono pełne rury i zasypano rów. – Jak napisałem w tej sprawie do PZD, odpisano mi, że na te prace projekt jest, chociaż wcale nie było żadnego projektu – powiedział Jan M.. Na pytania obwinionej świadek stwierdził, że jego działka została zalana tylko raz, podczas ubiegłorocznych ulewnych deszczów, i że nie pamięta, czy zgłaszał ten fakt w zarządzie ogrodu. Dodał, że uprawia swoją działkę od 40 lat i nigdy dotąd nie było takiego zalania.

Kolejnym świadkiem był 88-letni Tadeusz J., prezes ogrodu w latach 1988-2000. Stwierdził, że w odkrytym rowie, którym była odprowadzana woda ze studzienki melioracyjnej gromadziły się ślimaki i wylęgały komary, więc właściciele dwunastu sąsiednich działek prosili, żeby rów zakryć. – Zarząd nie miał tyle pieniędzy, więc działkowcy złożyli się po 150 zł, a my zakupiliśmy rury i orurowaliśmy rów we własnym zakresie. Nie cały rów został przykryty, tylko 50-metrowy jego odcinek – powiedział świadek, dodając, że wcześniej sprawdzili w spółkach wodnych, że jest to legalne. Zdaniem świadka, kolejny zarząd w 2012 r. podjął decyzję o przykryciu pozostałej części rowu. – Wszystko byłoby w porządku, jednak w jednej ze studzienek źle założono krąg, moim zdaniem celowo i zablokowano odpływ. Zobaczyliśmy to dopiero w w tym roku i zatrudniliśmy pracowników, którzy udrożnili studzienkę – stwierdził i dodał, że związek spółek wodnych nie był zainteresowany tymi pracami.. W tym miejscu obwiniona stwierdziła, że świadek, mimo iż w 2010 zrezygnował funkcji prezesa, nadzorował prace przy rowie, prowadzone przez swojego następcę Jerzego G.

Świadek Maria H. była członkiem zarządu ogrodu od 2011 do kwietnia 2014. Zeznała, że w tym czasie nie były prowadzone żadne roboty przy rowie. Dodała, że po ulewach w roku 2013 roku, gdy woda stała na działkach, zgłosił jej ten fakt Jan M., który powiedział, że to jest spowodowane zasypaniem rowu. Na pytanie sądu, świadek dodała, że wcześniej zgłosił to na walnym zebraniu w 2012 r., ale wtedy jego wniosek, żeby odkopać rów nie został przegłosowany.

Sąd z urzędu postanowił przesłuchać Jerzego G., prezesa ogrodów działkowych w latach 2012-2014, a także zwrócić się do Rejonowego Zarządu Spółek Wodnych w Trzebnicy o wyjaśnienie, czy rów, który jest przedmiotem sprawy jest urządzeniem wodnym w rozumieniu ustawy „Prawo wodne” i czy zarząd nadzorował prace w trzebnickim ogrodzie. W związku z tym odroczył rozprawę.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here