Niespełnione ambicje byłego pracownika spółdzielni

217

Niewiele osób będących na sali spodziewało się tego, że jeden z członków spółdzielni i jednocześnie jej były pracownik -Wiesław Grzegorek zaatakuje obecnego na sali Artura Kanię.

 – Chciałbym powiedzieć kilka słów na temat pana Artura Kani. W marcu ubiegłego roku rozmawiałem z nim na temat ewentualnej pracy na stanowisku zastępcy prezesa. Jestem inżynierem budownictwa, mam wszelakie uprawnienia w tym zakresie i dziwne jest to, że pan Kania nie zająknął się i dokonał zmniejszenia wymagań w stosunku do osoby zastępcy prezesa, którego postanowiono wybrać. Owszem, nie zgłosiłem się wcześniej na dwa nabory jakie były, bo po prostu nie wiedziałem o nich, ale sądziłem, że przewodniczący Rady Nadzorczej jako człowiek, który w głównej mierze dokonuje tego wyboru wie o tym, że chcę wziąć udział w naborze – powiedział Wiesław Grzegorek. Były pracownik spółdzielni dodał po chwili:

 [hidepost=0]- Z rozmowy wynikało, że pan Okuniewicz jest tymczasowym wiceprezesem wybranym na kilka miesięcy, a następny nabór odbędzie się we wrześniu 2013 r. Tak mnie zapewniał. Nie szukałem innej pracy, czekałem na ten nabór, aby się zgłosić. I mając te wiadomości stwierdza później i forsuje uchwałę, że nie ma w powiecie człowieka z uprawnieniami i po kierunku budownictwo. To jest śmieszne, bo oprócz mnie mogę jeszcze wyliczyć tutaj na miejscu z 7 innych osób, które by przyszły, gdyby wiedziały o naborze. To jest zwykłe kolesiostwo. Są kolegami i dlatego wybiera się człowieka, który nie ma żadnego wykształcenia, które by wystarczało na to stanowisko – mówił zdenerwowany pan Wiesław. I kontynuował swoje wystąpienie:

 – Dla mnie pan Artur Kania jest zwykłym kłamcą, żeby nie powiedzieć oszustem, bo forsuje tutaj takie uchwały, wiedząc o tym. Zresztą nie tylko on z zarządu o tym wiedział. Dziwię się, że tutaj dalej funkcjonuje. Po prostu jest to człowiek bez honoru, który powinien natychmiast zrezygnować z pełnienia tej funkcji. To wszystko potwierdził sąd prawomocnym wyrokiem, który tutaj zignorowano i nie dokonano pełnoprawnego wyboru człowieka na takie stanowisko. Dziwi mnie też to, że pan Okuniewicz startuje z partii PiS i jest członkiem Rady Powiatu. Jak tacy ludzie mogą pełnić takie funkcje w naszych miejscowych samorządach – wyraził swoje oburzenie członek spółdzielni.

Jako pierwszy na te ostre słowa zareagował Piotr Okuniewcz, o którego cała ta dyskusja się toczyła.

Przepraszam panie Wiesławie Grzegorek… Buta, arogancja i chamstwo. Nikt mi nie może zarzucić, iż podczas wykonywania swoich obowiązków w pracy kieruję się jakimikolwiek politycznymi kierunkami. Nie wiem w ogóle o co panu chodzi i proszę nie mieszać polityki i tego, co ja robię poza pracą w spółdzielni. Bo ja nie patrzę na to, co pan robi i czym się zajmuje. Miał pan szanse zmieniać tę spółdzielnię, bo byłeś pan pracownikiem służb technicznych – odpowiedział na zarzuty Piotr Okuniewicz.

Kontrę na wypowiedziane przez trzebniczanina słowa, skierował także Artur Kania, w kierunku którego poleciało wiele obraźliwych słów.

Nie wiem panie Grzegorek dlaczego używa pan obelg. Sam wiem, że nie mogę się dać ponieść emocjom, dlatego może grzecznie panu wytłumaczę jakie są procedury w spółdzielni. Wytłumaczę także to, że do wyboru zastępcy prezesa była powołana komisja. Skład komisji odczytałem. Komisja dwukrotnie obradowała, raz nie dokonała wyboru, bo nikt się nie zgodził, za drugim razem zgłosił się jeden kandydat. Na wniosek jednego z członków rady termin do składania aplikacji został wydłużony ponad miarę. Przez miesiąc na stronie internetowej były ogłoszenia, w prasie także było ogłoszenie – powiedział zdenerwowany, ale próbujący opanować emocje Artur Kania.

Nie zauważył pan przez dwa miesiące, że są ogłoszenia o wymarzonym dla pana stanowisku. To ja nie wiem, czy mieszkańcy chcieliby mieć takiego prezesa, który nie wie, czy chce nim być. A ponieważ to komisja rekomendowała pewne działania, to za drugim razem został zmieniony statut. Stało się tak ponieważ przepisy były na tyle ostre, że zgłosił się tylko jeden kandydat spełniający wymagania, ale zażądał 11 tys. zł na rękę. W jakim charakterze pan do mnie wówczas przyszedł? Poklepać mnie po ramieniu? Czy powiedzieć: „jestem dobrym kandydatem na wiceprezesa i pamiętaj o mnie”. Nie pamiętałem. I nie będę pamiętał – dopowiedział pan Artur.

Ponieważ na sali zrobiła się dość ciężka atmosfera, całą dyskusję przerwał prezes Marian Błaś.

Przysłuchuję się tej rozmowie. To nie jest w ogóle temat na walne zgromadzenie. Personalne sprawy pana Wiesława Grzegorka, który czuje się pokrzywdzony… Sam jest sobie winien. Były ogłaszane dwa konkursy, ale nie zgłosił się. Nie zgłosił się do konkursu, później został zmieniony statut i po walnym zgromadzeniu w 2013 r. były już inne zasady wyboru. Nie było konkursu, a ja uważałem że pan Okuniewicz, który pracował od 1 kwietnia zdaje egzamin, bez względu na to czy ma techniczne wykształcenie czy nie. I teraz patrząc na to z perspektywy czasu, większość członków docenia jego zaangażowanie w pracę. Poza tym jest wszędzie tam, gdzie powinien być. Nie zawsze to wykształcenie gwarantuje dobre wykonywanie obowiązków. Na koniec dodam tylko, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody” – powiedział prezes spółdzielni.

Parę słów postanowił też dorzucić Józef Mnich:

Zadam inne pytanie, takie retoryczne… Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek zastrzeżenia do Piotra Okuniewicza, to bardzo proszę teraz powiedzieć. Cisza… I to jest właśnie rekomendacja dla pana Piotra.[/hidepost]

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here