Strażacy przebiegli 55 kilometrów

54
 – Wystartowaliśmy z Grodziska Wielkopolskiego do Nowego Tomyśla. Braliśmy udział na krótszej trasie, bo dłuższy odcinek miał 110 km. Powiem szczerze, że limity były bardzo szybko zamknięte. My wskoczyliśmy w miejsca ludzi którzy zrezygnowali. Była to bardzo fajna impreza, dobrze zorganizowana. Na szczęście nie padało – wspomina Dariusz Zajączkowski i dodaje: – Trasa przebiegała tylko polami i lasami. Droga była miękka, ale cały czas trzeba było biec. To już nie był marsz. Razem z Michałem ukończyliśmy bieg w czasie poniżej 7 godzin, tak że uznajemy to za bardzo dobry dla nas czas.
Start był o godz. 4 rano. Trzeba więc było mieć ze sobą czołówkę (latarkę), picie, ubranie na zmianę, a więc niezbędne były małe plecaczki. – Organizatorzy zrobili to w ten sposób, ponieważ chcieli zakończyć biegi jeszcze tego samego dnia. W Wolsztynie o godz. 1.30 była pobudka, o godz. 2 śniadanie, o godz. 3 przewieziono nas prawdziwym parowozem do Nowego Grodziska i stamtąd wystartowaliśmy o 4 rano – opowiada pan Dariusz.Na trasie były trzy punkty żywieniowe, na których można było uzupełnić płyny, zjeść i zarejestrować się u sędziego. Następnie dalej ruszało się w trasę.

 – Był to bardziej bieg samotników, bo nawet jeśli wystartowało 250 zawodników, to na tym  dystansie biegło się w znacznej części samotnie. Każdy na swoje możliwości. W pierwszej części człowiek ma siły i biegnie, potem może osłabnąć, ale to nie znaczy, że ten co biegł słabiej wcześniej nie dostanie siły po 20 km. Meta i koniec tej części zawodów znajdowały się w Nowym Tomyślu. Część zawodników pobiegła dalej, trzebniczanie postanowili zakończyć swój bieg na tym etapie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here