Wyborów pozory, wyboru walory

    51

    Wiadomo już prawie na pewno, że frekwencja w niedzielnych wyborach będzie stosunkowo niewielka – pójdzie do nich zapewne 25- 30% uprawnionych Polaków. Przyjmuje się to jako fakt niezbyt optymistyczny, ale nikt spośród elit politycznych tym się specjalnie nie przejmuje. Co gorsza, sposób prowadzenia kampanii wyborczej wskazuje, że politykom wcale nie zależy na tym, by zmobilizować do głosowania większą część społeczeństwa.

    Sposób wyboru naszych przedstawicieli jest dziwaczny, a mówiąc wprost – absurdalny. Mamy wybrać z okręgu dolnośląsko – opolskiego 5 europosłów, a kandyduje 90 osób. Każda z partii wystawiających listy zadbała oczywiście, by znaleźć swą dziesiątkę „godnych wyboru” reprezentantów. Są więc wśród nich, m.in. pedagog ze Świdnicy, inżynier z Jelcza – Laskowic, zootechnik ze Strzelina, teolog z Legnicy, rolnik z Brodna, a nawet student z… Bytomia. Nie ma wśród kandydatów mieszkańców powiatu trzebnickiego, ani przyległych (z wyjątkiem wołowskiego). Osób znanych ze swej dotychczasowej działalności jest może 8 – 10. Czy to ma sens? Czy nie lepiej byłoby, gdyby każdy komitet wyborczy wybrał, uzasadnił wybór i zaproponował wyborcom swych najlepszych 2-3 kandydatów?

    Sposób przekonywania społeczeństwa o walorach nominatów świadczy o tym, że politycy mają w głębokiej pogardzie masy wyborców, a równocześnie posiadają (nieuzasadnione) przekonanie o ich zaufaniu do decyzji gremiów partyjnych. Jak inaczej interpretować oklejanie przestrzeni, szczególnie miejskich, banerami przedstawiającymi olbrzymich wymiarów „buźki” kandydatów, z tekstem takim jedynie, że to jest X z partii Y, mający na liście numer 0. Czasami informacja jest nieco obszerniejsza, bo można się z niej dowiedzieć, np. przez ile kadencji X był posłem, albo senatorem. Czy bycie „wybrańcem narodu” jest zasługą „samą w sobie”, czy też stanowić ją powinny konkretne działania, choćby w dziedzinie inicjatyw ustawodawczych i zabiegów o ich wprowadzenie. Jeśli zadamy sobie trud, by zgłębić na internetowych stronach podane dane o kandydatach, to okaże się, że komitety wyborcze zadbały o to, żeby umieścić tam informacje o tym, który z nich uwielbia prace w ogródku, czy rybołówstwo, natomiast „ze względów taktycznych” (albo ze wstydu) pominęły, np. kwestię znajomości języków obcych.

    Osobnego potraktowania wymagałaby jakość emitowanych spotów wyborczych. Nie zagłębiając się w ich analizę trzeba stwierdzić, że prezentują one w zdecydowanej większości poziom żałosno – żenujący, co potwierdza tezę, że „partiokraci” adresują je do „ciemnej masy” wyborców. Odnotować tu jeszcze trzeba, prezentowany przez wielu kandydatów, kompletny brak wiedzy o problemach współczesnej Europy (i europarlamentu), obnażany przez dociekliwych dziennikarzy.

    Do tego dodać trzeba, że ponad 20% spośród kandydatów to tzw. eurosceptycy. Pod tą enigmatyczną nazwą kryją się ludzie, którzy krzyczą głośno (bo krzyczeć potrafią), że pragną wejść do parlamentu europejskiego po to jedynie, by „rozwalić” Unię Europejską, aby wyprowadzić Polskę z „eurokołchozu”. Rysuje się tu jednak podstawowe pytanie, czy jeśli zostaną oni wybrani, to zrzekną się przynależnych posłom diet?

    To, co do tej pory napisałem, świadczy bardzo niekorzystnie o mechanizmie wyboru polskich europosłów. Czy zatem jest sens w takich pozornych wyborach uczestniczyć? Paradoksalnie moja odpowiedź brzmi, że  zdecydowanie tak. Aktywny udział w europejskich wyborach wszystkich myślących Polaków jest koniecznością, a wręcz ich patriotycznym obowiązkiem. Każdy bowiem, kto rzetelnie i racjonalnie patrzy na otaczającą nas eurorzeczywistość, bez trudu dostrzega, że Polska z jej geopolitycznym położeniem nie ma innego wyjścia, niż być częścią mniej, czy bardziej zjednoczonej Europy. Te sprawy wyczuwał i próbował realizować już tysiąc lat temu pierwszy król Polski – Bolesław Chrobry. Szczególnie zaś ukazały tę konieczność ostatnie wieki dziejów naszego narodu, gdy sprawa „być” albo „nie być” polskiego państwa, często była dyskusyjna i wcale nie tak znowu oczywista. Poszukajmy i znajdźmy więc na tych przydługich kartach wyborczych nazwiska osób, które dają gwarancję, że będą nas godnie reprezentować i twórczo kształtować oblicze wspólnej Europy. Głosujmy na nich, obdarzmy ich swoim zaufaniem, ale potem pilnie obserwujmy ich poczynania i rozliczajmy ich z tego, co robią. Bo na tym zasadza się idea społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy z nas znajdzie pewne i bezpieczne miejsce dla siebie.

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here