Nasza Ciuchcia

611

Żeby przypomnieć o tym zabytku przytaczamy dziś wspomnienie śp. Jadwigi Radzik, która przez wiele lat towarzyszyła swemu mężowi Marianowi w dokumentowaniu dziejów prusicko – trzebnickiej „małej ojczyzny”.

„Kolejka wąskotorowa – potocznie nazywana  Ciuchcią kursowała na trasie Prusice – Wrocław przez Trzebnicę. To były czasy! Ciuchcia jadąc mozolnie, przez 2,5 godz. toczyła się po wąskich szynach. Każdy przystanek był poprzedzony gwizdem lokomotywy. Powoli mijała kolejne przystanki. Po drodze dosiadała młodzież do szkół, dorośli do pracy. Nikt się nie spieszył. Godziny jazdy trzeba było czymś wypełnić. Młodzież czytała, uczyła się, zawierała znajomości i przyjaźnie. Stali podróżni grali w karty lub dosypiali, budząc się przy gwałtownych szarpnięciach wagonu. Donośny głos kierownika pociągu pana Ogórka znali wszyscy. Jego krzyk „wsiadać” i „odjazd” budził respekt wśród młodzieży.

Najbardziej elegancko wyglądała odprawa pociągu, gdy jechał Tadeusz Wasilewski. Zawsze z fasonem i z uśmiechem witał stałych pasażerów. Najbardziej tłumne były dni targowe. Jechały wtedy na targ kobiety z bańkami mleka, śmietaną, koszami jajek. Nieraz też zdarzyło się, że jechał żywy inwentarz, gdakając na cały wagon. Już w Pawłowie wsiadała mała kobieta z dużymi torbami. Wszyscy ją doskonale znali. Często kolejarze i podróżni pomagali jej wejść do wagonu. Mimo ścisku i pokaźnych bagaży panowała przyjazna atmosfera.

W wąwozie trzebnickim, gdy ciuchcia ledwo toczyła się, chłopcy wyskakiwali w biegu i przesiadali się do innych wagonów. Świetnie też się jechało na stopniach wagonu, machając nogami (ale to było zakazane). Na taką zabawę trzeba było uważać, żeby konduktor nie pociągnął za ucho. Tak pięknie jeździło się na grzyby i jagody w milickie lasy. Wyjeżdżało się na cały dzień, wracało wieczorem. Kto nazbierał pełne wiaderko jagód, był dumny, a kto miał mniej, to przykrywał zawartość liśćmi paproci. Słynne były opowiadania, jak kolejarz wyskoczył z wagonu, nazbierał w czapkę grzybów lub jak kolejarzy pogoniły dziki przy ładowaniu drewna na węglarkę.

Jesienią były inne atrakcje – uciążliwe dla pasażerów, tzw. przetaczanie wagonów towarowych. Przyczepianie i odczepianie wagonów z burakami, ziemniakami, drewnem i węglem. Podłączenie wagonów zaczynało się na stacji kolejowej w Prusicach, potem powtarzane było na stacjach Trzebnica Gaj, Wrocław Różanka i  Nadodrze. Szarpanie wagonów, gwizdanie i krzyki kolejarzy… W takich chwilach pasażerowie żartowali, że jadą za darmo. Spóźnienia ciuchci w okresie jesienno – zimowym były znaczne.

Był taki jeden dzień w roku, kiedy pasażerów było wyjątkowo dużo. Nie mieścili się do wagonów i podstawiano dodatkowe. Było to 15 października – dzień świętej Jadwigi – dzień odpustu w Trzebnicy.

Zimą, gdy były obfite opady śniegu, pojawiały się inne problemy. Najczęściej trudno było podjechać pod górkę w Trzebnicy w wąwozie. Tam, jeśli nie przejechał pług odśnieżny przed parowozem, to trzeba było brać łopaty i pomagać kolejarzom w odśnieżaniu. Często też się słyszało o posypywaniu piaskiem oblodzonych szyn. Do tego wydarzenia było powiedzonko: „nasypali piasku”. Były też inne słówka i przezwiska, jak „kurka wodna”, „spadochroniarz”, „czamajdan”.

