Na tropie Kurzbachów

322

Impreza Kurzbach Tropy odbywała się w tym roku po raz trzeci, a już zdążyła zdobyć wielu zwolenników. Przypomnijmy, że głównym pomysłodawcą i realizatorem pomysłu jest Stowarzyszenie Bike Family Team z prezesem Tomaszem Saladrą na czele.

Podobnie jak w poprzednim roku, bazą rajdu była świetlica wiejska w miejscowości Górowo. O rajdzie uczestnicy dowiadywali się z facebook, a także od znajomych. Każdy, kto uiścił wpisowe, otrzymywał pamiątkowy kubek przygotowany przez firmę Jarmi ze Żmigrodu, a 70 pierwszych zapisanych uczestników otrzymało również pamiątkową, kurzbachową koszulkę.

Jak powiedział nam główny organizator imprezy, Tomasz Saladra, pierwsze przygotowania do rajdu rozpoczęły się już ponad pół roku temu. Organizatorzy musieli dopiąć sprawy finansowe, między innymi znaleźć sponsorów, firmy, które wydrukują materiały, ale i przygotować i odpowiednio oznaczyć trasy.

Uczestnicy niedzielnego rajdu zjeżdżali się pod świetlicę już od samego rano. Strażacy z OSP z Prusic i ze Skokowej pomogli w przygotowaniu sali, a także w obsłudze samej imprezy. To właśnie dzięki strażakom, start miał niezwykłą oprawę. Kiedy wszyscy uczestnicy otrzymali już materiały, Tomasz Saladra, za pomocą megafonu, z samochodu strażackiego, dał sygnał do startu.

Przypomnijmy, że uczestnicy rajdu mogli wybierać długość i trudność trasy, bo zgodnie z założeniem, impreza ma nie tylko promować zdrowy, sportowy tryb życia, ale i być świetną, rodzinną rozrywką na świeżym powietrzu. Uczestnicy mieli do wyboru 3 trasy: „Rzezimieszek” – trasa piesza zaplanowana na ok. 10 km, „Zakapior” – trasa piesza o przewidywanej długości poniżej 20 km i „Prawdziwy Zbój” – trasa rowerowa o przewidywanej długości ok. 50 km. Przed wymarszem każdy uczestnik otrzymał komplet map, na których były wykreślone wszystkie 3 trasy. W trakcie rajdu można było zmienić zdanie co do wyboru trasy. Zadaniem uczestników było odnalezienie specjalnych punktów kontrolnych, które oznakowane były w terenie lampionami papierowymi w foliach. Ich odnalezienie było potwierdzane przez uczestników na karcie startowej, za pomocą perforatorów.

Jak powiedzieli nam organizatorzy, na starcie stanęło 120 uczestników w różnym wieku z rożnych miejscowości. Zawodnicy przyjechali ze Szczecina, Poznania, Oławy, Oleśnicy, Wrocławia, wołowa, Trzebnicy, ze Żmigrodu, Pęgowa, Osolina, Jar, Siemianic, a także z miejscowości w gminie Prusice, niektórzy zawodnicy to mieszkańcy Górowy.

Trasy przebiegały w terenach płaskich i pagórkowych, ścieżkami, drogami gruntowymi i utwardzonymi, w znacznej części wśród lasów, dlatego też niemal wszyscy uczestnicy przystąpili do zawodów w trackingowych lub sportowych strojach i obuwiu. Kiedy zawodnicy wyruszyli na trasę, w bazie trwały przygotowania na powrót zawodników. Strażacy piekli kiełbaski, panie podgrzewały bigos, krojono arbuzy, które w ciepłe, niedzielne popołudnie cieszyły się ogromnym powodzeniem.

Jak się okazało, po dwóch godzinach i 4 minutach na mecie pojawił się pierwszy… Igor Bandrowicz, burmistrz Miasta i Gminy Prusice, który w parze z Kamilem Leśniakiem, przebiegł „Rzezimieszka” i odnalazł wszystkie punkty. Kolejni na mecie pojawili się: Magdalena Jarzębowicz, Anna Stępień, Agnieszka Mirosław, a trzecie miejsce na tej trasie zajęła drużyna: Karolina Kosowska, Adrianna Kosowska, Przemysław Komorowski, Joanna Moroń, Oliwia Syguła i Syliusz Syguła. Na trasie Zakapior najszybsi okazali się: Marcin Sefaniak i Marcin Dering, drugie miejsce zajęli Mateusz Jarzębowicz i Piotr Sobczyk, a trzecie Michał Jerzyk i Piotr Bąk. Prawdziwego Zbója, czyli 50-kilometrową trasę rowerową najszybciej pokonali: Tomasz Żurawik i Dobromir Korzewski, 2. miejsce zajęła rodzina Mikołajczyk w składzie Aga, Grześ, Romek, Dominika, Andrzej Saladra i  Mirek Owczarek, natomiast jako trzeci, na rowerze, ma metę dotarli: Agnieszka i Tomek Pawlaczek.

