Przewidywania przedwyborcze…

160

Nie będzie już możliwe, że przewodniczącym Rady zostaje osoba, której wynik wyborczy był na tyle mały, że nie wystarczył nawet do wejścia w skład Rady, a mandat radnego uzyskała z powodu rezygnacji z mandatu innych przedstawicieli tego samego komitetu wyborczego.

Dzisiaj zajmiemy się osobą przyszłego burmistrza. Za tydzień podejmiemy temat radnych.

Wygra pan Marek Długozima (MD) lub Ktoś Inny (KI). Jeżeli wygra MD – co jest wielce prawdopodobne, to nie ma co liczyć na to, aby w gminie Trzebnica w sposobie rządzenia cokolwiek się zmieniło. Co najwyżej może upewnić się w przekonaniu, że jest jedyny, nieomylny i najlepszy. Demokratyczny sposób rządzenia nie jest jego mocną stroną, a więc w dalszym ciągu dyktatura, rządy strachu i podporządkowania. Na zmiany nie ma co liczyć. Pierwszeństwo będą miały świecidełka typu deptak, może jakieś nowe chodniki, nowe place zabaw, na przyrost miejsc pracy absolutnie jednak liczyć nie można. Największa w Europie rozlewnia perfum, szumnie zapowiadana w poprzedniej kadencji, z zatrudnieniem 800 osób (czyli rozwiązująca problem bezrobocia w gminie), w dalszym ciągu pozostanie jedynie w sferze marzeń i kampanii wyborczej burmistrza.

Jeżeli natomiast wygra KI, to mamy dwie możliwości: 1. będzie lepiej; 2. będzie gorzej. Wynik zależy od tego, jakie doświadczenie samorządowe będzie miał KI, jaki ma dorobek w dotychczasowej działalności zawodowej i publicznej, oraz jak potrafi współpracować z radnymi oraz jak rozumie pojęcie demokracja.

Sądzimy, że do fotela burmistrza Trzebnicy wystartuje w tym roku 3, może 4, maksymalnie 5 kandydatów. Wydaje się, że pierwsza cyfra jest najbliższa prawdy. Pierwszym będzie, oczywiście o ile nie zaistnieją żadne okoliczności uniemożliwiające mu start, pan Marek Długozima. Drugim – przedstawiciel Platformy Obywatelskiej, przy czym nie będziemy dywagować nad nazwiskiem. Tajemnicą poliszynela jest podział w trzebnickiej Platformie na dwie frakcje, i pytanie brzmi, czy są one w stanie się porozumieć i wytypować jednego wspólnego silnego kandydata. Wierzymy w ich mądrość i myślimy że się dogadają. Prawo i Sprawiedliwość też wystawi kandydata, jednak w tej partii chyba panuje jednomyślność i nie będą mieli takich problemów jak PO. A mają co najmniej trzech bardzo mocnych zawodników. W Sojuszu Lewicy Demokratycznej wahamy się i dyskutujemy, czy wystawić własnego kandydata, czy też poprzeć któregoś z poprzednio wymienionych. O innych partiach w naszej gminie nie słyszeliśmy. Być może znajdzie się jeszcze jakiś kandydat nie popierany przez żadną partię, ale jest to bardzo wątpliwe. Z doświadczenia wiadomo, że tacy kandydaci mają zerowe szanse.

Jeżeli nie Marek Długozima, to kto? Wydaje nam się, że nie powinna to być osoba z zewnątrz, nie mająca dotychczas żadnego doświadczenia samorządowego (abstrahując od poziomu tego samorządu: sejmik, starostwo czy gmina). Człowiek z zewnątrz straciłby co najmniej jeden rok na zapoznanie się z problemami gminy. To dużo. Wolelibyśmy, aby to był ktoś, kto z marszu mógłby podejmować decyzje, nie musiał poznawać swoich najbliższych współpracowników, powinien ich znać już na starcie. Przede wszystkim powinien być przekonany o ich fachowości i lojalności.  A więc dobrze by było, gdyby wywodził się spośród radnych obecnej Rady Miejskiej. Ze strony KKW Marka Długozimy (być może nazwa tego komitetu ulegnie zmianie) jest tylko jeden kandydat i nazywa się Długozima. Natomiast w klubie Trzebnica Ponad Podziałami zasiada według nas co najmniej 4 bardzo mocnych kandydatów – wykształconych, inteligentnych, doświadczonych w działalności samorządowej, i co najważniejsze: znających problemy miasta i gminy. SLD w obecnej kadencji nie ma swojego przedstawiciela w Radzie, co jednak nie znaczy, że – gdyby zaszła potrzeba, nie znalazłaby mocnego kandydata znającego problemy Trzebnicy i gminy.

A więc kto? MD czy KI? Z pozycji lewicy jesteśmy w stanie zaakceptować każde rozwiązanie, pod warunkiem, że przyszły burmistrz będzie człowiekiem rozsądnym, potrafiącym słuchać społeczeństwa i dającym gwarancje mądrego rządzenia. Nie tak jak w sejmie, gdzie SLD dopuszcza współpracę z PO, ale wyklucza z PiS. Tu na dole potrafimy się porozumieć i współdziałać, jeżeli miałoby to pomóc w rozwoju miasta i gminy. Ale zejdźmy na ziemię: największe mimo wszystko szanse ma MD. Tyle, że to już nie będzie 86 % jak poprzednio. Może nawet nie będzie 50 %. A więc druga tura. A z doświadczenia wiadomo, że druga tura potrafi zaskakiwać. Społeczeństwo może zadziwić w swoim wyborze. Pamiętacie jaja sprzed dwudziestu kilku lat z nijakim Stanem Tymińskim? Spore znaczenie będzie miał głos młodych, zdegustowanych wyborców (jeżeli oczywiście pójdą do wyborów), którzy „na złość mamie” potrafią zagłosować na populistę wariata, co pokazały majowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Oby tak nie było.

Za tydzień o wyborach do Rady Miejskiej.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here