Zimą w środku wagonu królował piecyk zwany „kozą”. Gdy było bardzo zimno, wszyscy garnęli się do pieca, wyręczając konduktora w dokładaniu drewna. Przy piecyku, trzaskającym ogniu w rurze, snuto opowiadania, jak to dawniej na wojnie bywało.

Gdy maszynista miał humor, ruszał szybciej, żeby zaspany kolejarz pobiegł za nimi kawałek. Kolejkę zawsze wspominam z sentymentem. Pamiętam, jak rodzice wieźli mnie do lekarza do Trzebnicy drezyną (to taki kolejowy wózek). Nie było samochodów ani rowerów. Kolejka była jedynym połączeniem z Trzebnicą i z Wrocławiem. Dzieci np. z Prusic urodzone w szpitalu w Trzebnicy w latach 1945 – 1960, żeby dotrzeć do domu, swoją pierwszą podróż odbywały koleją wąskotorową. Życie toczyło się powoli, jak ciuchcia, ale zmiany następowały nieodwracalnie. Kolejka już nie jeździła do Wrocławia na pl. Staszica, ani na Nadodrze tylko do Trzebnicy. Coraz mniej miała wagonów, parowozów.

Niemal w setną rocznicę powstania kolejki wąskotorowej tory zostały rozebrane. W czerwcu 1994 r. dla kolejarzy z Prusic po raz ostatni przywiozła przydzielony węgiel. Jej ostatni przeciągły gwizd słychać było na przejeździe kolejowym. Żegnało ją dwóch kolejarzy. Po ekipie, która zrywała tory, pozostał wielki nieporządek, dziury po podkładach, zardzewiałe gwoździe, zerwane mosty, rozjechane tory. Wszystko zostało dokładnie zniszczone, zmarnowane.

A taka piękna mogła być trasa turystyczna – wycieczki na jagody, na grzyby, zwiedzanie zabytków, dworków, parków, kościołów. Miały być skanseny, muzeum parowozów. Skończyło się na wielkim „gadaniu”.

Nasypy po torach można było wykorzystać na ścieżki rowerowe, a teraz po dawnych torach jeżdżą „nielegalne pojazdy” z dziwnym ładunkiem, mostki zerwane straszą, rowy dawniej porośnięte ziołami (macierzanką, rumiankiem, rozchodnikiem) obecnie służą za śmietnik.

Trzebnica w szybkim tempie zrywała tory koło nowo budowanego szpitala i zalewała je asfaltem. Przecież na otwarcie przyjechała premier Hanna Suchocka, mogłaby zobaczyła taki przeżytek.

Likwidacja kolejki, oddanie zabytkowych lokomotyw na złom – €“ to wielka niegospodarność. Gdzie teraz można znaleźć linie kolejowe z torami szerokości 750 milimetrów! Łezka się kręci! – to była wspaniała kolej na wąskich szynach, które w trudnych powojennych czasach na ziemiach zachodnich w komunikacji odegrały ważną rolę. Miejmy szacunek do przeszłości i do ludzi, którzy ją tworzyli.

W 1894 r. niemiecka spółka akcyjna uruchomiła linię wąskotorową ze Żmigrodu do Prusic. Trasa liczyła 15 kilometrów przez Przedkowice. W 1898 r. inne towarzystwo akcyjne uruchomiło linie wąskotorową ze stacji Wrocław Nadodrze do Trzebnicy i Prusic. W 1945 r. kolej przejęły PKP. Tabor liczył 14 parowozów, 271 wagonów towarowych, 44 wagony pasażerskie.

W 1967 r. zawieszono kursy pasażerskie z Wrocławia do Trzebnicy. Cały ten odcinek rozebrano. Zlikwidowano tory, mosty, stacje. Dnia 15 IX 1991 r. została zlikwidowana kolej z Trzebnicy przez Milicz do Sulmierzyc. Ostatnie tory kolejki wąskotorowej zostały rozebrane w czerwcu 1994 r. na trasie Trzebnica – Prusice – Żmigród.”

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here