Po przyjściu do bazy, zawodnicy meldowali się u organizatorów i potwierdzali swoje czasy. Na wszystkich czekało ciasto upieczone przez panie ze stowarzyszenia SBFT, a także bigos wykonany przez panie Dorotę i Lucynę. – Na te panie zawsze możemy liczyć. Bardzo chciałbym im podziękować, za to, że zawsze przygotowują mnóstwo pyszności – mówi Tomasz Saladra.

Każdy rajdowicz został ugoszczony ciepłym bigosem, kiełbaską, kawą, herbatą, a także prawdziwą oranżadą. O godz. 15 strażacy pokazali swoje wozy najmłodszym uczestnikom rajdu.

Jak się okazało, uczestnicy bardzo miło spędzali czas pomiędzy dotarciem na metę, a wręczeniem dyplomów; dzieci, które również uczestniczyły w rajdzie, bawiły się na placu zabaw, a dorośli odpoczywali. W tym czasie porozmawialiśmy z uczestnikami rajdu o ich wrażeniach.

Trzyosobowa ekipa z Jar: Agata, Małgorzata i Kuba. – No niestety, nie udało się nam wygrać tym razem, byliśmy na mecie na 4. pozycji, chociaż wygraliśmy podczas pierwszej edycji rajdu. Myślę, że wina jest po naszej stronie, bo ostatnio nie trenowaliśmy, nie przygotowywaliśmy się. Za pierwszym razem wygraliśmy, bo była mniejsza konkurencja, a my poszliśmy rekreacyjnie. Wybraliśmy najkrótszą trasę, a niektórzy uczestnicy już od startu biegli. Dzisiaj pogoda dopisała, była idealna na spacer. Organizacyjnie zawody są coraz lepsze. Lubimy rajdy, chodzimy też w rajdach na orientację organizowaną przez Artemis. Najfajniejsze jest to, że można poznać swoją okolicę, ludzie wyjeżdżają za granicę na urlopy, a nie znają wsi, które są dookoła. To właśnie bardzo podoba się nam w tych imprezach. Podczas spaceru nawet sobie rozmawialiśmy, co moglibyśmy pokazać w Jarach organizując taki rajd.

Ekipa z Trzebnicy i Wrocławia: Mateusz, Magda, Ania, Agnieszka, Piotr: – Podzieliliśmy się na dwie ekipy, męską i żeńską. Panowie biegli swoją trasę, a my szłyśmy. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Pogoda dopisała, trasy były malownicze, nie było mokro, no może trochę kałuż. My, dziewczyny, wybrałyśmy najkrótszą trasę i na metę dotarłyśmy jako drugie. No, pierwszy był burmistrz, ale on od samego początku biegł. Chłopcy przebiegli tę dłuższą trasę. Bardzo lubimy takie kameralne imprezy. W porównaniu z tym, co zapłaciliśmy za wpisowe, to to co dostaliśmy to wypas. Atmosfera jest fajna, przychodzą całe rodziny z dziećmi, z wózkami i psami. Teraz wszyscy stawiają na duże imprezy, komercyjne, z dużym wpisowym, żeby tylko przebiec, zrobić czas i iść do domu, a tu możemy miło cały dzień spełnić. Okolica jest piękna,a niedoceniona. To czysta przyjemność. Ale tu chyba cala gmina jest taka pro sportowa. Jeśli tylko będziemy mogli, to na pewno za rok tu przyjedziemy.

Dwie ekipy z Wrocławia, Dorota, Wojtek, Michał i Monika:Już po raz drugi uczestniczymy w rajdzie. W zeszłym roku dowiedzieliśmy się od znajomych. Poprzednim razem obie z koleżanką byłyśmy w ciąży podczas rajdu, a teraz moja córeczka Magda ma już 7 miesięcy, syn koleżanki Karol ma 6 miesięcy. Zabraliśmy też ze sobą dwie starsze córki. Miały ogromną radość z odkrywania kolejnych punktów, a teraz bawią się na placu zabaw. W trasę poszedł również nasz pies, dla niego to nie pierwsza taka impreza. Poszliśmy z wózkami i małymi dziećmi, dlatego zdecydowaliśmy się na najkrótszą trasę. Szliśmy 4 godziny, spokojnie, zrobiliśmy przerwę na karmienie. Bardzo podoba mi się organizacja i bardzo smakuje mi ciasto, które jest rewelacyjne. Dobrze, że następnym razem impreza będzie w innym miejscu, chociaż tutaj jest super, ale tę okolicę już poznaliśmy. Podsunęliśmy organizatorom pomysł, żeby zrobili jakąś krótszą trasę rowerową, taką na maksymalnie 20 km, żeby można było na rowerach zabrać ze sobą dzieci.

O godz. 18 nastąpiło uroczyste wręczenie dyplomów i upominków. Rozlosowano także 30 pakietów dodatkowych nagród, między innymi koszulki, ocieplacze na ręce i nogi.

Jak mówi Tomasz Saladra, kolejny rajd odbędzie się w przyszłym roku w maju, a bazą zawodów będzie skansen rolniczy w Borówku.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here