Jeździec na czerwonym ursusie

156

Feler z łatką

Jedyną myślą, którą zaprzątał sobie głowę pan Zbigniew w trakcie wyjazdu, było to czy traktor jest w stanie przejechać 450 km i dotrzeć na zlot. Wyjeżdżając z domu miał problem z łatą w oponie, która nie chciała się „trzymać”. Podjechał więc do zakładu wulkanizacyjnego w okolicy Ujeźdźca Wielkiego i poprosił o uporanie się z tym problemem. Właściciel zakładu, gdy obejrzał przygotowany ciągnik z zawieszonymi flagami sponsorów i powiatu, nie wziął od pana Zbigniewa ani złotówki za robociznę. To nie był jedyny tak miły akcent podczas podróży.
Już za Żmigrodem zaczęli zatrzymywać się przypadkowi kierowcy, którzy robili mi zdjęcia. A gdy dojechałem do granic Poznania, to usłyszałem jak w jednej z lokalnych rozgłośni podali informację o tym, że na nadmorski zlot nadjeżdża pięciu jeźdźców z całej Polski, wśród nich byłem oczywiście ja! Co 30 km zatrzymywałem się na stacji benzynowej i prosiłem, by pracownicy podbijali mi dokument poświadczający przebytą trasę. Za każdym razem kierowcy, którzy akurat tankowali robili mi zdjęcia. Po drodze zatrzymywali się inni, machali, kibicowali mówiąc „tak trzymać, pięknie”, to tylko dodawało mi sił do dalszej jazdy. Gdy zatrzymałem się na jedną noc w hotelu, to mój ciągnik był przez cały czas pilnowany przez ochronę, lepiej niż niejeden samochód osobowy. Kiedy przyjechałem na miejsce to poczułem ulgę i byłem niesamowicie zadowolony z tego, że udało mi się dojechać – opisuje swoją przygodę Zbigniew Tyczka z Kałowic.
W Mostowie, 40 km od Łaz, spotkał się z pozostałymi czterema traktorzystami-„jeźdźcami” i wspólnie dotarli na zlot.
Trochę się po drodze wygłupialiśmy z kolegami…W pewnym momencie, gdy manewrowaliśmy po całej drodze, zwrócił nam uwagę policjant – tak po przyjacielsku pogroził nam palcem – wyjaśnia z uśmiechem nasz rozmówca.

Jeźdźcy byli najważniejsi

Najważniejsze trofeum Pierwszego Nadmorskiego Zlotu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych – pokaźna, 30 -kilogramowa statuetka z granitu, z tłokiem, trafiła do pana Zbigniewa. To on spośród pięciu traktorzystów podążających z różnych stron Polski na zlot, przejechał najdłuższą drogę. Kolejną statuetkę wręczyli koledzy z obornickiego Retrotraktora, którzy byli pod wrażeniem jego wyczynu. Sam zlot trwał trzy dni. Po wręczeniu nagród i olejów do ciągników, uczestnicy pojechali na plażę. Tam, mimo niesprzyjającej pogody (na morzu był lekki sztorm), wszyscy bawili się zakopując swoje maszyny w piasku, a potem wspólnie je odkopując.
–  Była przy tym świetna zabawa. Pojechaliśmy też do Mielna, policja nas prowadziła kierując ruchem. Podczas zlotu piękne, odrestaurowane maszyny rolnicze i ciągniki podziwiali przechodnie.Otrzymałem wiele braw i uznania. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że na miejscu odwiedziło mnie dużo ludzi z okolic Trzebnicy. Robili mi zdjęcia, podchodzili i wskazując na mnie mówili: „to nasz rycerz, ziomal”, podawali rękę. W trakcie zlotu udzielałem także wywiadu do lokalnych telewizji. Chciałbym raz jeszcze podziękować staroście i sponsorom za pomoc w organizacji wyjazdu. Gdyby nie oni mój wyjazd nie byłby możliwy – dodaje na koniec rozmowy.
Pan Zbigniew i jego zwycięski ursus z pewnością pojawi się na zbliżających się powiatowych dożynkach.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here